Wytwórnia: GAD Records GAD CD 002

Smoked Pianos

Jan Jarczyk/John Stetch

  • Ocena - 4

Fragments; Body and Soul; There Is Always Time; The Introduction Tune/Chord-Free-Gord; So Far – So Close; After Jan; I Hear a Rhapsody
Muzycy: Jan Jarczyk, John Stetch, fortepian

Jan Jarczyk (profesor) i John Stetch (jego były student) spotkali się po 20 latach na serii koncertów na dwa fortepiany m.in w The Pollack Concert Hall w Montrealu (transmisja w Radiu Kanada w godzinnym programie „Canada Live”), potem w Toronto Humber College, wreszcie w legendarnym Glenn Gould CBC Studio i potem jeszcze na McGill University w Montrealu. Jak można sądzić z wypowiedzi obu muzyków (krótkie komentarze na okładce płyty), to spotkanie po latach miało charakter okazjonalny, po części sentymentalny i nie było fragmentem poważniejszego projektu. Zatem obok dwu standardów (Body and Soul, I Hear a Rhapsody) mamy tu serię kompozycji (głównie Jarczyka) w istocie „wyimprowizowanych” w oparciu o zaledwie szkicowo zarysowane tematy. Cała reszta, z jazzowego punktu widzenia najważniejsza, to wzajemne interakcje, solowe popisy i wspólne budowanie akcji utworu. Muzycy wracają do pięknej tradycji tego rodzaju spotkań, które dla mnie symbolizują przede wszystkim nagrania z jednej strony duetu Count Basie-Oscar Peterson (blues, timing), z drugiej Chick Corea-Herbie Hancock (fortepian totalny, happening, ekspresja, żart muzyczny). Jarczyk i Stretch prezentują dobrą technikę, przekonująco swingują, śmiało przechodzą od jednej stylistyki do drugiej (np. od free do bluesa we Fragments), co wynika – jak mi się wydaje – z podobnego typu pianistyki każdego z nich.

To niekoniecznie jest zaletą, bo dwa fortepiany powinny wyraźnie ujawniać dwie różne osobowości, które inspirując się nawzajem, prowadzą jednak grę w swoistym kontrapunkcie. Jest też, tak jak zresztą w wielu innych przykładach jazzu na dwa fortepiany problem formy, bo każdy utwór można ciągnąć w nieskończoność stawiając wciąż i wciąż nowe muzyczne pytania. Dlatego z tego zestawu na płycie największą przyjemność sprawił mi finał, czyli standard I Hear a Rhapsody, błyskotliwy, czytelny, pełen swingu i radości muzykowania. Z przyjemnością odnotujmy, że Jan Jarczyk, w swoim czasie jakże silnie obecny na krajowej scenie jazzu, jest wciąż w bardzo dobrej formie!

Autor: Tomasz Szachowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm