Wytwórnia: Empik Polskie Radio LEM CD010/PRCD 1440

Solar Eclipse

Gary Guthman

  • Ocena - 4

Behind Closed Doors; A Sea Apart; Medicine Man; Di Trevi; The Liars Club; Gentlemen’s Playground; Sarah’s Waltz; Bajan Secret; David’s Dream; Solar Eclipse.
Muzycy: Gary Guthman, trąbka, fluegelhorn; Filip Wojciechowski, fortepian; Paweł Pańta, kontrabas; Cezary Konrad, perkusja

Czy spotkaliście się z płytami, które jak wyborne ciasto, nabierają rumieńców z czasem? Jeśli nie, to sięgnijcie po ten album. W miarę rozwoju intryguje z każdą nową nutą. Zaczyna się dosyć banalnie, w duchu starego Chucka Mangione i stonowanego Maynarda Fergusona. Melodyjne tematy przywodzą skojarzenia z wczesnymi produkcjami, których jeszcze wówczas nikt nie określał mianem fusion, a tym bardziej smooth jazzu. To czas przykleił takie łatki jazzowym frazom wolnym od formalnego i stylistycznego wydumania. Jednak o ile Behind Closed Doors czy A Sea Apart ukazuje nam lidera jako wszechstronnie wykształconego wirtuoza trąbki, intrygującego kompozytora, o tyle w miarę upływu czasu we frazach zaczyna pojawiać się to coś, czym artysta wraz z towarzysząca mu kompanią (tu szczególne brawa dla Wojciechowskiego) kupuje nas bez reszty.

Nostalgiczne ballady Di Trevi i Sarah’s Waltz przedstawiają nam Guthmana jako liryka jazzu, który jak kameleon potrafi w mgnieniu oka przekształcić się w wyznawcę funky á la bracia Breckerowie (sympatyczne The Liars Club) czy bawić się rytmiczną konwencją w duchu Chicka Corei i jego wczesnego Return To Forever. Na innym biegunie leży latynoski duchem Bajan Secret, gdzie lider nakładając kolejne partie trąbek buduje stylowy mini big band, a brzmienie jego instrumentu przypomina, że mamy do czynienia z czymś, co zostało wykonane z metalu. Inną sympatyczną rzeczą albumu jest daleko po¬sunięta demokracja. Jak choćby w David’s Dream, gdzie Guthman daje wiele swobody Wojciechowskiemu, a pianista – nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz – potwierdza, że niewielu mamy speców od czarnych i białych klawiszy tak wszechstronnych i elastycznych stylistycznie. A przy tym wirtuozów w pojęciu klasycznym.

Album zamyka kompozycja tytułowa, w gronie dziesięciu zamieszczonych na płycie chyba najciekawsza. Tutaj słychać najprecyzyjniej nieprzeciętną jazzową erudycję trębacza. Tutaj też wybornie współgra z nim sekcja Pańta-Konrad. Ale to nic dziwnego, skoro nazwisko lidera można znaleźć u boku takich gigantów jak Tony Bennett, Aretha Franklin, Tom Jones, Paul Anka, czy formacja niejako z całkiem innej bajki – Bee Gees. Zwykło się mawiać, że Guthman z niejednego pieca chleb jadł i to doświadczenie zapewne ma największy wpływ na jakość tego grania, muzyki na tyle frapującej, że zadowoli erudytów, ale przy tym również na tyle komunikatywnej, że można ją polecić jazzowym żółtodziobom.

Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm