Wytwórnia: ECM 2400 (dystrybucja Universal)

Austin
Sudovian Dance
Spark of Life
Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan
Message in a Bottle
Sleep Safe and Warm
Three Reflections
Still
Actual Proof
Largo
Spark of Life (var.)

Muzycy:
Marcin Wasilewski - fortepian
Joakim Milder - saksofon tenorowy
Sławomir Kurkiewicz - kontrabas
Michał Miśkiewicz - perkusja


Spark Of Life

Marcin Wasilewski Trio w/ Joakim Milder

  • Ocena - 5

Z tym albumem jest jak ze świetnym filmem: piorunujące wrażenie robi przy pierwszym zetknięciu, potem otwiera przed nami kolejne tajemnice, zmusza do zastanowienia, przystanięcia na chwilę w codziennym zagonieniu. Bo „Spark Of Life” to nie jest kolejny świetny album w dorobku polskiego muzyka, artysty i jego kompanów. To album wybitny!

Jeśli ktoś kiedyś będzie szukać płyty, na której uczeń (wieloletni akompaniator Tomka Stańki) poszedł artystycznie krok dalej od swego szefa, to ten krążek może być taką cezurą. Inna sprawa, że sam nasz mistrz trąbki ponad dekadę temu w wywiadzie dla „Dużego Formatu”, dodatku „Gazety Wyborczej”, nie krył, że są takie koncerty, kiedy czuje, że Marcin – używając terminologii ułańskiej – wychodzi przed szpicę. Pięknie powiedziane, głębokie i prawdziwe. Tylko artysta spełniony – Mistrz, może sobie pozwolić na taką refleksję nie tracąc nic z własnego wizerunku.


fot. Gildas Boclé ECM


Natomiast „Spark Of Life” zgodnie z tym, co powiedział mi wiosną Manfred Eicher, to naturalna kontynuacja tego, co określa mianem słowiańskiego brzmienia europejskiego jazzu. To album naznaczony echem Komedowskiego myślenia o nieprzekombinowanej formie, która staje się pretekstem do niesamowitych improwizacji, fundamentem do wyrażenia tego wszystkiego, co muzykom w duszy gra. Z drugiej zaś strony, to pewna romantyczność (jak choćby otwierający całość utwór Austin czy kompozycja tytułowa z jej finałowymi wariacjami). Choćby tam, gdzie pojawia się saksofon Mildera, z jego niesamowitą barwą, tak inną od amerykańskiego kanonu post-breckerowsko-shorterowskiego, pełnym wiatru, szumu, tajemnicy, cofamy się jak w muzycznym déjà vu, w klimaty Bernta Rosengrena (nomen omen Milder i Rosengren to rodacy – Szwedzi). I tu zdumiewa mnie niesamowita wspólnota artykulacji na linii Milder-Miśkiewicz, bowiem szum miotełek i barwowe traktowanie perkusyjnych blach wraz z barwą saksofonu, stanowią pewien monolit (vide: Sudovian Dance).

I aby jeszcze bardziej „wbić Państwa w fotel” dodam, że wymienione dotychczas kompozycje to dzieło lidera, perełki nie tylko na naszej rodzimej scenie! Tym samym cały album to nie tylko popis pianistyczny Wasilewskiego, ale również wygrana każdą nutą, frazą – laurka dla naszego speca czarnych i białych klawiszy jako kompozytora. Three Reflections i finałowe wariacje na temat Spark of Life to również dzieła lidera.

A jak wypadają tutaj „cudzesy”? Sądzę, że wszystkie są bardziej pretekstem do dalekich podróży, niepohamowanych wariacji, dźwiękowych metafor dalekich skojarzeń, niż pojmowaniu jazzu jako sztywnej formy temat – improwizacje – temat – coda. Wasilewski gra nam hit zespołu Hey Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan temat eksponując niemal w saksofonowym outro (i znowu znakomita gra Miśkiewicza-juniora, aż wierzyć się nie chce, jak pięknie i nieustannie rozwija się ten muzyk). W wypadku Message in a Bottle (megahit The Police) groove przywodzący skojarzenia z motorycznymi popisami Herbie’ego Hancocka zdaje się mówić: „uwaga, teraz odrobina czadu!” A ja biję brawo za piękne rozpisanie partii kontrabas – fortepian. Sławek Kurkiewicz na tym albumie osiąga wyżyny profesjonalizmu, czasami skrzętnie ukryty w drugim planie, nie stara się wykrzyczeć: ja tu jestem! I on dostaje właśnie tutaj swoje „pięć minut”, by nie pozostawić jakichkolwiek niedomówień, dlaczego jest uznawany za speca kontrabasu o europejskim formacie.

Ciekawostką krążka jest Komedowska kołysanka. Kolejna piękna wersja standardu-polonicum. Może stać się lokomotywą promocyjną albumu. Mainstreamowe media potrzebują czegoś oczywistego. Z całym szacunkiem dla całego albumu, może o tę jedną wisienkę na torcie zbyt wiele? Tym bardziej, że zarówno następująca po Sleep Safe and Warm kompozycja Wasilewskiego Three Reflections, podobnie jak Still (jedyna kompozycja Mildera) wypadają tu efektowniej i zwyczajnie bardziej autentycznie. Ostatnia ma w sobie pewną skandynawskość z fajnym unisono w II temacie i kontrapunktem kontrabasu.

I wreszcie wchodzimy w świat megastandardów, bo za taki można śmiało uznać Actual Proof (Hancock). Zagrany przez trio sauté, ze swobodą daną każdemu z muzyków, staje się kolejnym dowodem, że zgranie, wspólne koncerty, ten spędzony na estradach twórczo czas, to ta cząstka jazzu, której nie da się zastąpić próbami, filozofią. To samo dzieje się w Largo z II Sonaty fortepianowej” Grażyny Bacewicz (aranżacja Sławomir Kurkiewicz). Dla mnie to pewien kontekst, cofnięcie się do 1953 roku, czasu, w którym muzycznie rzeczy ważne w naszym kraju odbywały się na pograniczu sztuk, na fali nonkonformizmu. Bez podzia­łu na gatunki. Finałowe wariacje na tytułowy temat to bardziej linearne rozwinięcie myśli, niż kla­syczne potraktowanie formy wariacyjnej.

Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm