Wytwórnia: Live in Radio Gdańsk Allegro Records 032

Take It Easy Man;
A Friend of Mine;
Hello Again;
A Little Part of Me;
Mr D;
My Sweet Paradise;
Karolina;
How High the Moon;
Oblivion

Muzycy: Przemek Dyakowski, saksofon tenorowy; Joanna Knitter, śpiew; Wojciech Staroniewicz, saksofon tenorowy; Dominik Bukowski, wibrafon; Artur Jurek, instr. klawiszowe; Janusz Mackiewicz, kontrabas; Tomasz Sowiński, perkusja; Larry Okey Ugwu, instr. perkusyjne; Jacek Szwaj, instr. klawiszowe (Oblivion), Hanna Banaszak, śpiew (Oblivion)

Recenzję opublikowano w numerze 3/2016 Jazz Forum.

Swing!

Przemek Dyakowski Take It Easy IV

  • Ocena - 4

Jedna z najbardziej niezwykłych płyt, jakie przyszło mi recenzować.

Jest czymś w rodzaju księgi pamiątkowej – tyle, że zapisanej dźwiękami. Zanim w studiu PR Gdańsk doszło do nagrania płyty, zaprzyjaźnieni z Przemkiem Dyakowskim muzycy (a chyba wszyscy darzą go przyjaźnią równą tej, jaką on obdarza innych) postanowili napisać specjalnie dla Przemka – z okazji jubileuszu jego 80 urodzin – utwory, które angielskimi tekstami opatrzyła Joanna Knitter, ona też owe teksty z towarzyszeniem zespołu na koncercie zaśpiewała. Jedyne wyjątki od przedstawionej tu reguły to standard – How High the Moon z obowiązkowym chorusem Ornithology oraz Oblivion Piazzolli, z wokalizą Hanny Banaszak, która jak prawdziwy anioł objawiła się na jubileuszowym koncercie, by swym błyskotliwym technicznie wykonaniem dołączyć do grona pasjonatów zaprzyjaźnionych z Przemkiem; gdyby Piazzolla żył, oszalałby z radości, słuchając tej przejmującej interpretacji.

Zalety płyty w prostych żołnierskich słowach:

1. Prostota. Ale nic z prostactwa. To szlachetna prostota, esencja stylu, który nie zawsze jest (jakby obiecywał tytuł płyty) klasycznym swingiem, czasem zapuszczając się w rejony bliższe ambitnej muzyki pop – ale na poziomie, który jednym obiecuje miłe kilkadziesiąt minut wpadających w ucho melodii, innym dostarcza materiału do rozmyślań nad świetną kompozycją elementów dzieła muzycznego w skondensowanej kilkuminutowej formie.

2. Kompozycje. Tak jak napisałem, jednym dostarczają przyjemności słuchania wpadających w ucho melodii, opartych na prostych harmoniach, dla innych zaś są podręcznikową wręcz esencją obranego stylu. A napisany przez Dyakowskiego utwór A Friend of Mine powinna koniecznie zaśpiewać Cesaria Evora, gdyby przypadkiem ożyła, i byłby to światowy przebój. Nie chcę jednak wyróżniać żadnej kompozycji, gdyż każda – w swojej konwencji – jest stuprocentowo trafna w obranych odniesieniach stylistycznych.

3. Muzycy. Nie ma na płycie wielochorusowych solówek, tytuł zobowiązuje; w czasach panowania stylu swing utwór, jeśli miał być tanecznym przebojem, na płycie nie powinien rozciągać się ponad 3-4 minuty. Ale owa kondensacja daje efekt w postaci tzw. idealnego chorusu. Przemek, którego wiek i zdrowie nie pozwalają na ekspozycję jego ulubionych po websterowsku granych chorusów, nawet w kilkunastu taktach eksponuje elegancką esencję stylu, rolę błyskotliwego melodyka oddając Wojciechowi Staroniewiczowi – a ten w kategorii post-getzowskiego grania nie ma sobie równych.

4. Teksty. Joanna Knitter objawiła w całej okazałości nowy talent wrażliwej i pomysłowej autorki tekstów. Mam nadzieję, że zostanie zauważony i wykorzystany nie tylko przez kompozytorów jazzowych, skoro ogólnie wiadomo, że pisane w Polsce (po angielsku) teksty dla wykonawców muzyki pop i rock grzeszą schematyzmem.

Od uroku tej płyty trudno się uwolnić. Słucham jej z coraz większym podziwem.


Autor: Stanisław Danielewicz

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm