Wytwórnia: V2 Records VVR774666

Tassili +IO:I

Tinariwen

  • Ocena - 5

Imidiwan ma tenam; Assuf d alwa; Tenere taqhim tossam; Ya messinagh; Walla illa; Tameyawt; Imidiwan win Sahara; Tamiditin tan ufrawan; Tilliaden osamnat; Djered jere; Iswegh attay; Takest tamidaret

Muzycy: Ibrahim Ag Alhabib, Aroune Ag Alhabib, Abdallah Ag Alhousseyni, Kyp Malone, gitara, śpiew; Alhassane Ag Touhami, Mustapha Ag Ahmed śpiew, klaskanie; Eyadou Ag Leche, gitary, bas, instr. perkusyjne, śpiew; Elaga Ag Hamid, gitara, klaskanie, śpiew; Said Ag Ayad, instr. perkusyjne, śpiew; Mohamad Ag Tahada, instr. perkusyjne, klaskanie, śpiew; Tunde Adebimpe, śpiew; Nels Cline, gitara; The Dirty Dozen Brass Band, sekcja dęta

Po rozległych obszarach Sahary, na styku Mali, Nigru i Algierii, przemieszcza się od około dziesięciu stuleci koczownicze plemię dumnych Tuaregów domagając się własnej państwowości. Swego czasu szereg tuaredzkich desperatów zawędrowało nawet do Libii, gdzie instruktorzy Kadafiego uczyli ich zasad walki zbrojnej. Zalążek grupy Tinariwen miał właśnie miejsce w libijskim obozie wojskowym trzy dekady temu. Aktualnie trzon zespołu stanowi pięciu młodych muzyków, którym przewodzi weteran Alhabib, zaś w studyjnych nagraniach sekstet wspomaga wielu muzyków. To piąty tytuł w oficjalnej dyskografii grupy, lecz w obiegu funkcjonuje wiele pirackich nośników wczesnych nagrań. Tinariwen zwrócił już uwagę fanów na ubiegłorocznym Open’erze w Gdyni.

Konstrukcja wykonywanych przez Tinariwen pieśni jest dość prosta, by nie rzec monotonna, lecz to tylko pozory. Określenie pieśń jest tu na miejscu, gdyż muzycy we własnym języku nie śpiewają o sprawach błahych, a o tęsknocie i walce o własne państwo. Niemal każdy z utworów rozpoczyna solo nieskomplikowana introdukcja gitarowa lub wokalna. Potem stopniowo dołączają głosy chóralne, druga gitara, bas i perkusjonalia. Aura zagęszcza się, rodzą się unikalne harmonie, polifonie i polirytmie. Muzyka dostaje skrzydeł, choć paradoksalnie stopień wysycenia dźwiękami może sprawiać wrażenie ciężkości. Gitarzyści nie są wirtuozami i wypowiadają się dość minimalistycznie, praca bębnów nie sprawia wrażenia zbyt złożonej, a mimowolnie odczuwamy magiczne wciągnięcie w świat ich pieśni. Poszczególne utwory są w zasadzie wolne od improwizacji, a partie instrumentalne pomiędzy śpiewanymi zwrotkami wypełniają zespołowe riffy gitar. Drobne modyfikacje faktury wnoszą w niektórych utworach zaproszeni goście. Przysłuchując się płycie odnajdujemy cenne ogniwo łączące muzyczne kultury arabskiej i czarnej Afryki, uderza też znaczne pokrewieństwo tej muzyki z archaicznym bluesem amerykańskim. Szczęśliwie twórczość Tinariwen nie jest skażona komercyjnymi naleciałościami, tak jak innego malijskiego zespołu Amadou & Mariam.

Niezwykle ciekawie wypadła konfrontacja materiału niniejszej płyty z niedawnym występem sekstetu na żywo (Palladium, 22 października ub.r.). Choć muzycy na scenie wydawali się być lekko stremowani, to emanował w stronę publiczności cały żar ich magicznego przekazu. Głośne i lekko przesterowane gitary kreowały coś w rodzaju falującej ściany dźwięku. Prawdziwym mistrzem okazał się być perkusjonalista o niezwykle zwinnych palcach, który między mocne akcenty taktu na bębnie wystukiwał całe bogactwo słabszych uderzeń, tworząc bogatą polirytmię. Zręcznym improwizatorem okazał się być basista, u którego wyczuwało się, że posiada szersze horyzonty muzyczne. I choć wyobraźnia każdego z muzyków z osobna mogła wydawać się całkiem przeciętna, także w sensie wokalnym, to gdy szóstka zespoliła siły i środki, wprowadzała całą salę w trudny do opisania hipnotyczny trans i zagadką pozostaje, gdzie leży iście narkotyczna moc ich muzyki.

Autor: Cezary Gumiński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm