Wytwórnia: Decca 2792657
(dystrybucja Universal)


Mira; Amalia; So Long; So We Meet Again My Heartache; Lisboa; Impossible Love; If I Tell You I Love You I’m Lying; Goodbye; Se Voce Me Ama; My Heart Won’t Have It Any Other Way; Iemanja


Muzycy: Melody Gardot, śpiew, fortepian, gitara portugalska; Heitor Pereira, śpiew, fortepian, gitary; Bill Cantos, Tata Vega, Alfie Silas Durio, Bill Maxwell, Louis B. Price, Ali Witherspoon, Phil Roy, śpiew; Larry Goldings, fortepian; John Leftwich, bas; i inni

The Absence

Melody Gardot

  • Ocena - 4

Po obiecującym debiucie „Worrisome Heart” i pretendującym do miana małego arcydzieła „My One And Only Thrill” tajemnicza Amerykanka powraca z albumem, na którym – zupełnie wbrew tytułowi – jest jej bardzo dużo. I to w wielu miejscach naraz. „The Absence” to udana muzyczna wyprawa do różnych zakątków świata, prowadząca nas od skąpanej w słońcu Ameryki Łacińskiej (płytę otwiera brawurowo brazylijska samba Mira), przez jej bossa novy, calypsa i tanga – aż do nieco mroczniejszej egzotyki północnoafrykańskiej. Chwilami słychać też dominujące na poprzednim krążku artystki wpływy europejskie (najsoczyściej wyrażone w So We Meet Again My Heartache), a nawet jękliwe klezmerskie echa i szczyptę flamenco.

Pomysł na płytę, nad którą unoszą się przyjazne duchy Jobima, Piazzolli i Gilberta Gila, nie jest bynajmniej nowy. Materiał przyciąga jednak ku sobie trudną do zdefiniowania siłą. Niewątpliwy atut krążka stanowią instrumentacja oraz produkcja – nad obiema czuwał utytułowany na wielu polach Brazylijczyk Heitor Pereira. Całość tchnie prawdziwą wizją, zaś kunszt wykonawczy takich instrumentalistów, jak choćby Paulinho Da Costa (instr. perkusyjne), Peter Erskine (bębny), czy John Leftwich (bas), nie pozostawia miejsca nawet cieniowi brzmieniowej przypadkowości, nie rezygnując jednocześnie z jazzowej fantazji.

Sama Gardot – autorka wszystkich kompozycji na płycie, z których wiele pozostaje w pamięci już po pierwszym przesłuchaniu – z albumu na album coraz bardziej puszcza wodze fantazji. A może po prostu rozwija się? I choć jej głos czasem zdaje się zadumany, jakby nieobecny wręcz, wokalistka ani na chwilę nie traci nad nim kontroli, znakomicie pointując frazy w każdym z obecnych na krążku języków. Na koniec ciekawostka: pewien francuski krytyk w jednym z utworów dopatrzył się podobieństwa do wokalnego stylu... Satchmo. Przyznaję, iż przyjąłem ową obserwację z dużym niedowierzaniem, lecz gdy tylko wysłuchałem Goodbye, mimowolnie uśmiechnąłem się na znak zgody. Takiej z lekkim przymrużeniem oka, rzecz jasna. Cóż takiego ta pani wyprawia – nie wiem doprawdy. Wiem jedynie, że niezmiernie mi się to podoba.

W specjalnej edycji albumu, który w Polsce zdążył się już okryć warstewką złota, znajdziemy dodatkowy krążek DVD z akustycznymi wersjami Miry i Iemanji, a także tęskną i niezwykle intymną interpretację La Vie en Rose. Ciekawych kulis powstania niniejszego albumu z pewno-ścią ucieszą też dwa dokumenty wideo, mimo iż Melody nie rozstaje się z ciemnymi okularami ani na chwilę.

 

Autor: Łukasz Hernik

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm