Wytwórnia: ACT 9594-2 (dystrybucja GiGi)

Philip à Paris; Toscane; December 26th; More Bells; Transparence; Climate Warning; Virtuous Women; L’Eternel Désir; Noburl; Isabelle; Homecomings; Pendulum

Muzycy: Philip Catherine, gitara; Nicola Andrioli, fortepian; Nicolas Fiszman, gitara akustyczna, gitara basowa; Philippe Aerts kontrabas; Hans Van Oosterhout, perkusja; Orchestre Royal de Chambre de Wallonie pod dyr. Franka Braleya

Recenzję opublikowano w numerze 7-8/2016 Jazz Forum.


The String Project Live In Brussels

Philip Catherine

  • Ocena - 3

Historia nagrań jazzowych z udziałem orkiestry smyczkowej liczy już kilkadziesiąt lat. Niektóre płyty były znaczące, z rozmaitych powodów. „Charlie Parker With Strings” ze względu na osobę solisty, „Focus” miała genialnego solistę, Stana Getza – ale tam zwracały także uwagę niezwykłe, nowoczesne aranżacje. Podobnie było z płytą „Hot House Flowers”, na której grał Wynton 

Marsalis do znakomicie brzmiących aranży. Ale po upływie ponad pół wieku smyczki w jazzie nadal wydają się pewną ciekawostką, choć wkraczają do tej muzyki coraz wyraźniej. Niemal każdy znaczący solista ma na koncie tego rodzaju projekt i Catherine też wpisał się do tej grupy. Czy to aż tak wielka nobilitacja?

Parker uważał że tak, choć dziś wydaje się, że to sam solista jest w takim układzie postacią najważniejszą. A gdy wraz z orkiestrą występuje cały jazzowy zespół, to można się spodziewać, że partia instrumentów smyczkowych musi zostać zepchnięta do roli akompaniamentu. I rzeczywiście tak jest w wypadku tej płyty. Głównym powodem jej powstania były kompozycje gitarzysty, które opracowane zostały przez siedmiu różnych aranżerów. Kompozycje powstawały w oderwaniu od instrumentarium i zostały dopiero później ubarwione orkiestrą. Wszystko jest zaaranżowane dość podobnie, żaden utwór „nie odstaje”. 

Warto pamiętać, że mamy do czynienia z nagraniem live. Koncertu słuchało się zapewne przyjemnie, wszyscy muzycy grali dobrze, ale teraz, mając w ręku płytę, inaczej słuchamy tego materiału. Wcale nie oczekiwałem, że poczuję nastrój koncertu, chciałem usłyszeć dzieło! Ale tu nie znajduję niczego, co przykuło by uwagę na dłużej. Brzmienie jest szlachetne, delikatne i przyjemne. Muzyka czasem przypomina kompozycje Astora Piazzolli (to w specjalnie napisanym wstępnym utworze pełniącym rolę małej uwertury, jedynej kompozycji nie będącej dziełem lidera; autorem jest nomen omen J.C. Petit), czasem przypomina styl Pata Metheny’ego (na początku utworu Toscane opracowanego przez gitarzystę). Jest tu delikatny walczyk grany pizzicato (L’Eterne Desir) i muzyczka kojarząca się z typowym podkładem do francuskiego filmu (Transparence). W More Bells można zauważyć próby wykorzystania nieco nowocześniejszej harmonii, ale już w Homecomings pojawiają się melodie i brzmienia á la Santana. Pewien urok ma Pendulum oparte na powtarzaniu prostego motywu na zmieniającej się harmonii.

Ale i tak odczuwam w tych kompozycjach brak albo finezji, albo zdecydowania. Wszystko to jest trochę za słodkie i zbyt miałkie. Choć utwory musiały być dokładnie zapisane (gra przecież cała orkiestra), to formy nie są zbyt przejrzyste, trudno je rozwikłać (np. nie wiem, czemu w drugiej części Toscane nagle mamy do czynienia z typowym swingiem). Znacznie ciekawiej, a nawet nowocześniej (!) brzmi wspomnia­na płyta „Focus” powstała 55 lat wcześniej! W Polsce, gdzie stale możemy słuchać wyczynów Atom String Quartet, tego typu „jazzowe smyczki” nie robią już większego wrażenia.

Autor: Ryszard Borowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm