Wytwórnia: Columbia Legacy

Trio of Doom

McLaughlin, Pastorius, Williams

Drum Improvisation; Dark Prince; Continuum; Para Oriente; Are You the One, Are You the One?; Dark Prince; Continuum; Para Oriente; Para Oriente; Para Oriente

Muzycy: John McLaughlin, gitara; Jaco Pastorius, gitara basowa; Tony Williams, perkusja

 

W ubiegłym roku, po prawie 30 latach wytwórnia Columbia opublikowała – po raz pierwszy w całości – niezwykle ciekawe nagrania tria złożonego z gwiazd jazzu, z którego w międzyczasie przy życiu pozostał jedynie gitarzysta John McLaughlin. Warto powiedzieć kilka słów o historii powstania tych nagrań. W 1979 roku Departament Stanu USA zorganizował wyprawę amerykańskich muzyków na festiwal jazzowy w Hawanie, który – w nawiązaniu do nazwy Zatoki Świń – The Bay of Pigs – nazwany został The Bay of Gigs (czyli Zatoka Koncertów). Pośród wielu innych w wyprawie tej wzięli udział John McLaughlin, Jaco Pastorius i Tony Williams, którzy na tę właśnie okazję stworzyli trio o groźnie brzmiącej nazwie Trio of Doom. 25 minut, które otrzymali do dyspozycji muzycy, rozpoczęli perkusyjnym solem Williamsa, a następnie wykonali cztery znane wcześniej utwory: Dark Prince McLaughlina, Continuum Pastoriusa, Para Oriente Williamsa oraz Are You the One, Are You the One?, którą McLaughlin zarejestrował rok wcześniej z Williamsem (można ją znaleźć na płycie „Electric Guitarist”).

W dwa tygodnie później trzy z tych kompozycji muzycy zarejestrowali ponownie w studiu, planując najwyraźniej kontynuację swojej hawańskiej przygody. Nigdy nie doszło jednak do rejestracji materiału wystarczającego do wydania płyty i w ten sposób nagrania tria aż do ubiegłego roku pozostawały w archiwach. Dobrze się jednak stało, że w końcu ujrzały światło dzienne, gdyż stanowią nader interesujący dokument okresu, w którym wszyscy trzej muzycy poszukiwali nowych brzmień i nowych form wyrazu dla muzyki określanej mianem fusion. Z perspektywy czasu nie wszystkie owoce tych poszukiwań uznalibyśmy za udane, ale nagrania Trio of Doom na pewno do takich należą i można tylko żałować, że współpraca trzech tworzących je muzyków nie miała dalszego ciągu.

Chociaż w Hawanie artyści spotkali się zaledwie na pół godziny przed koncertem, to jednak nie odbiło się to na jakości wykonanej przez nich muzyki. Co więcej, to właśnie te nagrania, pomimo ich technicznych niedoskonałości, brzmią ciekawej niż wersje studyjne. Ich spontaniczność i pewna szorstkość okazuje się ich siłą. Jest w nich to, czego tak często brakuje muzyce spod znaku jazz-rocka czy fusion, a co stanowi o sile jazzu – intuicyjne porozumienie pomiędzy muzykami, wzajemna inspiracja, wspólna improwizacja. Nie znaczy to, że tego wszystkiego nie ma w nagraniach studyjnych, ale jednak brakuje w nich nieco tej iskry geniuszu, która wyraźnie zapaliła się w Hawanie.

Z dzisiejszego punktu widzenia dziwi zatem fakt, że McLaughlin i Williams początkowo nie godzili się na publikację tych nagrań, gdyż nie byli zadowoleni z gry Pastoriusa. Na szczęście angielski gitarzysta zmienił w końcu zdanie.

Jak widać z programu płyty, nie ma na niej zbyt wiele muzyki – i to trzeba uznać za jej jedyny mankament. Niespełna 40 minut to właściwie tylko cztery utwory (jeśli nie liczyć początkowej improwizacji perkusisty), do tego dochodzą przerwane wykonania utworu Para Oriente, a także poprzedzające nagrania rozmowy w studiu. Sądzę, że jest to jednak niewielki mankament. Wystarcza posłuchać koncertowej wersji Dark Prince – muzyki granej z taką siłą i fantazją nie słyszymy zbyt często.


Autor: Jarosław Merecki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm