Wytwórnia: Multikulti Project MPI 020

 

Levigatis
Unexpected Fruit
Lightning
Journey for Celery
Enigma
No Return


Muzycy:
Tomasz Licak, saksofon tenorowy, klarnet;
Tomasz Dąbrowski, trąbka, balkan horn;
Sven Dam Meinild, saksofon tenorowy i altowy;
Adnan Zukanović, Rhodes, instr. klawiszowe;
Richard Andersson, bas;
Kasper Tom Christiansen, perkusja

Trouble Hunting

Tomasz Licak Sextet

  • Ocena - 4

Co daje naszym młodym muzykom starcie z duńską szkołą improwizacji? Można powiedzieć śmiało – wszystko. To starcie z nieograniczoną wolnością wyrazu budowaną jednocześnie na solidnych podwalinach europejskiej muzyki współczesnej, jak i każdego z nurtów jazzowej estetyki, nie mówiąc o wyjściu poza szablon, w kierunku najbliższym sobie, często jeszcze nieodkrytym.

Obrazem urzeczywistniającym tę koncepcję jest nagranie tych sześciu, szalenie od siebie różnych, kompozycji autorstwa Tomasza Licaka przez polsko-duński sekstet. Tchną one bogactwem językowym, a więc usłyszymy tu namiastkę mainstreamowej romantyki z czasów cool jazzu, drapnięcie ostrożnego fusion, transowego minimalu, a nawet groteski w świadomym mieszaniu stylów.

Z drugiej strony wieje tu wyrafinowanym eksperymentem w warstwie rytmicznej, swoistą polirytmią i arytmią, gdzie każdy głos żyje w swoim tempie, nie podporządkowuje się reszcie, a tym samym wtapia w ten nieprzewidywalny tok narracji. Dla lidera projekt ten jest ewidentną odskocznią od dużo bardziej mainstreamowego Outbreak Quartet, z którym święcił sukcesy na niejednym jazzowym konkursie.

Muzycy są wolni, wyzwoleni od schematów, co nie oznacza jednak, że nie ma tutaj żadnej formy i czynnika spajającego. Jednym z nich jest na pewno wspólne uwikłanie w myśl kompozytora, ta natomiast jest tak płynna, że zdaje się źródłem nieograniczonych permutacji.

Banalnym, choć niesłychanie ciekawym środkiem twórczym jest imitacja, która w Journey for Celery, w procesie nakładania głosów, wprowadza aranżacyjne crescendo. Podbite ociężale ridem daje zaskakujący efekt w zderzeniu z kolejną, jakby zdejmującą ciężar z instrumentów, częścią, w której partia trąbki jest jak hasło – jest dobrze, jedziemy dalej. O samym brzmieniu Dąbrowskiego można pisać wiele, ale trzeba podkreślić to, że jest coraz bardziej rozpoznawalne i wymyka się wszelkim analogiom.

Kolejną, wolną od porównań sferą jest sposób, w jaki dęte instrumenty łączą się w osobliwym chórze, brzmiącym czasem samodzielnie, jak w Lightning, sprawiającym wrażenie poszukującego rozwiązania, choć niekoniecznie tonalnego. Ponadto koloru nadaje wyswobodzenie formy z ram improwizacyjnej konieczności i spójności za wszelką cenę. Tutaj wszelkie rozjazdy i nieczystości stanowią jakość. Dużym atutem płyty jest to, że muzycy nie boją się zamilknąć, pozostawić samego perkusisty na kilkanaście taktów, bądź nasycić się jednym długim, zabrudzonym dźwiękiem saksofonu.

Cała płyta tchnie przestrzenią, a otwierające Levigatis w dodatku tą kosmiczną, jest niemal dosłownym skojarzeniem z vangelisowskim lejmotywem filmu „Blade Runner” (Łowcy Androidów), tak jednoznacznie kojarzącym się z tym, co oderwane od ziemi. W takiej przestrzeni można zatem prowadzić bezkrwawe łowy, których celem jest ruchomy, umiejscowiony w nieustannie poruszających się konstelacjach sygnał.

Autor: Monika Okrój

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm