Wytwórnia: Polskie Radio PRCD 1950

Odwieczni wojownicy; Najwyższy czas; 360 do tyłu; Goris; Za linią horyzontu; Pacific; Zielony, niebieski żółty; Suita nr 9: części 1-3, Cud stworzenia świata

Muzycy: Józef Skrzek, śpiew, instr. klawiszowe; Apostolis Anthimos, gitara Artimus; Jerzy Piotrowski, perkusja, instr. perkusyjne

Recenzję opublikowano w numerze 10-11/2016 Jazz Forum.


Za linią horyzontu

SBB

  • Ocena - 4

W 1994 roku SBB wyjechało na swoją pierwszą (i jak dotąd jedyną) trasę koncertową po USA, a Jerzemu Piotrowskiemu tak się spodobało za Oceanem, że został tam na stałe. I gdy wydawało się, że trio nigdy więcej nie zagra w swoim oryginalnym składzie, „Keta” w 2013 roku kupił po latach perkusję i zaczął intensywnie ćwiczyć. Wiosną 2014 zespół wystąpił (z orkiestrą) na jubileuszowym, 50. festiwalu Jazz nad Odrą. I nie był to powrót jednorazowy.

Nowy studyjny album SBB, pierwszy w tym składzie od czasów „Welcome” (1978), to pozycja szczególna. Z jednej strony muzycy odwołują się do swojej przeszłości – i w muzyce (o czym poniżej), i w tytule płyty, i w okładce odbijającej dalekim echem twórczość Kazimierza Hałajkiewicza znaną z kopert pierwszych albumów SBB. Z drugiej – Jerzy Piotrowski pojawia się ponownie w zespole, który od 1994 roku nie był zawieszony w próżni i bez jego udziału także szukał, burzył i budował. Józef Skrzek i Apostolis Anthimos grali przecież kilka lat z Paulem Wertico (ex-Pat Metheny Group), uciekając w bardzo kolorowy, ale i niebezpieczny świat improwizacji. Potem, z Węgrem Gaborem Nemethem (ex-Locomotiv GT), przypomnieli sobie o rockowych i blues­owych korzeniach, rejestrując m.in. bardzo udany album „The Rock”. W 2012 roku nagrali nawet album w duecie. Wtedy partie perkusji nagrał Apostolis Anthimos, a na koncertach wspomagali ich instrumentaliści tak różni, jak Frank Parker, Irek Głyk, czy Krzysztof Dziedzic. Wciąż jednak czegoś brakowało – czy raczej: kogoś.

Pokazuje to dobitnie pierwszy utwór nowego krążka, Odwieczni wojownicy. To odświeżona wersja Wojowników Itaki z albumu „New Century”. Ożywienie warstwy rytmicznej zrobiło z rzewnej, nostalgicznej pieśni dobrze wyprodukowaną, wpadającą w ucho piosenkę. Jeszcze lepiej w tej kategorii prezentuje się utwór tytułowy, z ciężkim riffem Apostolisa i drapieżnymi organami Hammonda. Dające do myślenia są ucieczki w rejony dotąd przez SBB niezbadane. Najwyższy czas z wykrzyczanym, rapowanym wręcz tekstem będzie z pewnością w dorobku tria taką kompozycją, którą się albo uwielbia, albo szczerze nienawidzi.

Mniejsze różnice zdań fani powinni mieć w sprawie zamykającej całość Suity nr 9. Słychać w niej, jak wiele do twórczości SBB wnosi perkusyjny nerw Jerzego, pamiętany z takich kompozycji jak 3rd Reanimation czy Walking Around the Stormy Bay. Suita nr 9 to opus magnum tej płyty – pierwsza tak rozbudowana forma od lat 70. Jest tutaj w zasadzie wszystko, co być w dobrej suicie SBB powinno: brawurowe partie instrumentalne, podniosła i monumentalna część wokalna, a nawet kameralna coda przypominająca o zabawach dynamiką z „Wolności z nami”.

 Na długo zostaje w pamięci także orientalizujące 360 do tyłu, wykonywane na koncertach jeszcze w 1974 roku oraz zahaczający o etniczne klimaty Goris (znany także z wykonania Naxos Orchestra).

SBB jest na takim etapie kariery, kiedy nie musi nic (i nikomu) udowadniać. Nawet jeśli fani będą wołać o kolejne płyty w duchu „Pamięci” czy „Mementa z banalnym tryptykiem”, to wiadomo, że takie już nie powstaną. Zarówno muzycy, jak i świat są już przecież w zupełnie innym miejscu, a prawda Heraklita jest wciąż aktualna. Ale tym milej się robi na duszy, gdy okazuje się, że śląskie trio nagrywa bardzo dobry album – mimo że nie musi. Dodajmy: album przewyższający większość ich płyt z ostatnich dwóch dekad.

Jedyne, do czego można się przyczepić, to zachwiana nieco dramaturgia całości. Inny układ utworów mógłby wydobyć z nich jeszcze więcej emocji. Ale cała reszta – kompozycje, wykonanie, a także bardzo dobry miks (większość zrobił znany ze współpracy z Queen i ELO Mack – przyjaciel muzyków jeszcze z czasów Grupy Niemen) – pozwala z radością ogłosić, że odrodzone SBB wróciło na wszystkich frontach, także tym studyjnym. I to w bardzo dobrym stylu.

Autor: Michał Wilczyński

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm