Aktualności
Tomasz Stańko i Andrzej Smolik
fot. Jerzy Bartkowski



PEYOTL – PROJEKT SPECJALNY

JF, Agnieszka Orłowska



„Peyotl” – projekt specjalny Tomasza Stańki i Andrzeja Smolika – zostanie przedstawiony w piątek 20 marca br. w Górnośląskim Centrum Kultury w Katowicach.

Tomasz Stańko wielokrotnie przyznawał się do swojej sympatii dla pop-kultury. Sam, jako piewca wolności w sztuce, poszukuje nowych pól eksploracji i improwizacji. Z Andrzejem Smolikiem przymierzył się do nowej aranżacji swojego albumu „Peyotl”, nagranego w oryginale na początku lat 80. zeszłego stulecia wraz z zespołem Freelectronic.

Zainspirowany amerykańskim rapem z przełomu lat 70. i 80., Stańko zaczął poszukiwać własnego sposobu na połączenie słowa i muzyki. Dzieło Witkacego „Narkotyki. Niemyte dusze” pojawiło się niejako automatycznie. Stanisław Ignacy Witkiewicz jest jedną z najbardziej oryginalnych postaci w polskiej sztuce – obrazoburczy, tajemniczy, wielki.  Wizje, jakie opisał po zażyciu peyotlu, są nasycone, abstrakcyjne, magiczne. Tekst z „Narkotyków” jest jednak interesujący nie tylko ze względu na treść. Jego magię stanowi również brzmienie, barwa słów, rytmika fraz. Do nagrania tego tekstu Stańko zaprosił Walczewskiego, który zrobił to doskonale.

Słowa Witkacego brzmią w nowej muzycznej przestrzeni, tym razem autorstwa Stańki i Smolika, którzy występują w towarzystwie młodych polskich muzyków:
Marcin Ułanowski – perkusja, Krzysztof Pacan - gitara basowa, Robert Cichy - gitara, Manolo Alban Juarez - perkusjonalia, Łukasz Korybalski - trąbka, Radek Nowicki – saksofon, Dariusz Plichta - puzon, Michał Tomaszczyk - puzon.

A oto relacja Agnieszki Orłowskiej z koncertu, jaki miał miejsce 31 stycznia br. w Operze Leśnej w Sopocie:

Dziesięciu muzyków, kilkanaście instrumentów. Tomasz Stańko – mistrz trąbki, Andrzej Smolik – mistrz muzycznego eksperymentu i Witkacy – mistrz słowa. Absolutnie zdumiewające trio. Dźwięk. Słowo. Kolor. Ten ostatni może przypadkowy, jednak subtelnie dopełnia formę.

Wsłuchując się we współbrzmiące nuty, zaczynam widzieć każdy dźwięk, słyszę każdy kolor. Żółty jest Afryką, rytmicznie pulsującą jak poświata gorącego powietrza unosząca się nad pustynią, przecinana ostrymi promieniami o brzmieniu trąbki. Niebieski jest Kościotrupami, zimny i przerażający, słyszę jak po scenie przebiegają ich setki, wystukując paliczkami skostniały rytm na szklanej posadzce. Czerwony jest jak Wulkany albo Belzebub, jak wrzątek w naparze ziołowym z liści czerwonokrzewu, mocno zaakcentowany basem. Zielony to Luksusowy Gad, trochę lepki i wilgotny na początku, ostatecznie jednak hipnotyzujący pomrukiwaniem puzonu.

„Narkotyki. Niemyte dusze” w interpretacji Walczewskiego, w oprawie tysięcy dźwięków, są autentycznym zwidem, maligną, z której nie mogę się ocknąć.
Wtapiam się w całość i chcę tak trwać do końca świata. Nowatorskie wskrzeszenie „Peyotlu” zdumiewa i zachwyca. Zupełnie inny Stańko.

Agnieszka Orłowska

 




  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm