Aktualności
Mariusz Bogdanowicz
fot. Jarosław Bem



Prezes PSJ Mariusz Bogdanowicz ma głos

Anna Bernat (PAP)



Znowu wraca w Warszawie klub Akwarium. Oficjalna reaktywacja 6 czerwca.

Dobra wiadomość jest taka, że miasto podpisało umowę i ponownie będzie w Warszawie na Skwerze Hoovera działał klub jazzowy Akwarium – powiedział Mariusz Bogdanowicz, kontrabasista, kompozytor, nowy prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.

Anna Bernat: Ile właściwie lat ma PSJ? Niedawno obchodzono 50. urodziny stowarzyszenia, ale część środowiska muzycznego uważa, że PSJ to 60-latek.

Mariusz Bogdanowicz:A zatem krótki kurs historii... Organizacja, która powstała w 1957 r. pod nazwą Federacja Polskich Klubów Jazzowych, na początku zrzeszała tylko kluby jazzowe. Szybko jednak środowisko jazzowe zorientowało się, że potrzebne byłoby gremium reprezentujące muzyków i kompozytorów jazzowych oraz krytyków, organizatorów i promotorów. I po w 1964 r. Federacja Polskich Klubów Jazzowych została przemianowana na Polską Federację Jazzową. Jej współzałożycielem i pierwszym prezesem był Roman Waschko.

A pod koniec lat 60. Federacja przekształciła się w Polskie Stowarzyszenie Jazzowe. Kierowali nim kolejno: Jan Byrczek, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Andrzej Jaroszewski,  Tomasz Tłuczkiewicz, ponownie Jan Byrczek, Henryk Majewski, Krzysztof Sadowski. W poprzedniej kadencji prezesem Zarządu Głównego był Piotr Rodowicz, a od kilku tygodni ja jestem szefem PSJ. Można zatem powiedzieć, że mamy 50. urodziny, po co zresztą dodawać sobie lat.

AB: Czym dziś jest – po latach stagnacji – powinno być stowarzyszenie jazzowe?

MB: Nie startujemy od zera, władze PSJ podczas poprzedniej kadencji – można powiedzieć kadencji przełomu – wiele zrobiły, bo wcześniej rzeczywiście, niewiele się działo. Nie chcę rozpoczynać swojej pracy od narzekań. Wiem, czym stowarzyszenie być powinno i jakie sprawy trzeba załatwić już teraz.

AB: Co zatem jest dla nowego szefa PSJ, najpilniejsze, najważniejsze?

MB:Polskie Stowarzyszenie Jazzowe jest potrzebne. Powinno istnieć jako mocna reprezentacja polskiego środowiska jazzowego: wykonawców, kompozytorów, organizatorów, wydawców płyt, wszystkich ludzi, którym jest bliska muzyka jazzowa. PSJ ma dbać o sprawy artystyczne i zawodowe swoich członków. Taka jest idea i cel naszej organizacji, której rola, niestety, podupadła. I właśnie to mamy nadzieję zmienić. Chodzi o scalenie rozproszonego środowiska i zachęcenie do uczestniczenia w stowarzyszeniu młodych muzyków. Trzeba zatem ich promować, ale także pamiętać o starszym pokoleniu jazzmanów – są tacy, którzy mają kłopoty finansowe i im także potrzebna jest pomoc.

Chcemy też racjonalnie i rozsądnie obejmować patronatami wydarzenia muzyczne na scenie jazzowej. Nie chodzi o duże festiwale, bo ich organizatorzy sobie na ogół dobrze radzą, ale o ciekawe inicjatywy lokalne; często wymagają one wsparcia, ponieważ upadają z powodu niedostatecznych środków finansowych. Objęcie patronatem przez PSJ takich wydarzeń jest sygnałem dla lokalnych władz, że warto w „muzyczną kulturę zainwestować”.

AB: Podobno PSJ chce mieć swoją grupę zaprzyjaźnionych dziennikarzy?

MB:Rzeczywiście, chcemy bliżej współpracować ze środowiskiem dziennikarzy muzycznych zajmujących się jazzem; to może być pomocne w promocji młodych artystów, ale też generalnie w propagowaniu polskiej muzyki jazzowej, np. w jej wyraźniejszej, częstszej obecności w mediach, zarówno publicznych jak prywatnych i społecznościowych.

AB: Zbigniew Namysłowski powiedział, że czasy kiedy muzycy zwoływali się na jam sessions w klubach, niestety, bezpowrotnie minęły, że nie ma wspólnoty muzyków, wielu z nich się nawet nie zna.

MB: Jazzmani działają w pojedynkę. Takie czasy. Decyduje o tym tryb życia; muzycy teraz sami organizują koncerty, sami wyszukują najlepszych, wymarzonych ludzi do zespołu, załatwiają trasy, środki potrzebne na nagranie płyty, na jej wydanie, itd. Sporo tego. Wydaje mi się, że w tej sytuacji przynależność do społeczności, jaką jest Stowarzyszenie może pomóc, a na pewno nie zaszkodzi.

AB: A jak obecnie miewa się polski jazz?

MB: Mamy wręcz klęskę urodzaju. Jest wielka liczba wspaniałych muzyków, znakomitych zespołów, artystów nie tylko na najwyższym krajowym, europejskim ale i światowym poziomie. Różnorodność stylistyczna, szerokie spectrum charakteryzują naszą scenę jazzową. Jest to po części rezultat istnienia kilkunastu kierunków jazzowych na wyższych uczelniach. Czynni muzycy koncertujący, nagrywający płyty zdobywają stopnie naukowe, robią doktoraty, dostają tytuły profesorów. I to ma wpływ nie tylko na indywidualne kariery ale też na podniesienie ogólnego poziomu muzyki. Ci dobrze wykształceni ludzie często uczą w szkołach, w domach kultury, są instruktorami, prowadzą warsztaty.

Biorę w tym procederze udział; od 15 lat wykładam na kierunku Jazz i Muzyka Estradowa na Wydziale Artystycznym na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Uczę gry na kontrabasie, gitarze basowej, prowadzę zespoły, mam wykłady ogólnouniwersyteckie, które bardzo lubię; jeden z tematów moich wykładów to „Jazz improwizowany – fenomen muzyki XX wieku”. Słuchaczami są studenci z rozmaitych kierunków, niekoniecznie muzycznych. I jest to kolejna przestrzeń popularyzacji jazzu.

AB: Czy polski jazz ma swoje charakterystyczne brzmienie, czy jest rozpoznawalny na scenie światowej, jak np. jazz skandynawski?

MB:Podobnie jak w muzyce Chopina słychać słowiański liryzm, tak w „naszym” jazzie można dostrzec te nuty. Mistrzami w tym są Zbigniew Namysłowski i Włodzimierz Nahorny, ale nie tylko oni. Wśród artystów średniej i młodej generacji również jest bardzo dużo wybitnych osobowości, o czym świadczą kierowane do nich zaproszenia do nagrań w słynnych europejskich i światowych firm fonograficznych, np. ECM.

AB:  Czy PSJ będzie miało swój klub jazzowy?

MB:Dobra wiadomość jest taka, że miasto podpisało umowę i będzie w Warszawie na Skwerze Hoovera działał klub jazzowy Akwarium – a PSJ patronuje temu przedsięwzięciu, choć w klubie będą się odbywały poza jazzem również inne wydarzenia artystyczne. Akwarium to rzeczywiście mocny akcent na początek naszej kadencji w PSJ, ale równie ważne są sprawy pozornie mniejsze, takie jak konieczność zbudowania poważnego serwisu internetowego, uporządkowanie spraw członkowskich. Czeka nas zatem systematyczne praca, a nie spektakularne wydarzenia raz na jakiś czas. Oficjalną reaktywację planujemy na 6 czerwca.

AB: Czy można harmonijnie pogodzić prowadzenie PSJ z pracą muzyka, kompozytora, z koncertami, nagraniami, z aktywnością pedagogiczną i wydawniczą?

MB: Trzeba sobie radzić, choć pewnie nie zawsze będzie to pełna harmonia. Jestem kontrabasistą, stale koncertuję ze swoim kwartetem oraz z zespołami Włodzimierza Nahornego. Parę miesięcy temu wydałem płytę tria Włodzimierza Nahornego „Ballad Book – Okruchy dzieciństwa”. Mam w planie dość duży projekt, gdzie będę bardziej wyeksponowany jako solista. A na „Noc Kultury” w Lublinie szykujemy koncert muzyki współczesno-eksperymentalnej Bogusławem Byrskim.

Rozmawiała: Anna Bernat (PAP)

Mariusz Bogdanowicz (rocznik 1960) pochodzi z Trójmiasta, mieszka w Warszawie. Jest kontrabasistą, kompozytorem, aranżerem, producentem pedagogiem i publicystą. Wykłada na kierunku Jazzu i Muzyki Estradowej na Wydziale Artystycznym na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Tam też prowadzi klasę kontrabasu i gitary basowej od 2006 roku.

Jest liderem zespołu Mariusz Bogdanowicz Quartet. Od 30 lat koncertuje i nagrywa z pianistą Włodzimierzem Nahornym. „Mariusz Bogdanowicz to dusza zespołu i nasz logistyk, jesteśmy chyba zespołem grającym najdłużej w niezmienionym składzie. Niekiedy nasze trio powiększa się do sekstetu. Ale trio – Bogdanowicz, Nahorny i na bębnach Piotr Biskupski – jest bazą. Przez ten czas zagraliśmy setki koncertów, nagraliśmy sporo płyt” – powiedział Nahorny.

W 2005 r. Bogdanowicz został odznaczony Brązowym Medalem Zasłużonych Kulturze Gloria Artis. W kwietniu 2019 r został prezesem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. 





  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm