Aktualności
Susheela Raman
fot. Henryk Kotowski



SUSHEELA RAMAN

Henryk Kotowski



Susheela Raman jest w jakiś sposób postacią symboliczna dla współczesnej europejskiej kultury. Stare tradycje zanikają w szybkim tempie, a imigranci przywożą swoje dźwięki, głosy i rytmy. Proces mieszania się kultur jest coraz szybszy przy równoczesnym ubożeniu muzykalności przeciętnego Europejczyka.

Susheela ma silny głos i szeroką skalę. Śpiewa bardzo dynamicznie i ekspresyjnie. Podczas koncertu w warszawskiej Fabryce Trzciny (19 marca) akompaniowało jej tylko dwóch muzyków – Aref Duvesh na skromnych bębenkach tabla i Sam Mills na zwykłej gitarze akustycznej. Elektronika pomogła uzyskać z tych dwóch instrumentów bogate brzmienie. Gitarzysta ma na podłodze kilkanaście gadżetów i jego gitara zmienia się jak kameleon. W pewnym momencie mógłbym przysiąc, że słyszę sitar. Realizacja dźwięku nie była jednak najlepsza – zbyt wiele było basu z mikrofonów, przeszkadzało to szczególnie w zrozumieniu wyjaśnień i zapowiedzi.

Muzyka Susheeli Raman, wbrew niektórym wypowiedziom, nie ma nic wspólnego z jazzem. Przynajmniej to co przedstawiono na tym koncercie, promującym wydana w 2007 roku płytę pod tytułem „33 1/3”. Program koncertu to przeplatane, bardzo indywidualne i nietypowe wersje klasyków tej bardziej ambitnej muzyki pop-rockowej sprzed kilkudziesięciu lat z epoki longplayów, z zeuropeizowanymi bardzo starymi pieśniami z Indii. I te drugie wywierają większe wrażenie, w czym pomaga jej umiejętność kontrolowania głosu. Schodzi bardzo nisko, głos robi się gardłowy, tak jakby wstępował w nią obcy duch. Przez chwilę przypomniały mi się ceremonie w świątyniach w Tamil Nadu, których byłem świadkiem parę lat temu. Tam wykorzystywano naturalne cechy akustyczne budowli – na scenie Susheela używa elektronicznej kamery pogłosowej.

Umiejętność wydawania dźwięków kształtuje się w zwykle w pierwszych kilku lub najwyżej kilkunastu latach życia człowieka. Susheela urodziła się w Anglii w rodzinie imigrantów z południowo-wschodnich Indii. Po kilku latach przenieśli się do wschodniej Australii, ale cały czas podtrzymywali język tamil i tradycje śpiewu. Zjawisko dwujęzyczności przy równoczesnej nauce trzeciego lub czwartego języka w szkole jest niemal standardem wśród imigrantów drugiego pokolenia w Europie Zachodniej. Otwiera to zupełnie nowe możliwości kulturowe – młodzi ludzie mają wspólny język kraju, w którym obecnie mieszkają ale każdy z nich ma w zanadrzu przekaz rodziców i krewnych.

Susheela Raman ma dziś 36 lat i muzykuje aktywnie od wczesnego dzieciństwa. Najpierw był to tradycyjny, klasyczny śpiew z południa Indii. Jako nastolatka próbowała muzyki rock i pop, a gdy miała 22 lata postanowiła poznać indyjską muzykę z pierwszej ręki. I to był bardzo słuszny krok, została potem zauważona w mediach. Od 2000 roku nagrała cztery płyty, każda z nich z innymi muzykami i w innej atmosferze.

To muzyka popularna, ale adresowana do bardziej wybrednej publiczności. Tak jak muzyka Petera Gabriela, która wycisnęła piętno na Susheeli. Koncert był sponsorowany m.in. przez Radio Chilli Zet , które robi się coraz bardziej popularne. Liczę na to, że będzie można usłyszeć artystkę na falach eteru w tej sieci.

Henryk Kotowski


 




  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm