Aktualności
Władysław Jagiełło



WŁADEK JAGIEŁŁO NIE ŻYJE

Paweł Brodowski



Zmarł Władysław Jagiełło, weteran perkusji, jedna z najbarwniejszych postaci polskiego jazzu.

Krzysztof Sadowski i Waldemar Kurpiński, zaniepokojeni dłuższą nieobecnością Władka, postanowili odwiedzić kolegę w mieszkaniu przy ul. Śliskiej w Warszawie. Zjawili się tam w ostatnią sobotę, ale nikt nie odpowiadał na pukanie do drzwi. Wobec tego zawiadomili policję, której patrol wszedł do mieszkania w niedzielę 1 lutego i zastał Jagiełłę martwego w łóżku. Nie wiadomo, kiedy zmarł (być może nawet trzy tygodnie wcześniej) i jaka była przyczyna zgonu –  ustalić to ma sekcja zwłok. Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb, jeszcze nie wiadomo.

Władek Jagiełło był jednym z pionierów polskiego jazzu, uczestnikiem historycznych festiwali lat 50., czołowym perkusistą tamtej epoki. Weterani do dziś wspominają jego długie, dynamiczne solówki, które porywały publiczność koncertów i potańcówek. „Władek był pierwszym w Polsce nowoczesnym perkusistą jazzowym, pierwszym w ogóle muzykiem jazzowym, jakiego poznałem” – wspomina Marek Karewicz. „Było to w kawiarni Smocza Jama. Władek grał w zespole Krzyśka Bema. Odbywał wtedy służbę wojskową i miał na sobie mundur. Pamiętam, że w swoim zestawie miał break-maszynę, a to na tamte czasy był ewenement”.

Władek Jagiełło żył 74 lata. Urodził się i wychował w Warszawie. „Zacząłem grać w roku 1951 w big bandzie Zakładów Radiowych im. Kasprzaka – opowiadał Markowi Gaszyńskiemu w książce „Fruwa Twoja Marynara”. „Graliśmy z nut, i to jeszcze nie był jazz, choć niektórzy z nas starali się swingować. Potem w roku 1952 grałem z Tatarakiem w Zakopanem, i to już był jazz, choć graliśmy do tańca. Po powrocie z Zakopanego grałem w Polonii w kawiarni, a na dole był kurwidołek, i tam też czasem pozwalali mi grać, zwłaszcza gdy grałem z Krzyśkiem Bemem, ojcem Ewy Bem. To były tylko zastępstwa, bo za młody byłem, żeby grać tam na stałe, nie miałem jeszcze 18 lat. W filharmonii grałem w orkiestrze, chodziłem do szkoły muzycznej i grałem w zespole Pinokio. To był chyba najlepszy warszawski zespół dixielandowy. Grał tam Brągiel na trąbce, Heniek Kozłowski na puzonie, Szymanowski na saksofonie i klarnecie oraz Władek Sosnowski na tenorze. Czasem śpiewała z nami Jeanne Johnstone-Schiele. Często grywaliśmy na warszawskich balach, głównie na ASP. Z Pinokiem graliśmy w każdą sobotę w klubie Polonia na Foksal. Po drugiej stronie była restauracja Kameralna i za pieniądze zarobione w klubie sportowym Polonia chodziliśmy do Kameralnej uczyć się jak grają seniorzy: Pradella, Kaczka Kowalski, Mrek Byliński, znakomity pianista Czyż...”

Z małą orkiestrą Filharmonii Warszawskiej wyjechał Władek Jagiełlo na tournee do Chin, Mongolii i ZSRR, towarzysząc zespołowi pieśni i tańca Mazowsze, i to pionierskie tournee też opisane zostało w książce Gaszyńskiego. W listopadzie 1954 Władek uczestniczył w pierwszych Zaduszkach Jazzowych w Krakowie – wydarzeniu, które kończyło tzw. okres katakumbowy i zapoczątkowało oficjalny ruch jazzowy w powojennej Polsce. Tuż po Zaduszkach Jagiełło powołany został do wojska. Stacjonując na Wybrzeżu grywał jazz do tańca z muzykami orkiestry Bogusława Klimczuka, m.in. Leszkiem Bogdanowiczem.

Po powrocie z wojska włączył się w nurt jazzu przeżywający okres frenezji.
Już w marcu 1956 uczestniczył wraz z muzykami starszego pokolenia w nagraniu jednej z pierwszych polskich płyt jazzowych jako członek zespołu Jerzego Hermana (Herman - p, Jan Brągiel - tp, Władysław Kowalczyk - ts, cl; Jerzy Kowalski - tb, Zenon Woźniak - b, Władysław Jagiełło - dr). Dwa utwory z tej sesji („Muskrat Ramble” i „Lullaby of Birdland”) znalazły się na wznowionym niedawno przez Polskie Nagrania albumie „Polish jazz 1946 - 56”.

W ekskluzywnych lokalach hoteli Polonia i Europejski grał Jagiełło w orkiestrze legendarnego saksofonisty Charlesa Bovery’ego, a z zespołem Wicharego wystąpił na I Festiwalu Jazzowym w Sopocie. Do Wicharego ściągnął dwa lata później Zbyszka Namysłowskiego na puzon i Włodka Kruszyńskiego na klarnet, którzy razem z trębaczem Piotrem Kottem tworzyli najlepszą sekcję dęciaków w historii tego popularnego zespołu.
W książce Jerzego Radlińskiego „Obywatel Jazz” lider Warszawskich Stompersów Mieczysław Wadecki poproszony o podanie wymarzonego składu polskiej grupy dixielandowej typu all stars, na perkusję desygnował... Władka Jagiełłę. „Władek jest najlepszym polskim perkusistą tradycyjnym. Jedyna jego wada polega na tym, że u niego technika góruje nad muzykalnością” – stwierdził Wadecki. 

Na pierwszym festiwalu Jazz Jamboree, czyli Jazz ’58, Władek grał w Kwintecie Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza. Uczestniczył w sławetnym Jazz Campingu na Kalatówkach w marcu 1959 roku. W roku 1961 Jagiełło został członkiem występującej w klubie Hybrydy nowoczesnej grupy Jazz-Rockers Zbyszka Namysłowskiego (Namysłowski - as, Krzysztof Sadowski - p, Adam Skorupka - b, Jagiełlo - dr), grał też w  Big Bandzie Hybrydy, którym kierował Duduś (występ tej orkiestry z ekscytującym solem Jagiełly na bębnach zarejestrowała Polska Kronika Filmowa).

W latach 1963 - 69 przebywał w Skandynawii. gdzie występował przeważnie z własnymi zespołami. W jednym z najlepszych składów grali m.in. klarnecista Kajtek Wojciechowski i pianista Włodek Gulgowski. W roku 1969 zmontował na wyjazd do Szwecji zespół Jagielloni w składzie: Namysłowski - as, keyb; Piotr Kott - tp, Janusz Zieliński - bg, Stanisław Cieślak - tb, Piotr Pulaski - g). Zespół ten grał do tańca tematy soul-jazzowe Bobby’ego Timmonsa i Horace’a Silvera, a także aktualne hity jazz-rockowe, m.in. z repertuaru Blood Sweat and Tears. Po miesiącu występów w miejscowości Gävle na północ od Sztokholmu, Namysłowski i Zieliński wrócili do Polski, by przyłączyć się do zespołu Czesława Niemena na wyjazd do Włoch, a cała reszta została w Szwecji. Jagiełło nawiązał współpracę z czarnoskórym amerykańskim wokalistą i organistą Bruce’em Powellem i nagrał z nim w duecie album pt. „Bruce and Vlady: The Reality”.

Po powrocie do Polski przyłączył się do Formacji Muzyki Współczesnej Andrzeja Kurylewicza. Uczestniczył w nagraniu słynnego albumu „Kurylewicz Warska Niemen – Muzyka Teatralna i Telewizyjna”. Na Festiwalu Sopot 71 grał w Orkiestrze Andrzeja Kurylewicza, która akompaniowała słynnej amerykańskiej wokalistce Nancy Wilson (Nancy niezadowolona z gry naszych muzyków kilkakrotnie przerywała występ, a nawet popłakała się na scenie).
Rok później Jagiełło powołał do życia free-jazzową grupę Sesja 72 (z Helmutem Nadolskim - b, Andrzejem Przybielskim - tp, i Andrzejem Bieżanem - p). Z zespołem tym występował w Starej Prochowni w spektaklu muzycznym Igi Cembrzyńskiej „Cztery Dialogi z Sumieniem” opartym na wierszach Maryny Cwietajewej, zaprezentowanym także na Jazz Jamboree ’73 i wydanym na płycie przez brytyjską firmę Apollo Sound. Grał na perkusji w spektaklu „Replika” w reżyserii Józefa Szajny w Teatrze Studio.
W 1975 Jagiełło wystąpił na Jazz Jamboree z koncertem solowym na perkusji, a rok później na festiwalu w Pori w Finlandii. Od lat 90. prowadził własne zespoły o nazwie Władysław Jagiełło Combo w zmieniających się składach z młodymi muzykami, wykonując głównie swoje oryginalne kompozycje.
Od lat 90. prowadził własne zespoły o nazwie Władysław Jagiełło Combo w zmieniających się składach z młodymi muzykami, wykonując głównie swoje oryginalne kompozycje. Z jednym z tych zespołów nagrał w 1999 roku płytę pt. „Maryla” (Polonia Records), towarzyszyli mu Mariusz Fazi Mielczarek - as, Marek Dutka - ts, Jerzy Czekałła - g, oraz Michał Jaros - b. Latem zeszłego roku Władka Jagiełłę grającego solo na perkusji u siebie w domu zarejestrował jego dawny kolega jeszcze z zespołów lat 50. Bohdan Kezik do filmu „Polska YMCA 1921 – 1949”.

Cezurą w jego życiu był wypadek samochodowy na początku lat 70. „Było to przy Placu Teatralnym w Warszawie” – wspomina Marek Karewicz. „Władek jechał swoim nowym volvem, który przywiózł ze Szwecji. Nie zorientował się, że zmieniono kierunek ruchu na ulicy Moliera i zderzył się czołowo z innym samochodem. Doznał ciężkiego urazu głowy i od tej pory stał się innym człowiekiem. Chociaż już ze Szwecji wrócił trochę odmieniony, po tej przygodzie z Bruce’m Powellem, z którym mocno przepalali. Wcześniej uchodził za jednego z najlepszych perkusistów dixielandowych i swingowych, a teraz interesowała go wyłącznie awangarda i free. Stał się postrachem jam sessions. Był jedną najbardziej malowniczych postaci naszej sceny jazzowej, krąży o nim w środowisku wiele pociesznych anegdot.”

Zaczął malować obrazy i pisać wiersze. Niektóre z nich publikowane były na stronie internetowej Jazz Clubu Tygmont:

        Czas stanął w miejscu
        Tak szybko się porusza.
        Iść w próżnię dna jaskini
        Robaków nadzieje budzić,
        To nie tak moi drodzy
        Tu się świat nie kończy
        Tu się on zaczyna

       
    Gdy szarość
    Pociągniesz pędzlem
    Farbami wiśniowymi
        Białym płótnem pokryjesz
        Brzoskwini smakiem
        Owiniesz wokół
    Szyi swej kochanki
    Jak szalem
    W czerwieni słonecznej owinięta
        Owiana rankiem
        Gwiazdy odblasku księżyca
    Tak czule
    Pociągając pędzlem
    Po łonie
    Matki natury
    Ziemi
        Namalujesz obraz
        Życia duszy
        Zawieszonej
        W mrokach przestrzeni.
       
Gdy życie porównasz do pestki
Zabłąkanej w ruinach blasków
Znajdziesz niebo
I północ odgadniesz
    Narysujesz bezbłędnie trójkąt
    Pod wierzbą usiądziesz
    I zanucisz pieśń
        Namalujesz obraz
        Kolory sprowokujesz dźwiękiem
        Rozpusty i prawdziwej miłości
       
(Tak wygląda życie „artysty żebraka”)

        Weź przyjacielu
        Trąbkę
        I graj fanfary
        Niebios
        Maluj dźwiękiem
        Wyobraźni
        Obraz modlitwy
        Twojej




  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm