Aktualności
Freddie Hubbard
fot. Marek Karewicz



ZMARŁ FREDDIE HUBBARD

Paweł Brodowski



Nad ranem 29 grudnia 2008 roku w szpitalu w Sherman Oaks w Kalifornii zmarł Freddie Hubbard – jeden z największych trębaczy jazzowych ostatniego półwiecza. Miał 70 lat. Przyczyną śmierci były powikłania po zawale serca, jakiego doznał miesiąc temu.

Jego błyskotliwa kariera została nagle przerwana kilkanaście lat temu. W 1992 roku podczas koncertu w Filadelfii Hubbard wyszedł na scenę bez rozgrzewki, pękła mu górna warga. Zlekceważywszy tę dolegliwość, grał jeszcze przez tydzień w jednym z nowojorskich klubów, a następnie poleciał do Europy na występy z big bandem.
Nastąpiła rozległa infekcja, z której nie mógł się już nigdy wyleczyć. Miał na wardze pęcherze i blizny.

„Wszyscy mówili, że gram zbyt mocno” – przyznał Freddie, ale przecież wielu starszych trębaczy ma blizny, więc sądziłem, że to naturalne, jeśli grasz jazz. Widzieliście blizny Armstronga? To był po prostu krater! Miles podczas solówek innych muzyków grał na instrumentach klawiszowych, albo schodził ze sceny. Dizzy Gillespie, kiedy kierował United Nation Orchestra, częściej niż na trąbce grał na kongach, albo tańczył... Miles mówił mi, że gram za mocno i zbyt długo, że powinienem rozgrzewać się przed koncertem. Miles rozgrzewał się przez godzinę, żeby uzyskać właściwe zadęcie, a potem miał dźwięk czysty i klarowny” – mówił Freddie w jednym z wywiadów.

On sam nigdy się nie oszczędzał się, szedł na całego, grał jak Coltrane,  bywało, że 30 chorusów bez przerwy! Aż nagle stracił zadęcie i nie mógł grać długich tonów. Usiłował  powrócić do gry, ale występował już tylko sporadycznie, w ostatnich latach grał na flugelhornie, głównie ballady. Nigdy już nie osiągnął dawnej formy.

Freddie Hubbard urodził się 7 kwietnia 1938 roku w Indianapolis w stanie Indiana. W szkole uczył się gry na melofonie, tubie i trąbce. W rodzinnym mieście muzykował z braćmi Wesem i Monkiem Montgomery, przyjeżdżał do Chicago. W 1958 roku, mając 20 lat, przeniósł się do Nowego Jorku. Błyskawicznie znalazł się w orbicie najbardziej wpływowych muzyków, jak Philly Joe Jones, Sonny Rollins, J.J. Johnson, Slide Hampton, Quincy Jones. Przez półtora roku mieszkał w jednym pokoju z Erikiem Dolphym.

W roli lidera zadebiutował nagraniem dla wytwórni Blue Note w 1960 roku na płycie „Open Sesame” (na fortepianie grał McCoy Tyner, który był jeszcze jedną nogą w Jazztecie Benny’ego Golsona i Arta Farmera, a drugą już w kwartecie Coltrane’a). Tak pisał o tym nagraniu „Down Beat”: „Ten trębacz to nowy solista rokujący wielkie nadzieje. Gra dużym, mocno asertywnym tonem, posiada dojrzałą koncepcję”. Kolejne jego płyty to m.in.: „Going Up” (Hank Mobley - ts, McCoy Tyner - p, Paul Chambers - b, Philly Joe Jones - dr), „Ready For Freddie” (jego pierwsze nagranie z Wayne’em Shorterem) i  „Hub-Tones” (z Herbie’m Hancockiem).

Kiedy Hubbard wypłynął na przełomie lat 50. i 60., w jazzowej trąbce dominowali Dizzy Gillespie i Miles Davis. Pierwszym trębaczem, który mu imponował był Chet Baker, ale poszedł drogą wyznaczoną przez Clifforda Browna, w stronę hard bopu. Jak Clifford, Freddie grał twardo, z ogniem i brawurą, dynamicznie, agresywnie. „Kiedy zaczynałem, starałem się brzmieć jak on. Jego artykulacja i frazowanie były jak z podręcznika. Dał mi dużo pomysłów. Nigdy nie słyszałem go na żywo; kiedy umarł, płakałem jak dziecko” – wspominał Freddie.

Trochę wcześniej niż on wystartowali Kenny Dorham i Donald Byrd. Natomiast jego rówieśnikami byli Lee Morgan i Booker Little – genialny trębacz, który zmarł w 1961 roku mając ledwie 23 lata. W tym samym roku miesięcznik „Down Beat” dał Freddie’emu New Star Award. Potrafił grać lirycznie, nastrojowo, ale jego żywiołem była gra ostra, dynamiczna, w której mógł się wykazać inwencją. Dysponował szeroką paletę środków wyrazu, wprowadzał nowe efekty. Jego najgroźniejszym rywalem  był Lee Morgan. „Ja i ten motherfucker trzymaliśmy się blisko. On i ja byliśmy młodymi strzelbami tamtego czasu. Był zadziornym młodym kotem, grał wspaniale, ekscytująco. On jedyny mógł mnie przestraszyć. Niestety zaplątał się” – powiedział Hubbard.

W 1961 roku zajął miejsce Morgana w Jazz Messengers Arta Blakeya, z którym nagrał m.in. płyty „Free for All” i „Buhaina’s Delight”. W zespole tym grali wtedy Wayne Shorter - ts, Curtis Fuller - tb, Cedar Walton - p, Jymie Merritt - b, i Art Blakey - dr. Freddie był członkiem Messengersów przez trzy lata, od 1961 do 1964 roku.

Ale już wcześniej, w 1960 roku, mając 22 lata wszedł do książek o historii jazzu, biorąc udział w rewolucyjnej sesji Ornette Colemana „Free Jazz” (w podwójnym kwartecie na drugiej trąbce grał Don Cherry), a potem również uczestniczył w takich awangardowych nagraniach jak „Blues And The Abstract Truth” Olivera Nelsona, „Out to Lunch” Eryka Dolpy’ego (1964), i „Ascension” Johna Coltrane’a (1965). Z Coltrane’em grał już wcześniej jako muzyk sesyjny na „Ole Coltrane” i „Africa Bass” (1961). Był równie sprawny w muzyce konwencjonalnej, jak i totalnej abstrakcji.
Dla Blue Note nagrał w sumie osiem płyt jako lider i prawie 40 jako sideman. Uczestniczył w nagraniach takich liderów jak Dexter Gordon, Jackie McLean, Andrew Hill, Herbie Hancock i Wayne Shorter. Grał na pierwszych autorskich płytach Hancocka „Taking Off” (1962) „Empyrean Isles” (1964) i „Maiden Voyage” (1965), był partnerem Wayne’a Shortera na „Speak No Evil”.

Gdy odszedł od Jazz Messengers, związał się z Maxem Roachem, a następnie od 1966 roku prowadził własne zespoły, bądź występował tylko jako solista lub gość specjalny. Freddie Hubbard stał się najważniejszym nowym trębaczem tamtej epoki. Był wzorem dla młodszych muzyków, którzy uczyli się na pamięć jego solówek, w jego nagraniach czerpali natchnienie – jak Charles Tolliver, Woody Shaw i Randy Brecker, a potem Wynton Marsalis („To jedyny trębacz, który potrafi wygrać niektóre rzeczy z moich płyt, jest wielkim technikiem, ale trochę sztywny” – mówił o Wyntonie Freddie), Terence Blanchard, Roy Hargrove czy Nicholas Payton.
 
Po odejściu od Blue Note Hubbard nagrywał dla wytwórni Atlantic, a następnie związał się z firmą CTI, specjalizującą się w nagraniach komercyjnych antycypując nadejście smooth-jazzu. Podobnie jak inni muzycy jego pokolenia zaczął szukać szerszej publiczności, nagrywając płyty z instrumentami elektrycznymi, wprowadzając rytmy rocka i funku. Album „Red Clay” z 1970 roku on sam uważa za jeden ze swoich najlepszych. „First Flight” (1971) przyniósł mu nagrodę Grammy za najlepsze instrumentalne wykonanie zespołowe (m.in. Herbie Hancock, George Benson, Ron Carter, Jack DeJohnette, Airto Moreira). Ale w kolejnych nagraniach (m.in. „Straight Life”, „Sky Dive”) Hubbard kładł coraz mniejszy nacisk na improwizację, a większy procent muzyki wypełniały partie aranżowane. Wykonanie było perfekcyjne, ale muzyka nie miała już takich jak dawniej emocji i napięć. Publiczność pozyskał Hubbard szerszą, ale jego reputacja w świecie jazzu doznała uszczerbku. Zazdrościł sukcesów swoim kolegom (Tony Williams założył Lifetime, Wayne Shorter – Weather Report, Herbie Hancock miał Headhunters) i miotał się jak okręt bez steru pomiędzy biegunami czystego jazzu i muzyki komercyjnej.

Momentem wzlotu było powstanie w 1977 roku super grupy V.S.O.P., którą stworzyli jego kompani z czasów Blue Note. Herbie Hancock, Wayne Shorter, Ron Carter i Tony Williams – to przecież dawni członkowie wielkiego kwintetu Milesa Davisa lat 60., w którym miejsce Milesa zajął właśnie Freddie Hubbard.

W roku 1979 Hubbard po raz pierwszy wystąpił w Polsce, na Jazz Jamboree. W jego kwintecie grali wówczas Hadley Calliman - ts, William Childs - keyb, Larry Klein - b, Carl Burnett – dr. Z zespołem tym śpiewał jako special guest słynny wokalista Leon Thomas. Ponowny występ Hubbarda miał miejsce w Warszawie dopiero na Jazz Jamboree 1991. Koncert w Teatrze Roma został zarejestrowany i udostępniony na DVD „All Blues Live – Jazz Jamboree 1991” (Freddie Hubbard - tp, Ronnie Mathews - p, Donald Braden - ts, Jeff Chamber - b, Ralph Penland - dr, oraz gościnnie w jednym utworze Michał Urbaniak - viol).

W międzyczasie Freddie Hubbard związał się z Columbią (m.in. „Super Blue”  z 1978 roku), a później nagrywał dla różnych wytwórni jak Atlantic, Pablo, Fantasy, Elektra/Musician, Blue Note, Telarc, Enja i Hip Bop.

Były to już głównie nagrania mainstreamowe. Do najważniejszych sesji lat 80. zaliczyć trzeba trzy jego spotkania z innym wielkim trębaczem, Woodym Shawem. Freddie Hubbard pozostawił w sumie ponad 300 płyt. Jego album ostatni to wydany w czerwcu 2008 roku „The Real Side”, nagrany przez New Jazz Composers Octet Davida Weissa, z którym to zespołem Freddie współpracował przez kilka lat, ale głównie jako kompozytor, okazjonalnie sięgając po flugelhorn i mozolnie dogrywając solówki w studiu przy pomocy technologii cyfrowej.

„Ostrzegam młodych muzyków, nie róbcie tego błędu co ja, nie lekceważcie zdrowia, dbajcie o siebie, uważajcie. Please keep your chops cool and don’t overblow” – to ostatnie ważne przesłanie, jakie pozostawił ku przestrodze jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych trębaczy ostatnich 50 lat.

Freddie Hubbard był „One of a Kind”.

Paweł Brodowski


Herbie Hancock - Cantaloupe Island (gościnnie Freddie Hubbard)

Freddie Hubbard - I Remember Clifford

 




  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm