Coda

Artykuł opublikowany w Jazz Forum
1-2/2026

Bob Weir

Daniel Wyszogrodzki


Gitarzysta i wokalista legendarnego zespołu Grateful Dead zmarł 10 stycznia 2026 roku.

Bob Weir był jednym z założycieli hipisowskiej formacji z San Francisco, zespołu, który miał nie przetrwać roku, a grał przez trzydzieści lat. My w Polsce nie mamy pojęcia, jaki był, a nawet jaki nadal jest status tej formacji. Kult, to mało powiedziane. Fani zespołu stworzyli sektę, nazywali się „Deadheads”, towarzyszyli Grateful Dead w trasach koncertowych, zjeżdżali tysiącami na plenerowe koncerty, palili trawkę i konsumowali „magiczne grzybki” (te ostatnie zapisały się szczególnie w subkulturze zespołu). A co najlepsze – legalnie nagrywali koncerty, wbrew prawu i wbrew interesom wytwórni płytowych, za zgodą Grateful Dead.

Zespół stał się symbolem muzycznego jamu, jam-bandem wszechczasów, muzycy improwizowali na koncertach bez ograniczeń czasowych, rozciągali piosenki znane z płyt do niebiańskich proporcji. Bywało trzech perkusistów, bywały organy i fortepian. A z przodu zawsze trzy filary: lider Jerry Garcia (zmarł w 1995, co zamknęło historię zespołu), basista Phil Lesh (zmarł w 2024) i właśnie Bob Weir, ostatni z triumwiratu.

W psychodelicznej kompanii hipisów improwizujących bez poczucia czasu, ale za to z absolutnym poczuciem frazy, Bob Weir stanowił fundament. Był opoką muzyczną, ze swoim niestrudzonym akompaniamentem, na którym gitarzysta solowy, Jerry Garcia, mógł budować olśniewające fajerwerki. Był też Bob Weir kimś więcej, osobowością, autorytetem dla kolegów z zespołu i dla kilku pokoleń amerykańskich muzyków.

Fantastycznie wyglądał na stare lata. Jak pionier z wierszy Whitmana, albo jak sam Walt Whitman – długie siwe włosy, białe wąsy i broda, kapelusz z szerokim rondem. Wyrazy żalu napływały po jego śmierci z wielu stron, media zasypały kondolencje pochodzące od muzyków, od osób publicznych i fanów. Żal wyrazili gitarzyści, Al Di Meola i Joe Bonamassa, odezwali się Bob Dylan (który występował z „The Dead”) i Sean Ono Lennon, gubernator Kalifornii Gavin Newsom i… nowojorski budynek – Empire State Building rozbłysnął psychodelicznymi barwami na cześć muzyka.

Hołd złożył także bratanek Milesa Davisa Vince Wilburn, który przypomniał, jak znaczącym wydarzeniem w karierze legendarnego trębacza był epizod wspólnych koncertów zespołu Milesa i Grateful Dead w Fillmore West w San Francisco, w dn. 9-12 kwietnia 1970 roku, podczas których Miles trafił z muzyką albumu „Bitches Brew” do wielotysięcznej publiczności fanów rocka psychodelicznego, przełamując bariery pomiędzy gatunkami.

Widziałem Boba na żywo wiele razy, głównie z Grateful Dead, ale także w duecie z basistą Robem Wassermanem, a raz nawet na koncercie The Band w Woodstock 1994. Miałem wrażenie, że Bob Weir – jakkolwiek ważny i widoczny w „The Dead” – szukał okazji do zaprezentowania czegoś bardziej osobistego, niż półgodzinne wersje utworu Sugar Magnolia, piosenki, którą napisał w młodości o swojej dziewczynie.

W 2015 roku Bob Weir założył zespół Dead & Company, w którego skład weszło dwóch ostatnich nadal żyjących muzyków oryginalnej formacji, którymi są perkusiści Mickey Hart (82 lata) i Bill Kreutzmann (79 lat). Liderem został muzyk z pokolenia, które dorastało na Grateful Dead, znakomity gitarzysta i wokalista John Mayer (48 lat). To jeden z licznych dowodów na to, że „The Dead” pozostaną nieśmiertelni.

Robert „Bob” Weir urodził się 16 października 1947 roku w San Francisco, zmarł 10 stycznia 2026. Żył 78 lat.



Zobacz również

Ralph Towner

Gitarzysta, pianista, kompozytor, współzałożyciel grupy Oregon, zmarł 18 stycznia 2026 r.  Więcej >>>

Stefan Kearney

Działający na Wybrzeżu perkusista i pianista, zmarł 1 stycznia 2026 roku w wieku 83… Więcej >>>

Magda Umer

12 grudnia 2025 roku ucichł jeden z najważniejszych głosów polskiej piosenki literackiej.  Więcej >>>

Carmen Moreno

Legendarna wokalistka, królowa polskiego swingu zmarła 11 listopada 2025 przeżywszy 99 lat.  Więcej >>>

  MKIDN stoart       stoart       stoart     psj      ejm   
Dokument bez tytułu