70 lat temu, w 1955 roku, od 21 lipca do 15 sierpnia, odbywało się w Warszawie wielkie święto młodych ludzi z całego świata.
Po okresie katakumbowym, zanim jazz wyszedł z podziemia i nastąpiło w 1956 roku „trzęsienie ziemi” na I Festiwalu Jazzowym w Sopocie, były w listopadzie 1954 Jazzowe Zaduszki w Krakowie, kilka miesięcy później tyrmandowskie Jam Session nr 1, a latem 1955, również w Warszawie, spektakularny V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, podczas którego zapaliło się zielone światło dla jazzu. Wydarzenie to wspominał na naszych łamach Marek Gaszyński w artykule „Młodość, Socjalizm, Jazz” (JF 7-8/2015) , a teraz, w siedemdziesiątą rocznicę, przywołujemy fragment Jego książki „Fruwa Twoja Marynara” (Prószyński i S-ka, 2006).
Latem 1955 roku Warszawa stała się niemal stolicą Europy, a to za sprawą Światowego Festiwalu Młodzieży Demokratycznej, który odbywał się na stołecznych placach i ulicach od 31 lipca do 14 sierpnia.Oficjalny program nie był zbyt zachęcający.
Oto on:
31 lipca – Otwarcie Festiwalu. Defilada na Stadionie Dziesięciolecia. Udział w defiladzie: 30 000 delegatów zagranicznych, 25 000 młodzieży polskiej.
1 sierpnia – Otwarcie wystawy w Pałacu Kultury. Spotkanie młodzieży pięciu wielkich mocarstw. Wieczór poświęcony Mickiewiczowi.
2 sierpnia – Wieczór poświęcony Mickiewiczowi cd.
3 sierpnia – Pierwsze spotkanie według zawodów. Młodzieżowe obchody święta dożynek. Rozdanie nagród w artystycznych konkursach przedfestiwalowych.
4 sierpnia – Święto Przyjaźni! Uroczystości 10-lecia ŚFMD.
5 sierpnia – Sadzenie alei Przyjaźni w Parku Kultury i Wypoczynku. Kawalkada cyrkowa. Wieczór ku czci Andersena. Spotkanie młodzieży krajów europejskich, bal kostiumowy studentów.
6 sierpnia – 10 rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Spotkanie z Japonią. Wielki wiec poświęcony pokojowi, przeciwko przygotowaniom wojny atomowej.
7 sierpnia – Dzień młodzieży polskiej. Defilada, spotkania, zabawy.
8 sierpnia – Młodzież różnych krajów buduje szkołę przy ulicy Narbutta.
Spotkania z wybitnymi działaczami Światowej Rady Obrońców Pokoju.
9 sierpnia – Spotkanie młodzieży Ameryki Łacińskiej. Dzień walki z uciskiem kolonialnym. Młodzi z Anglii, Francji, Holandii spotkają się z młodzieżą kolonii.
10 sierpnia – Święto Młodych Dziewcząt. Rewie kostiumów narodowych i mody.
11 sierpnia – W Oświęcimiu manifestacja na cześć bojowników walki z faszyzmem. W Warszawie spotkania młodzieży Azji i Afryki. Wieczór poświęcony Wietnamowi.
12 sierpnia – Zamkniecie igrzysk sportowych. Pokazy narodowych sportów różnych krajów. Dzień sportu i turystyki.
13 sierpnia – Wielki karnawał w parku Skaryszewskim. Tańce, pantomimy, defilady kostiumowe, korso kwiatowe, bal maskowy, wesołe miasteczko i inne szaleństwa.
14 sierpnia – Uroczyste zamknięcie Festiwalu.
Nie brzmi to zbyt nęcąco, polityka zdominowała wszystko, ale ,,między wierszami” młodzież potrafiła znaleźć coś dla siebie. „Przyjechali
chłopcy i dziewczęta z komunistycznych partii całego Świata. Ideologicznie było dobrze, ale władza nie przewidziała, że oni przywiozą swoją
muzykę” (Jerzy Matuszkiewicz). I muzyka różnych narodów – a także jazz jako muzyka łącząca pokolenia i zacierająca granice geograficzne – królowała. Na festiwalu grali Melomani, Sekstet Organowy Andrzeja Kurylewicza, śpiewała Wanda Warska, Maria Koterbska, występowały zespoły jazzowe Władysława Kowalczyka i Stefana Bugi, grała orkiestra Jana Cajmera, zespół Jana
Walaska. Podobno Anglicy byli zdumieni i nie chcieli wierzyć, że w Polsce mamy takich dobrych muzyków jazzowych i tak się na jazzie znamy.
Podobno Rumunom tak podobał się zespół Kurylewicza, że nawet nagrali jego muzykę. Podobno nasz jazz stał się sensacją festiwalu. Byli też ciekawi goście z zagranicy – orkiestra Jerry’ego Mengo z Francji, znana dotąd jedynie z programów radiowych, zespół Bruce’a Turnera z Wielkiej Brytanii, francuski trębacz George Jouvin, jakaś grupa z Holandii. Polskie Nagrania wydały płytę dokumentującą jazzowe dokonania festiwalu, a trafiła na nią – pierwsza w Polsce zagraniczna grupa – The Bruce Turner Quintet. Dziś są to płytowe „białe kruki”.
„Przyjechali ze świata młodzi ludzie, którzy tańczyli, śmiali się, byli gotowi dyskutować na każdy temat, nie bali się żadnych tabu. Dla rewolucji kulturalnej festiwal miał takie znaczenie, jak rewelacje Światły dla rewolucji politycznej. Ujawnił całe zakłamanie i fałsz tego stylu bycia, który był lansowany jako postępowy. Okazało się, że można być postępowym, a jednocześnie cieszyć się życiem, nosić kolorowe ubrania, słuchać jazzu, bawić się i kochać.” (Jacek Kuroń, Jacek Żakowski, „PRL dla Początkujących”, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2006).
Eugeniusz Czyblis: „Zacząłem grać w roku 1955. Rozpocząłem studia na politechnice, ale je rzuciłem i przeniosłem się do szkoły muzycznej. Z tej szkoły dobrze znałem nuty i szybko zacząłem grać na fortepianie w różnych zespołach. Mój pierwszy zespół miałem w Rembertowie – graliśmy wieczorki do tańca w klubie sportowym i w kasynie oficerskim w Akademii Sztabu Generalnego. Graliśmy orkiestrówki – Parę butów mam, Trzej przyjaciele z boiska, piosenki Koterbskiej, Zylskiej, angielskie i francuskie piosenki z polskimi tytułami, jak Pewnego dnia szarego (I’m in the Mood for Love) i Whispering. Potem grałem m.in. w Gastronomii, Kongresowej, w kawiarni w Polonii, w Grand Hotelu, Nowym Świecie, w Misiu z braćmi Małeckimi koło restauracji Niedźwiedź na Placu Leńskiego, w kawiarni W-Z, w Niespodziance, Pod Kandelabrami, w kawiarni Wileńska naprzeciwko Kandelabrów (…). Grało się boogie, potem modne zaczęły być rytmy południowoamerykańskie, cza-cza, rumba. Graliśmy muzykę instrumentalną, bo mało było wokalistów. Grałem na estradach pod Pałacem Kultury, na Mariensztacie. W Warszawie to się nazywało estrada, a na prowincji dechy. Na płycie tanecznej Okrąg zdarzało się, że wpadali chuligani i rozpędzali zabawę, ale muzyków nie ruszali. Były to bójki między dzielnicami albo o to, że jakiś obcy chłopak podrywał dziewczynę z „naszej” dzielnicy. Po raz pierwszy zetknąłem się z inną muzyką na żywo, a nie przez radio, w trakcie Festiwalu Młodzieży w 1955 roku. Podobały mi się na dwa zespoły, które grały pod Pałacem od strony Marszałkowskiej. Z jednej strony to byli Francuzi – trębacz George Jouvin i pianista Pierre Pix, a z drugiej – jakiś dobry zespół angielski. Jazzująco grali amerykańskie standardy. Dla Polaków to było fantastyczne, ta kolorowa młodzież, która ze swoimi bębenkami i fujarkami chodziła po placach i ulicach Warszawy i grała, gdzie się dało. To było takie pierwsze otwarcie na świat”.
Na festiwal zjechało do Warszawy ponad 30 000 młodych ludzi ze 144 krajów z różnych stron świata. Otwarcie festiwalu zbiegło się z inauguracją wybudowanego niedawno Stadionu Dziesięciolecia, a na drugą stronę Wisły szły tak wielkie tłumy chętnych obejrzenia tej nowej budowli stolicy, że ruch wstrzymano już w okolicach placu Trzech Krzyży.
Mimo haseł i sloganów pochodzących jeszcze z epoki stalinowskiej Festiwal Młodzieży był jednym z symptomów odwilży: mniej było haseł, a więcej zabawy, radości, muzyki, tańca. ,,Trybuna Ludu” podawała: ,,Pośród dziewcząt i chłopców w polskich strojach ludowych widać turbany Hindusów. Po alejach spacerują pary przebrane za toreadorów, wróżki, paziów, królów, halabardników, trefnisiów, oficerów. Jakiś egzotyczny delegat przyprowadził nawet na smyczy małego niedźwiadka.” Na ulicach pokazali się młodzi ludzie modnie ubrani w szykowne stroje, ładne buty, kolorowe bluzki, zaopatrzeni w nowoczesny sprzęt fotograficzny i zegarki.
To spotkanie młodzieży z całego niemal świata doprowadziło – być może – do tego, że coraz trudniej było wzbudzać w sobie nienawiść do zachodnich imperialistów i wrogów ludu, choć władze partyjne nadal uważały, że wróg istnieje, działa i knuje. Na ścianach warszawskich domów mniej było czerwonych płacht, symbolizujących robotniczą krew, a więcej kolorowych sztandarów, flag i proporczyków.
Nie wszystko jednak przebiegało według ustalonego scenariusza – zdarzało się nieraz przerwanie milicyjnych kordonów, wtargniecie na scenę czy estradę, ale w sposób żywiołowy, spontaniczny, nie w celu prowokacji, lecz wyrażenia radości czy chęci ,,bycia bliżej”. W wyniku niezabezpieczenia wejść w Parku Ujazdowskim kilka osób doznało obrażeń cielesnych, podczas narodowego programu Meksyku zakłócono spokój, a tłum wtargnął na estrady, powodując zamieszanie.
Komunikat dzienny sztabu informował: ,,Na napiętnowanie
zasługuje alarmowy apel, ostrzegający zebranych przed groźbą śmierci przy dotykaniu instalacji i kabli reflektorowych. Alarmowano wówczas,
gdy tłumy deptały po tych urządzeniach i cisnęły się dookoła. Należało pomyśleć o tym, że niewczesne i nieuzasadnione straszenie zebranych może
wywołać panikę” („Komunikat dzienny sztabu” nr 17). Pilnująca festiwalu milicja nie miała jednak doświadczenia w tego typu imprezach i na szczęście
nie reagowała brutalnie, choć mogła przez pomyłkę utożsamiać niefrasobliwość z… buntem.
Stanisław Manturzewski w ,,Polityce” z roku 1955 zwracał uwagę na jeszcze jedną sprawę: Była to jedna wielka impreza alkoholowo-erotyczna”, a Józef Kępa, komendant miasteczka Rakowiec, informował Milicję Obywatelską, że w namiocie służby medycznej ,,miały miejsce” czyny urągające moralności, że upomniano trzy obywatelki, które nocą przyjmowały wizyty mężczyzn. Kontrolowano też działalność warszawskich prostytutek i piętnowano zachowanie niektórych członkiń polskiej delegacji. Według „Komunikatu dziennego sztabu”: ,,Delegaci mają złe wyobrażenie o postawie naszych dziewcząt i zadają szereg pytań dotyczących stanu moralności w Polsce”.
Marek Gaszyński
Zobacz również
Pierwsza edycja Jazz Forum Showcase powered by Szczecin Jazz odbyła się w dn. 1-3… Więcej >>>
Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>
11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>