Książki

Recenzja opublikowana w JAZZ FORUM 12/2020

Wrzesz! Mikołaj Trzaska



Autobiografia, wywiad-rzeka, przeprowadzony przez Tomasza Gregorczyka i Janusza Jabłońskiego

Wywiad rzeka. 600 stron. Ostatnie pytanie, które tu pada, brzmi tak: „Gdzie chciałbyś być za pięć lat?” Trzaska: „W tym samym miejscu. Tylko żeby trochę cieplej było. I żeby palmy rosły. Ale nie wszędzie. Nie chcę nigdzie iść, chciałbym, żeby tamto przyszło tutaj. Próbowałem przenosić się w różne miejsca, ale nie wychodziło. Może mentalnie chciałbym być za pięć lat w innym miejscu, ale też nie mogę narzekać na swój rozwój psychiczny. W trakcie naszych rozmów cały czas byliście świadkami, jak szybko się to wszystko zmienia, jak w kalejdoskopie. Coś tam się w tej głowie dzieje. Stać mnie na to, żeby zaakceptować świat i totalną bezradność wobec tego, że to wszystko się tak strasznie kończy. Co zresztą może być pocieszające – że wyjścia nie ma i w końcu każdego jebnie. Można w tym znaleźć jakiś sens”. Tak kończą się rozmowy Tomasza Gregorczyka i Janusza Jabłońskiego z Mikołajem Trzaską. To pozycja, która świetnie wpisuje się w serię Wydawnictwa Literackiego, w której pojawiły się już między innymi autobiografie Tomasza Stańki i Tymona Tymańskiego (z którymi rozmawiał Rafał Księżyk). 

Tomasz Gregorczyk i Janusz Jabłoński – autorzy znakomitego dwójkowego cyklu audycji „Rozmowy Improwizowane” – nie raz dali nam się poznać jako twórcy wciągających wywiadów z najciekawszymi postaciami jazzu i muzyki improwizowanej. Cechuje ich muzyczna erudycja, zaangażowanie i – co chyba najważniejsze – rzadka umiejętność wydobywania ze swych rozmówców prawdy, autentyczności, głębi. I tak właśnie jest w przypadku Trzaski. Przedstawiono tu życie saksofonisty w po­rządku chronologicznym, ab ovo. A właściwie jeszcze wcześniej – bo pamięć rodzinna u Trzasków jest długa i bogata. To swoista bildungsroman. Snuta przez Trzaskę opowieść o poznawaniu sztuki, muzyki, o poszukiwaniu swojej kulturowej tożsamości, staje się opowieścią o ludziach. Trzaska, czasem „dziki”, czasem „odklejony”, opowiada o nich z wielką czułością. Sam, jawi nam się jako artysta pozbawiony kompromisów, wierny sobie samouk, który wykonał tytaniczną pracę i dziś wymieniamy go jednym tchem z największymi: Roscoe Mitchellem, Peterem Brötzmannem czy Evanem Parkerem.

Autorzy pozostawiają Trzasce przestrzeń, nie próbują nic cenzurować, uładzać. A on mówi językiem, w którym jest mięso, kolor, humor, autoironia, tempo i jazzowy drive! Trójmiasto lat 70. i 80. Klub Żak, Totart, Sni Sredstvom Za Uklanianie, Miłość, Łoskot, Yass… „Jestem na Was zły i wkurwia mnie wracanie do tego wszystkiego. Właściwie w każdym wywiadzie padają pytania o Tymańskiego. Jak to było z Tymonem, jak to było z tą Miłością? Ludzie chcą jeszcze raz usłyszeć te historie. A moja muzyczna dorosłość przyszła znacznie później i po raz pierwszy nazwałem siebie muzykiem dopiero po rozwiązaniu Miłości.” Mikołaj Trzaska nazywa rzeczy po imieniu, pozwala im odejść, nie ogląda się za siebie i dobrze wie, co robi.

Potrafi wydobywać z pamięci konkretne kadry. Często zamyka je w kilku słowach, które w nas zostaną. O Brylewskim: „I te jego zmrużone oczy, które nie mogły patrzeć na świat. Bo świat Roberta raził. Kompletnie nie mógł się z nim złożyć. Ale gdy dzisiaj słucha się Armii albo Brygady, wiadomo, kto za tym stoi”. Bardzo wartościowy rysuje się tu obraz takich gigantów nowego jazzu, jak Ken Vandermark, Joe McPhee czy Peter Brötzmann, pokazanych i uchwyconych przez rozmówców w kontekście rynku polskiego. Albo muzyka żydowska, jej tradycje i korzenie w twórczości formacji Shofar, Ircha, w muzyce Raphaela Rogińskiego czy Wacława Zimpla.

Trzaska barwnie i plastycznie opisuje nasz świat, zresztą nie tylko muzyczny, dotyka rzeczy uniwersalnych. Może to właśnie dzięki niemu kilka osób zrozumie, kim dla dzisiejszej sceny jest np. Joe McPhee – „Czarny Ojciec”. Trzaska: „Joe w czasie procesu twórczego pozbywa się wszystkich czarno-białych i oczywistych elementów, a zostawia tylko te, które można uznać za cienie. Jak w malarstwie – jeżeli obrysowujesz przedmiot kreską, to nadajesz mu tylko pusty kształt, ale jeśli tłumaczysz obecność przedmiotu cieniem i światłem, to jesteś w stanie oddać prawdę, nad którą zarówno twórca, jak i odbiorca muszą pomyśleć. W sumie chyba nawet bardziej widzę tę metodę, niż ją słyszę. Joe jest świadomy istnienia muzyki jako przedmiotu, ale nie stawia ci go przed oczami, nie rzuca na stół ze słowami: Oto on”.

– Oto on Mikołaj Trzaska. Saksofonista, klarnecista, kompozytor, autor muzyki teatralnej i filmowej, malarz, improwizator – drugiego takiego nie znajdziecie. „Wrzeszcz!” to bezcenne źródło wiedzy na temat ważnej części naszej (i nie tylko naszej) muzycznej kultury. „Wrzeszcz!” to studium dojrzewania artysty, który potwierdza aylerowską tezę: z wrzasku rodzi się sens.

Przemek Psikuta

Mikołaj Trzaska, „Wrzeszcz!”, Wydawnictwo Lite­rackie, 600 str., 2020 r.



Zobacz również

Komeda On Records

Książkę Dionizego Piątkowskiego o ikonie polskiego jazzu recenzuje Tomasz Gregorczyk. Więcej >>>

Michaś

Biografia Michała Urbaniaka – rozmowa-rzeka z Jackiem Góreckim. Recenzuje Łukasz Maciejewski Więcej >>>

Quo Vadis

Transkrypcje solówek Zbigniewa Seiferta spisane przez Macieja Afanasjewa. Recenzuje Krzysztof Lenczowski. Więcej >>>

Grając na własną nutę

Niezwykła książka amerykańskiego trębacza Gary’ego Guthmana. Recenzja Piotra Iwickiego. Więcej >>>

  MKIDN stoart       stoart       stoart     psj      ejm   
Dokument bez tytułu