Wytwórnia: Agora
A ja sobie gram na gramofonie
Polowanie na tygrysa
Ja
mam czas, ja poczekam
Ameryka
Nic o tobie nie wiem
Związane mam ręce
O-key; Może kiedyś, innym razem
Tango Milonga
Argentyna
To ostatnia
niedziela
Warszawo ma
Młodym być i więcej nic
Piosenka o mojej
Warszawie
Muzycy: Jan
Młynarski, śpiew, bandżola, zestaw włoski (werbel, talerz, templeblock); Marcin
Masecki, fortepian, śpiew; Tomasz Duda, saksofon altowy, klarnet, śpiew; Michał
Fetler, saksofon altowy i barytonowy; Jarosław Bothur, saksofon C melody,
klarnet; Mateusz Smoczyński, skrzypce; gościnnie: Agata Kulesza, Joanna Kulig,
Szymon Komasa, Barbara Kinga Majewska, Piotr Zabrodzki, śpiew
Recenzja opublikowana w Jazz Forum 9/2018
„Mieczysław Fogg, jako ktoś więcej niż śpiewak, ale właśnie jako ikona skupiająca w sobie najróżniejsze aspekty – przy pomocy której można opowiedzieć o historii i przybliżyć ją młodym ludziom” – mówi w jednym z wywiadów promujących nową płytę Jan Młynarski.
Album otwiera swoim klasycznie brzmiącym barytonem młody, utalentowany Szymon Komasa interpretując ówczesną reklamówkę wytwórni „Syrena Electro” A ja sobie gram na gramofonie. Na płycie można go będzie jeszcze usłyszeć w dwóch kolejnych hitach: Tango Milonga oraz Młodym być i więcej nic. W okresie międzywojennym, do którego odnoszą się twórcy materiału, podobny wzorzec wokalistyki (wraz z całym artykulacyjnym arsenałem wywodzącym się z kanonów brzmienia belcanto) był naturalnym efektem procesu „transplantacji” śpiewaków klasycznych z ich naturalnego środowiska wprost do muzyki tanecznej, czy – jak kto woli – rozrywkowej.
Nie inaczej rzecz miała się z męskimi zespołami wokalnymi typu „rewelers”, zasilanymi przez „klasyków”, których kolejnym atutem cechującym brzmienie wokalnej muzyki tamtych lat stał się falset. Ten kolor na płycie został fantastycznie uchwycony w utworach Argentyna oraz Polowanie na tygrysa, dodatkowo „napędzonego” pianistyczną ekwilibrystyką Marcina Maseckiego.Ten ostatni (doskonale wyczuwający granice wirtuozerskiego ego) jest twórcą aranży, które w mojej opinii – na tyle, na ile znam tego rodzaju repertuar – znakomicie odzwierciedlają ich przedwojenny sznyt. „Moje nowe opracowania piosenek z jego (Fogga – przyp. autora) repertuaru – mówi w tym samym wywiadzie Masecki – to nie jest próba rekonstrukcji historii, lecz dialogowanie z nią poprzez pryzmat współczesnego krajobrazu muzycznego”.
W utworze Ja mam czas, ja poczekam pojawia się
głos Jana Młynarskiego i już od pierwszych dźwięków wyartykułowanych przez
tego croonera odnosi się wrażenie, że swoją przerysowaną manierą wokalną
puszcza on do słuchacza „perskie oko”...
Jego „ton” (słyszalny jeszcze w Nic o tobie nie wiem (Coś
zrobiła z sercem mem), O-key, Argentyna oraz To
ostatnia niedziela) w sposób niemal „onomatopeiczny” nawiązuje do
brzmienia wokalistów zasłyszanych na kruchych płytach szelakowych nagrywanych
w okresie, w którym rodziły się piosenki Fogga. Dodatkowo stosowana
przez niego hiperartykulacja samogłosek nosowych („ę” oraz „ą”) wraz
z rozkołysanym wibrato, oscylującym w zakresie tercji małej
ostatecznie utwierdzają słuchacza w przekonaniu, że oto – pół żartem, pół
serio – nastał czas na muzyczną podróż w czasie.
Całkiem serio natomiast brzmią pozostali goście, zaproszeni
na wycieczkę w przeszłość. Do najciekawszych z nich należy naturalna
w wyrazie oraz brzmieniu Agata Kulesza. Siłą jej interpretacji (oprócz
walorów wokalnych) jest nacisk na znaczenie treści którą opowiada (Ameryka),
oraz rolę, w którą się wciela (Może kiedyś, innym razem).
W piosence o pełnometrażowym intro (zgodnie z zasadami
przedwojennych aranży), zapowiadającym temat Związane mam ręce, usłyszeć
można lirycznie brzmiącą Joannę Kulig, zaś w Warszawo ma (oryg. Mein
Sztetełe Bełz) Barbarę Kingę Majewską. Na płycie pojawia się jeszcze jeden
głos męski, należący do Piotra Zabrodzkiego, który swoją nadinterpretacją
„przedwojnia” w Piosence o mojej Warszawie uderza
w podobną wokalną „nutę”, co Młynarski.
Dobór samych kompozycji wypełniających płytę nie jest dziełem przypadku. Oprócz ponadczasowych szlagierów, z którymi zmierzyli się ich interpretatorzy usłyszeć na niej można repertuar, który – jak zapewniają sami liderzy projektu – „nie pochodzi z pierwszych stron gazet”.
Omawiany album jest dowodem na solidnie „przepracowany” materiał genetyczny przedwojennej „stolycy”, który (dzięki poprzednim folkowym formacjom Młynarskiego) został zamieszczony na płytach: „Przyznaj się” (2014) oraz „Noc w wielkim mieście” (2017).
Z całą pewnością stanowi też kolejny krok na drodze do pogłębiania jego pasji, polegającej na śledzeniu i przybliżaniu słuchaczom oraz varsavianistom przedwojennych klimatów „Paryża Północy”. Słuchając starych piosenek w nowym anturażu, dosłownie spacerujemy po jego uliczkach i myślę sobie, że taki właśnie cel przyświeca Młynarskiemu, który mówi, że „kochamy Warszawę, ale tęsknimy za miastem ze starych zdjęć i chcielibyśmy, żeby ono wciąż takie było”.
Autor: Janusz Szrom