Wytwórnia: Caliandra Records 538257472 (dystrybucja Sony)
In the Past
(Living in the Past)
Sossity Waiting (Sossity, You’re a Woman/Reasons for
Waiting)
Bungle (Bungle in the Jungle)
We Used to Bach (We Used to Know/Bach Prelude C Major)
Farm, The Fourway (Farm
on the Freeway)
Songs And Horses (Songs From the Wood/Heavy Horses)
Only the
Giving (Wond’ring Aloud)
Loco (Locomotive Breath)
Pass the Bottle
(A Christmas Song)
Velvet Gold (Velvet Green)
Ring Out These Bells (Ring
Out, Solstice Bells)
Aquafugue
(Aqualung)
Muzycy: Ian Anderson, flet (1-5, 8-9, 11-12), gitara (7), mandolina (9), śpiew
(2, 4, 7, 9, 11-12); The Carducci Quartet: Matthew Denton, Michelle Fleming,
skrzypce; Eoin Schmidt-Martin, altówka; Emma Denton, wiolonczela; John O’Hara,
fortepian (4, 12), czelesta (12)
Recenzja opublikowana w Jazz Forum 9/2017
Brzmienie kwartetu smyczkowego niemal od początku pojawiało się na płytach Jethro Tull – by wspomnieć Reasons for Waiting z drugiego albumu „Stand Up” (1969), Wond’ring Aloud z „Aqualung” (1971) albo A Christmas Song z singla AD 1972. Nieobce były też zespołowi formy i techniki muzyki klasycznej – że wymienimy polifoniczną fakturę partii wokalnych w tytułowej kompozycji z „Songs From The Wood” (1977), bądź też nawiązanie do schematu allegra sonatowego w Velvet Green z tegoż albumu. Nie przez przypadek zatem wszystkie te utwory znalazły się na najnowszej płycie sygnowanej nazwą Jethro Tull, a zatytułowanej „The String Quartets”.
Nie należy stąd wnosić, że zespół Iana Andersona zaczął ostatnio eksperymentować z kilkuczęściową formę kwartetu smyczkowego i w związku z tym odpowiednio zmienił skład. Na omawianym albumie w roli głównej wystąpi bowiem angielsko-irlandzki The Carducci Quartet, zwykle wykonujący repertuar klasyczny, w danym zaś wypadku prezentujący zestaw nieznacznie przetytułowanych i niejednokrotnie połączonych tematów z kanonu Jethro Tull. Zostały one odpowiednio przearanżowane przez lidera i, przede wszystkim, Johna O’Harę, obecnego pianistę grupy, którzy udzielają się tutaj także jako wykonawcy.
Czy zaproponowano tym sposobem istotnie nowe podejście do klasycznego repertuaru Jethro Tull? Wokalistyka Andersona w kontekście kwartetu smyczkowego rozbrzmiewa, podkreślmy raz jeszcze, już we wczesnych nagraniach grupy – na „The String Quartets” śpiewa on w większości utworów, i to z efektem odczuwalnie gorszym (ze względu na datujące się od kilku lat niedostatki w sferze emisji, frazowania i artykulacji, szczególnie wyraźne na Aquafugue). Co więcej, jednym z najważniejszych atutów zespołu w jego najlepszym okresie była szeroka paleta kategorii wyrazu artystycznego, obejmująca symfoniczną podniosłość (Sweet Dream), szorstką blues- czy nawet hardrockową dynamikę (A New Day Yesterday), balladową epikę (Pibroch…), czy wreszcie subtelną, refleksyjną lirykę (Wond’ring Aloud).
Z tego bogactwa na omawianej płycie nie pozostało wiele – tembr ekspresji sprowadza się tu bowiem zasadniczo do szeroko pojętej liryki, co powoduje na przykład osłabienie kontrastów dynamiczno-brzmieniowych, w znacznej mierze decydujących o dramaturgii pierwowzoru Loco, czyli pamiętnego Locomotive Breath. Polifonizujące faktury Songs and Horses nie dorównują pod względem wyrazistości i bogactwa imitacjom z wokalnej części Songs From the Wood. Z drugiej wszakże strony w Loco mamy na początku interesującą kadencję wiolonczelową o wyraźnych inspiracjach Bachowskich, względnie częstych u Jethro Tull (patrz zwłaszcza słynne Bouree ze „Stand Up”). Polifoniczny niedosyt Songs and Horses hojnie wynagradza natomiast Aquafugue, czyli Aqualung – pomysłowo i umiejętnie, choć w niemałej mierze kosztem rockowej dosadności oryginału, przetransponowany na wokalno-instrumentalną fugę. Ciekawie brzmi także Living in the Past – tu jako In the Past – gdzie słynny riff na 5/4, niebanalnie grany pizzicato, znajduje niezbędne dopełnienie w szerokiej, chorałowej frazie tematu głównego.
Generalnie album wypada uznać za interesujący i oryginalnie pomyślany, jakkolwiek w kanonie fonograficznym Jethro Tull jest to pozycja raczej fakultatywna niż obowiązkowa. Prezentuje się on dość atrakcyjnie także w sensie edytorskim. Choć trudno doprawdy pojąć, dlaczego lista tytułów na okładce i tylnej stronie tak zwanej książeczki tyko w pięciu wypadkach (trzy pierwsze, piąty i dwunasty) odpowiada ich kolejności właściwej, w jakiej figurują... wewnątrz wspomnianej książeczki.
Autor: Andrzej Dorobek