Wytwórnia: TAK Records
Bye Bye; Prelude in E Minor op. 28 nr 4; Prelude in C Minor op. 28 nr 20; Mazurka in A Minor op. 17 nr 4; Attention Please; Let Her Play; Obertask; Rosemary’s Baby
Muzycy: Cezariusz Gadzina, saksofony altowy i sopranowy; Sota Seta, fortepian; Yuta Omino, kontrabas; Ryo Noritake, perkusja
Najnowszy, sygnowany nazwiskiem naszego wybitnego saksofonisty, a nagrany z japońskimi kompanami album, to w pewnym sensie collage europejskiego pojmowania jazzu, czy może raczej muzyki improwizowanej w jazzowym duchu z tym, co w trzeciej dekadzie XXI wieku nazywamy japońskim tropem w jazzie. I choć jakimś dziwnym trafem przeczytane przeze mnie recenzje tego grania chętnie odwołują się do pojęć haiku czy mono no aware, to chyba jednak bardziej mają świadczyć o elokwencji piszących niż o samej muzyce. Dlaczego? Bo mamy tu do czynienia z tak solidnym, energetycznym graniem, że jakiekolwiek odniesienia do smutku i melancholii opisanych przez Norinaga Motoori (1730-1801) w nawiązaniu do koncepcji okresu Heian (794-1185), zwyczajnie nie idą w parze z frazami. Jak choćby w wulkanach energii (Bye, Bye, Preludium nr 20), którym blisko do świetnie znanych klimatów Gadziny np. z albumu „Bridges”.
Ale jeśli bardzo się uprzeć, to owszem, mamy tu pewną zadumę, pięknie wpisaną w chopinowskie preludium e-mollowe i mazurka z opusu 17. I przyznam, interpretacje to zjawiskowe. Chwytanie się za preludium czwarte Mistrza Fryderyka nierozerwalnie wiąże się z dryfowaniem w stronę Jobimowskiego How Insensitive, a fakt, że wykonawcy potrafią uniknąć tego uproszczenia, to samoistna wartość. Stąd brawa dla Cezariusza i jego dalekowschodniego kwartetu. A dla Soto Sety szczególne, za improwizacje zarówno tutaj (Preludium e-moll), jak i w Mazurku. Wyobraźnia harmoniczna nieprzeciętna. Jakże inne to od jazzowych chopinianów rodem znad Wisły. Obie przywołane interpretacje to przykład, jak można pięknie rozpisać na głosy (saksofony i fortepian) odpowiedzialność za dramaturgię kompozycji.
No i jeszcze ten sound Cezariusza! Gdy trzeba zadziorny i przejmujący na alcie (à la David Sanborn, jak mawiał Gil Evans – rozdzierający jak płacz dziecka), ale i pełen ciepła w sopranowej odmianie saksofonu. A może raczej zadęcie, choć słowo to w swej dwuznaczności nie oddaje tego samego, co piękno barwy – zaśpiewu.
Po rozdziale chopinowskim wracamy do kompozycji autorskich lidera. Quasi swingowy Attention Please to wirtuozerski popis Gadziny, ale czemu się dziwić, skoro kunszt tego artysty oparty jest na dogłębnej wiedzy tajemnej zdobytej pod okiem najwybitniejszych mistrzów saksofonowego fachu z klasycznym i współczesnym ujęciem tego instrumentu na czele. I znowu do głosu dochodzi Seta, pianista wykształcony klasycznie, jak i jazzowo (absolwent Senzoku Gakuen College of Music, Wydziału Jazzu w klasie Yuki Alimasa) – z liderem tworzą perfekcyjny tandem. To, co dają nam w balladowym Let Her Play, pobrzmiewa najlepszymi amerykańskimi wzorcami doprawionymi nutą impresjonizmu w duchu Erika Satie i Claude’a Debussy. Po tej kompozycji dostajemy stylizację oberka z wyrazistym tematem i dialogiem fortepian-saksofon.
A jeśli dodam, że wszystko to na znakomitym, solidnym fundamencie sekcji rytmicznej Omino/Noritake, to de facto nie w pełni opowiem historię, jak doborowy to kontrabasowo-perkusyjny tandem a przez to i cały kwartet. Sekcja gdy trzeba jest ekstrawertyczna, kiedy indziej – zredukowana do „tyle ile trzeba i ani nuty więcej”. A to, co wyprawia w Obertask lider… posłuchajcie sami. Koniecznie, choćby dla sympatycznego wtrącenia (na góralską nutę). I wreszcie finał – Komedowska różomaryjna kołysanka. Niespełna cztery minuty czystego piękna w konwersacji fortepian-sopran.
Życie uczy, że często głównym sprawcą bywa przypadek. Tak jak w wypadku lidera oraz kontrabasisty kwartetu, którzy spotkali się na festiwalu w Kopenhadze i umówili na wspólne granie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Stare porzekadło głosi „po owocach ich poznacie” i można śmiało stwierdzić, że niezwykle owocna to współpraca. Aż chce się poprosić o więcej.
Autor: Piotr Iwicki