Wytwórnia: Inner Circle Music/Teraz Teraz NCM 113CD/TT 003
Cambria; Upon; Saba H2O; Lost & Found;Psychomachia; Cyrille in Motian; Lothlorien; Spark; Circle I;Circle
Muzycy: Dorota Piotrowska, perkusja, instr. perkusyjne; Greg Osby, saksofon altowy (1-3, 5-8); Hildegunn Øiseth, trąbka (1-3, 5, 6, 8), bukkehorn (4, 7, 9, 10); Tarek Yamani, fortepian (1, 2, 4-10); Ameen Saleem, kontrabas; Barbaro Crespo „Machito”, konga (1, 3, 6-8), udu (4), głos (7); gościnnie: Sanem Kalfa, głos (1, 6, 9, 10); Marlena Grodzicka-Myślak, altówka (9, 10); Jakub Myślak, wiolonczela (9, 10); Leszek Możdżer, fortepian (4)
Dawno nie słyszałem płyty tak wielobarwnej klimatem, jak album Doroty Piotrowskiej. Perkusistka, absolwentka Conservatorium van Amsterdam, Instytutu w Groningen, Long Island University oraz The New School for Jazz and Contemporary Music (dyplom w zakresie perkusji jazzowej 2012), która wiele lat mieszkając w Nowym Jorku wchłonęła tamtejszy klimat neo-bopowy, ale dzisiaj znakomicie łączy to ze wszystkim, co cenne we współczesnym jazzie i muzyce improwizowanej.
Jej autorski zespół tworzy międzynarodowy kolektyw
muzyków, w którym neo-bop spotyka się z wpływami muzyki latynoskiej, a
inspiracje tańcem, Orientem, skandynawskimi klimatami i literaturą przenikają
język improwizacji. O szerokich horyzontach artystki najlepiej świadczy fakt,
że jest niedoszłą pianistką, dopiero w liceum pierwszy raz zasiadła za bębnami
i… zatrybiło.
Co więcej – ma w dorobku licencjat z filologii romańskiej, co ukształtowało jej
zdolność narracyjnego myślenia i opowiadania historii poprzez muzykę. Jakby
tego było mało, ukończyła studia magisterskie z zakresu stosunków międzynarodowych
wColin Powell School for Civic and
Global Leadership(Nowy
Jork), a swoją wiedzę wykorzystywała m.in. w Sekretariacie Organizacji Narodów
Zjednoczonych, pracując przy misjach pokojowych w Afryce Zachodniej.
Swój warsztat szlifowała u boku takich artystów jak Saskia Laroo, Nasheet Waits, Jeremy Pelt, Lonnie Plaxico, Dave Binney, Mike Rodriguez, Benito Gonzalez i Joe Sanders. Jest członkinią projektu European Sisters in Jazz, współpracuje z Ewą Urygą i Cæcilie Norby.
I ta aktywność procentuje na albumie wspomnianym pięknym zróżnicowaniem klimatu. Nawet wewnętrznie takie kompozycje, jak choćby Cambria, mają swoją budowę wyraźnie rozdzieloną. Już samo pojawienie się Grega Osby’ego, luminarza ruchu M-Base, i Hildegunn Øiseth, która o trąbce zdaje się wiedzieć wszystko, niejako doprowadza do ostrego zakrętu. Ale jeśli ktoś lubi radykalne zmiany klimatu, to wystarczy przeskoczyć do Circle, moim zdaniem wręcz kwintesencji europejskości w jazzie, gdzie zniewala frazowanie jej trąbki, spójne z ludzkim śpiewem, przywodzące na myśl styl Arve Henriksena.
Fenomenalnie
wypada to w demonicznym Lothlorien. Jak przypuszczam, Norweżka gra
tu na bawolim rogu (bukkehorn). Bardzo cenię ten rodzaj estetyki. Podobnie jak swobodę w operowaniu
rytmem i czymś na kształt polimetrii, jak choćby w Upon, czy scalenia jazzu z Orientem w
Saba H2O. I wreszcie Spark,
w którym, jak w lustrze, przeglądają się Jazz Messengers Arta Blakeya (popis
całego zespołu z lekkim skupieniem na kontrabasie, trąbce i saksofonie). Jest
też czas na totalne wyciszenie (Circle I),
ale jest też przeciwległy biegun – jak choćby w Psychomachii z intrygującym solem fortepianu.
Jakość nagrania płyty jest znakomita, a w szczególności słychać to w potędze kontrabasu i krystalicznej w każdym szczególe perkusji. Piotrowska doskonale operuje barwami talerzy. To dobra szkoła nieodżałowanego Jacka DeJohnette’a.
Autor: Piotr Iwicki