Felieton Leszka Możdżera z cyklu „Jazz na Ucho opublikowany w Jazz Forum 12/2025
Leszek Możdżer
Zacnemu JAZZ FORUM stuknęła sześćdziesiątka i pomimo dziejowych zadym czasopismo ciągle trzyma się prosto.
60 lat to już, można powiedzieć, zabytek. Zacnemu JAZZ FORUM stuknęła sześćdziesiątka i pomimo dziejowych zadym czasopismo ciągle trzyma się prosto. Jak to możliwe, że w czasach głębokiej komuny udawało się je wydawać w trzech językach: po polsku, angielsku i niemiecku? Te tajemnice zna zapewne tylko Jan Byrczek, który owo pismo zakładał i sobie tylko znanymi sposobami zdobywał na nie pieniądze. Można się domyślać, że był to trochę wyrób eksportowy, trochę wykwit miłości, trochę wyraz tęsknoty za lepszym jutrem, ale przede wszystkim mrówcza, krecia, podziemna praca.
Kiedy z USA przychodziły papierowe listy z artykułami o jazzie, to miało się wrażenie jakby promień słońca przedzierał się przez żelazną kurtynę. „Zimna Wojna”, która nie wiadomo na czym polegała, bo nie było na ten temat żadnych informacji, chociaż dzisiaj można się co nieco dowiedzieć z wykładów generała Konstantego Pietrowa: była to wojna korytarzowa, wojna agenturalno-urzędnicza mająca na celu posadzenie na stołkach swoich ludzi. Wojna bezwzględna i twarda, jak opisuje ją Daniel Estulin w książce „Tavistock Intstitute: Social Engineering the Masses”, określając Polskę jako szalony poligon hipnotyczno-psychologicznych kombinacji operacyjnych oraz psychomachinacji, którym poddawani byli agenci przeróżnych wywiadów i kontrwywiadów. Opisy w tej książce są tak drastyczne, że nie byłem w stanie doczytać jej do końca. Za koniec Zimnej Wojny uważa się rok 1989. Nie wiadomo, kto tę wojnę wygrał, ale wszystkie poszlaki wskazują, że wygrała ją Ameryka. W tym samym roku skończył urzędowanie amerykański aktor Ronald Reagan, który zza oceanu obiecał nam zbawienie i finansował ruch Solidarności.
Jazz, niewinny w swojej istocie, był podczas Zimnej Wojny amerykańskim narzędziem propagandy. Przez całe dziesięciolecia polska klasa rządząca uważała go za zachodnią, podłą zgniliznę. W 1949 roku IV Walne Zgromadzenie Związku Kompozytorów Polskich oficjalnie potępiło muzykę jazzową jako ideologicznie obcą, klasowo podejrzaną, opartą na wrogich, amerykańskich wzorcach. Dopiero w 1952 roku, podczas sądu koleżeńskiego nad Krzysztofem Komedą (właśnie za granie jazzu), niejaki Edward Martenka zabiera głos i podaje nową definicję jazzu: jazz nie jest muzyką zgniłego imperializmu – jazz to muzyka uciśnionego, czarnego ludu pracującego. Muzyka protestu i walki o prawa proletariatu.
Jest to moment przełomowy pod względem propagandowym, bo oto miłośnicy jazzu otrzymują potężne narzędzie semantyczne uprawniające do krzewienia go na polskim gruncie. Jednak do pełnego współistnienia jazzu z innymi gatunkami sztuki wiedzie jeszcze długa, wyboista droga.
W lutym 1956 zaczyna się ukazywać pionierskie czasopismo „Jazz” Józefa Balceraka, w tym samym roku startuje pierwszy Ogólnopolski Festiwal Jazzowy w Sopocie – pierwszy taki festiwal w bloku socjalistycznym. Publiczność dosłownie wybija szyby, żeby dostać się na widownię. Na scenie Kurylewicz, Trzaskowski, Komeda, Matuszkiewicz… Zaczyna się odwilż, choć opór instytucjonalny jeszcze trwa.
W grudniu roku 1965 Jan Byrczek drukuje na powielaczu pierwszy numer JAZZ FORUM jako Biuletyn Polskiej Federacji Jazzowej i powoli nabiera wprawy. Od sierpnia 1967 czasopismo wychodzi już nie tylko po polsku, ale i po angielsku. W roku 1969 czasopismo uzyskuje miano oficjalnego organu Europejskiej Federacji Jazzowej, której Byrczek zostaje sekretarzem generalnym. Od teraz JAZZ FORUM publikowane jest tylko po angielsku i buduje sobie sieć relacji z korespondentami na całym świecie. Jazz zaczyna być na fali, chociaż po piętach już depcze mu big-beat, od kiedy czarno-biała telewizja pokazuje mdlejących statystów na koncertach zespołu The Beatles. Rock and Roll już od dobrych paru lat hałasuje w Polsce, zaczyna też huczeć w Czechosłowacji, na Węgrzech, a nawet w samym Związku Radzieckim. Komisje weryfikacyjne z oporem, ale zatwierdzają wykonawstwo rock and rolla. Kulturowa inwazja trwa.
Zimna Wojna tworzy fascynującą scenografię dla gawiedzi – oto Amerykanie budują rakietę w kształcie ogromnego pocisku karabinowego i ogłaszają lądowanie na księżycu. Ponad 60 milionów ludzi ogląda na żywo prezydenta Nixona, który ze swojego gabinetu dzwoni na księżyc. Rosjanie też informują o lądowaniu na księżycu, ale nie są w stanie wytworzyć materiałów filmowych, przez co tracą wizerunkowo. Jednak co Hollywood to Hollywood.
Polska młodzież zafascynowana muzyką jazzową wali tłumnie na koncerty, dwumiesięcznik JAZZ FORUM bazując na zagranicznych kontaktach zaczyna mieć coraz większy ciężar merytoryczny, zwiększa objętość, ma lepszą szatę graficzną (okładki projektuje Rafał Olbiński), wychodzi po angielsku, potem ponownie po polsku, zaczyna pojawiać się też w wersji niemieckojęzycznej. Poprzez udział pierwszoligowych korespondentów staje się marką światową. Napływają teksty z Francji, Niemiec, Norwegii, Szwecji, Włoch i oczywiście USA.
JAZZ FORUM staje się strefą międzynarodowego porozumienia, zagraniczni korespondenci piszą za złotówki, ale istniejący w Polsce zakaz dewizowy uniemożliwia im odbieranie pieniędzy. Jest na to jedno, rozsądne wyjście – oto zagraniczny korespondent może przyjechać na festiwal Jazz Jamboree do Warszawy, otrzymać zaległe wynagrodzenie w złotówkach, ale musi wydać wszystkie te pieniądze w Polsce w ciągu kilku dni festiwalowych. Zresztą: wtedy wystarczyło przywieźć w kieszeni kilkanaście dolarów, żeby mieć w garści całe miasto!
Tak oto Jazz Jamboree z biegiem lat staje się ulubionym festiwalem znaczących krytyków muzycznych i najważniejszym festiwalem jazzowym we wschodniej Europie. Wiedzą o nim wszyscy. Do Warszawy przyjeżdża Duke Ellington, Count Basie, Woody Herman, Sonny Rollins, Dizzy Gillespie, Stan Getz… Amerykańska muzyka zdobywa sobie coraz większe uznanie, ale polscy muzycy nie pozostają w tyle: Dyląg, Karolak, Kosz, Suchanek, Kurylewicz, Bartkowski, Ptaszyn, Namysłowski, Muniak, Stańko, Urbaniak, Dudziak, Nahorny, Makowicz grają na światowym poziomie. Jazz obrasta mitologią, która zaczyna mieć realny wpływ na świadomość ludzi.
W latach 70. pojawiają się magnetofony szpulowe i przenośne kaseciaki, co skutkuje dalszym rozpowszechnianiem się jazzu. Od teraz można skopiować każdą jazzową płytę, nagrać każde jam session, albo audycję „Jazz Hour – Music USA”, którą w Voice of America prowadzi uwielbiany w Polsce Willis Conover.
Rozpędzone JAZZ FORUM już od kilku lat wychodzi w trzech wersjach językowych i jest już znaczącą platformą międzynarodową, kiedy 13 grudnia 1981 roku następuje nagły zwrot akcji – ogłoszenie Stanu Wojennego. Do budynku redakcji wchodzi Służba Bezpieczeństwa, kontroluje maszyny do pisania i plombuje kserokopiarkę. Życie festiwalowe ustaje, w dużym stopniu zamiera działalność koncertowa. Zimna Wojna wchodzi w fazę decydującą, ale polskie społeczeństwo jest już przygotowane i podgrzane mocnymi filmami Andrzeja Wajdy (za które ten później otrzymuje ważną nagrodę amerykańskiego przemysłu filmowego).
Świadomość zbiorowa jest wzmocniona nieudaną próbą zamachu na papieża Polaka, z którego ten cudownie wychodzi cały i zdrów. Z USA napływają paczki żywnościowe i wszelkie dary, polscy muzycy jazzowi za granicą organizują koncerty charytatywne, z których dochód przeznaczają na zakup sprzętu nagłaśniającego do warszawskiego klubu Akwarium. Polonia zagraniczna zwiera szyki i niesie rodakom w Polsce każdą możliwą pomoc. Perkusista Władysław Jagiełło ustala nową definicję jazzu: Jazz to jest pomoc.
Prezydent Ronald Reagan zaprasza Adama Makowicza do wzięcia udziału w programie telewizyjnym „Let Poland Be Poland”, wyprodukowanym przez Departament Informacji USA we współpracy z Departamentem Obrony. Na koniec audycji Frank Sinatra prezentuje utwór Ever Homeword zmontowany z dwóch części – pierwszą śpiewa łamaną polszczyzną przy akompaniamencie akordeonu, drugą po angielsku ze skrzypcami. Tytuł tłumaczy na „Wolne serce” – na teledysku widzimy krzyż w górach, rolnika z koszem kartofli na tle słomianej strzechy, starą babcię, furmankę w szpalerze drzew, górala na łodzi i panoramę Gdańska. Program ogląda ponad 180 milionów ludzi.
Tymczasem w Polsce obowiązuje godzina policyjna, następują też regularne wyłączenia prądu o częstotliwości 50 Hz, czasami na kilka godzin, czasami na całą noc, albo i dłużej, czyli poluzowanie elektrycznego pastucha, jednocześnie rząd drastycznie podnosi ceny żywności. To skutkuje otwartym buntem społecznym. Za kulisami generał Kiszczak i Wałęsa już omawiają szczegóły zmiany gospodarczej, która następuje w roku 1989 za pomocą „częściowo wolnych wyborów” rozpoczynając proces mozolnego wchłonięcia systemu przez globalną gospodarkę opartą o dolara.
JAZZ FORUM po kilku miesiącach przerwy na początku stanu wojennego wraca do aktywności, ale jest kontuzjowane, bo nastąpiła likwidacja niemieckiej wersji czasopisma. Na przełomie lat 80. 90. szaleje inflacja, w galopującym tempie rosną ceny. Egzemplarz JAZZ FORUM kosztuje już 200 tysięcy złotych! Wojna gospodarcza zaostrza się. Andrzej Gwiazda wspomina utyskiwania zagranicznego ekonomisty mówiącego o tym, że Polska była jak Chiny – produkowała tanie rowery, telefony, łopaty, samochody, okręty, jabłka, wieprzowinę, mleko i miód. Pojawiło się więc realne ryzyko zdestabilizowania światowych rynków dosłownie w ciągu kilku lat przez Polskę, plasującą się na dziesiątym miejscu wśród gospodarek świata, dlatego konieczne było założenie jej solidnego kagańca*. Leszek Balcerowicz firmuje plan przebudowy.
W świecie muzyki też zaczyna się walka o rynek, bo bilety i płyty w Polsce sprzedają się nieźle, są do wygrania całkiem spore pieniądze. Następuje zalanie Polski zagranicznymi płytami jazzowymi wydawanymi poza licencją z wykorzystaniem luki prawnej (wystarczyło dodać płytę do czasopisma, żeby ominąć opłaty). W wojenkę ideologiczną zostaje nawet wplątany klub Akwarium, który drukuje znaczki i nalepki „Polish Jazz YES, Polish Jazz NO” – wypuszczając w eter dualistyczne przesłanie, które można sobie wybrać w zależności od tego, którą stroną przypnie się znaczek. (Najwyraźniej tym dotknięty Zbigniew Namysłowski ostatecznie w roku 2017 wydaje płytę „Polish Jazz – Yes!”, czym autorytarnie kończy całą dyskusję).
Po przemianie ustrojowej JAZZ FORUM musi sobie poradzić na wolnym rynku. Wersję angielską udaje się utrzymać jeszcze do roku 1992, ale nie dłużej. Paweł Brodowski wspomina ten okres jako ograbienie z energii, JAZZ FORUM musi od zera przejść na skład cyfrowy, a z międzynarodowej platformy informacyjnej stać się na powrót lokalnym czasopismem. To nie koniec przygód, bo po kilku dziesięcioleciach względnego spokoju następuje, przeprowadzona podczas pandemii, operacja przerzucenia życia do internetu, która brutalnie zmienia zasady gry.
Wojna trwa dalej: jedne magazyny powstają, inne płoną, a JAZZ FORUM ciągle i konsekwentnie pisze o muzyce. To dla mnie osobiście najważniejsze czasopismo i mające na mnie największy wpływ. Czy poradzi sobie w nowej rzeczywistości? Zważywszy na to, że poprzez uruchomienie AI w roku 2025 nastąpił koniec wiarygodności internetu – można wywróżyć, że wartość JAZZ FORUM będzie raczej rosła niż malała.
Leszek Możdżer
*Witold Kieżun w swojej książce „Patologia Transformacji” – opisuje, w jaki sposób Polska stała się systemem o strukturze afrykańskiego państwa kolonialnego.