Aktualności
fot. Wiktoria Wojciechowska



Piosenki Komedy bez słów



O nachodzącej premierze płytowej i koncertowej rozmawia z mistrzem trąbki Piotrem Schmidtem Tomasz Łuczak.

Piotrze, spotykamy się w przededniu premiery Twojego najnowszego albumu „Piosenki Komedy Bez Słów”. To kolejny raz, gdy mierzysz się z legendą Krzysztofa Komedy, ale tym razem kontekst wydaje się wyjątkowo intymny. Skąd pomysł, by ubrać te ikoniczne piosenki w stricte instrumentalne szaty Twojego sekstetu?

–  Projekt „Piosenki Komedy” powstał pierwotnie na specjalne zamówienie Krzysztofa Balkiewicza, dyrektora Love Polish Jazz Festival w Tomaszowie Mazowieckim. Krzysztof Balkiewicz to wielki propagator spuścizny Komedy, przy okazji prezes stowarzyszenia „komedowskiego” i to on dokonał wyboru utworów oraz zlecił mi zadanie ich opracowania, tak samo jak kilka lat wcześniej wysłał mi do opracowania i aranżacji sześciu rękopisów Komedy odnalezionych w Bibliotece Narodowej w Warszawie, pochodzących z 1967 roku, co skutkowało wydaną w 2022 roku płytą „Komeda Unknown 1967”.

Kiedy zacząłem pracować nad aranżacjami, uderzyło mnie, jak silny ładunek emocjonalny niosą te melodie same w sobie, bez wsparcia tekstu. Chciałem sprawdzić, czy trąbka i saksofon są w stanie oddać tę specyficzną nostalgię i egzystencjalny niepokój, który Komeda wpisywał w swoje kompozycje. Tak powstał projekt „Piosenki Komedy Bez Słów”, który jest hołdem dla Komedy-melodysty.

Na płycie słyszymy Twój stały, elitarny skład, także z udziałem Grzecha Piotrowskiego, z którym również stosunkowo często współpracujesz, a więc: Grzech Piotrowski na saksofonach, Paweł Tomaszewski przy fortepianie, Michał Barański na kontrabasie i Sebastian Kuchczyński na perkusji. To zespół, który rozumie się bez słów. Jak ta chemia wpłynęła na ostateczny kształt aranżacji?

– Ten skład to gwarancja artystycznego profesjonalizmu, perfekcjonizmu, wzruszeń i dobrej zabawy. Każdy z tych muzyków wnosi do moich autorskich aranżacji cząstkę siebie. Co ważne, album jest rejestracją „live”. Prapremierowe wykonanie we wrześniu 2024 roku, w którym gościnnie wsparł nas na instrumentach perkusyjnych legendarny Mino Cinelu, spotkało się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem. Ta energia koncertowa, ten „strzał chwili”, jest na płycie namacalny. Było to absolutne prawykonanie tego projektu i od razu tak dobre, że postanowiłem po czasie to wydać.

 Program albumu to zestawienie tematów niemal obowiązkowych z tymi nieco mniej oczywistymi. Słyszymy „Ja nie chcę spać”, „Szara kolęda” czy „Filiżanka Kawy”. Jak wybierałeś te konkretne utwory?

 To nie ja je wybierałem, a właśnie pan Krzysztof Balkiewicz. Wydaje mi się, że jednym z kluczy ich doboru był ich potencjał do interpretacji instrumentalnej. „Filiżanka kawy” czy „Z ręką na gardle” mają w sobie pewien nerw, który w jazzie nowoczesnym można fantastycznie rozwinąć. Z kolei „Szara Kolęda” to dla mnie kwintesencja komedowskiego liryzmu. Swoimi aranżacjami chciałem pokazać, że te tematy można przedstawić w bardzo współczesny sposób, podobnie jak aranżacje utworów na płycie „Komeda Unknown 1967”. One wciąż są żywe i prowokują do improwizacji oraz do kształtowania ich na swoją modłę.

 Dlaczego nie zdecydowaliście się, by po sukcesie prapremierowego koncertu wejść z tym nowym materiałem do studia i nagrać go w studyjnych, profesjonalnych warunkach, podobnie jak to było w przypadku płyty „Komeda Unknown 1967” – materiał z tego albumu był przecież nagrany live podczas Love Polish Jazz Festival we wrześniu 2021 na potrzeby telewizji Jazz, ale album płytowy pochodzi jednak już z nagrania studyjnego. 

–  Wydaje się, że z dwóch powodów. Jeden to taki, że tym razem nagranie zostało zrobione lepiej od strony jakościowej, na naprawdę bardzo dobrym sprzęcie i poziomie, a więc kwestia jakości i różnicy między koncertem live a studiem może się zamazywać, a także dlatego, że nam ten koncert wyjątkowo dobrze poszedł i wejście do studia w tym momencie byłoby niepotrzebne. Fakt też, że koszt wejścia do studia z tymi muzykami, z wynajmem fortepianu, studia, czasu i ludzi to extra 50.000zł, które moim zdaniem w przypadku tego nagrania byłoby zbędnym wydatkiem.

 Oficjalna premiera sklepowa oraz w serwisach streamingowych przypada na 12 lutego 2026 roku. Tego samego dnia zagracie koncert promocyjny w warszawskim klubie Jassmine. Czy Jassmine to idealne miejsce dla takiej muzyki?

–  Zdecydowanie tak. Jassmine oferuje skupienie i bliskość z publicznością, której ta muzyka wymaga. Jakość grania i słuchania jest praktycznie teatralna, natomiast plusem jest kapitalny bar, umożliwiający słuchanie wyśmienitych zespołów ze swoim ulubionym drinkiem. Na pewno będzie to wieczór pełen emocji, bo też po raz pierwszy tego dnia zaprezentujemy ten materiał w formie fizycznego wydawnictwa CD. Na winyl będziemy musieli trochę dłużej poczekać, gdyż czas produkcji jest znacznie dłuższy niż krążka CD.

Płyta ukazuje się nakładem wydawnictwa SJRecords. Warto dodać, że nagranie tego koncertu było kilkukrotnie emitowane na antenie Jazz TV, więc wielu słuchaczy mogło już poczuć ten klimat, na pewno jednak koncert na żywo w takim miejscu jak Jassmine da spektakularne wrażenia i pełny obraz tej muzyki.  

Na płycie udało ci się zebrać kilku sponsorów. Czy uważasz, że we współczesnym jazzie współpraca z mecenasami kultury jest niezbędna do realizacji projektów na taką skalę?

Jazz zawsze potrzebował przyjaciół. Ale szerzej, ambitna muzyka zawsze potrzebowała wsparcia, gdyż nie jest w stanie konkurować z typowo komercyjnymi produkcjami. Współpraca z mecenasami kultury to budowanie szerszej wspólnoty wokół sztuki. Wierzę, że ten album ma szansę stać się jednym z najważniejszych albumów 2026 roku. Chcę, by nasi partnerzy byli dumni z tego, że przyczynili się do powstania „Piosenek Komedy Bez Słów”.

Album ten ukazuje się raptem pół roku po premierze niezwykłej płyty „Ether”, bardzo mocno docenionej w środowisku jazzowym w Polsce. Co skłoniło Cię do wydania kolejnej płyty już teraz?

Tak, „Ether” to niesamowity album, który ma świetny odzew w środowisku i wybitnie dobre recenzje, wydaje mi się, że na to zasługuje, to magiczna muzyka, którą polecam serdecznie wszystkim, którzy nie mieli jeszcze szansy jej posłuchać. Piosenki Komedy wydajemy już teraz bo też zostały nagrane już jakiś czas temu i nie chcę by trzeba było na nie za długo czekać. Uważam, że to dobry moment, zwłaszcza, że od nagrania minęło półtora roku.

Nie mogę nie spytać o Multimedialną Historię Jazzu twojego ojca, Andrzeja Schmidta. Doprowadziłeś do wznowienia tego unikatowego kompletu 28 płyt CD, którego już dawno nie było w sprzedaży. Jak do tego doszło?

– To zasługa byłego wydawcy i producenta tych nagrań, wspaniałego człowieka, pana Janusza Metzlera, który wspólnie z moim tatą produkował tę kolekcję w 1999r. Pan Janusz skontaktował się ze mną pierwszy raz rok temu mówiąc, że zostało mu kilkaset sztuk nieskompletowanych zestawów Historii Jazzu w wersji Multimedialnej – a więc na płytach CD. On już nie ma siły i czasu na emeryturze się tym zajmować. Jakbym zgodził się to wszytko przejąć i zabrać z jego magazynu w Szczecinie to bym mógł to złożyć w całość i sprzedać. Postanowiłem osobiście odwiedzić magazyn i okazało się, że jest tego tak dużo objętościowo, że sami nigdy byśmy tego nie złożyli, więc zamówiliśmy kuriera, który na 3 europaletach wywiózł wszystko do Warszawy, gdzie specjalistyczna firma, która na co dzień tłoczy mi płyty CD, zajęła się kompletowaniem tych zestawów i w 2 miesiące udało im się złożyć 102 zestawy. Powiedzieli, że nie da się więcej, bo kolejne zestawy nie będą kompletne. Brakuje licznych elementów. Tak więc było to wszystko co udało się odzyskać. Wydawnictwo SJRecords zrobiło podstronę dedykowaną temu kompletowi i rozpoczęliśmy sprzedaż i promocję tego unikatowego zestawu jesienią 2025 roku. 102 sztuki sprzedaliśmy w dwa miesiące i już nic nie zostało. Więcej nie będzie, ale postaramy się by w niedalekiej przyszłości całość ukazała się w streamingach i była ogólnodostępna.

Na koniec muszę zapytać o plany koncertowe. Czy po premierze w Jassmine planujecie dłuższą trasę?

Tak, projekt ten jest dostępny w różnych konfiguracjach – jako kwartet, kwintet, a nawet w specjalnych składach np. z gitarzystami takimi jak Marek Napiórkowski czy David Dorůžka lub z gościnnym udziałem gwiazd, w tym wokalistów. Już mamy nawet jeden koncert zaplanowany z Kasią Moś i Wojtkiem Myrczkiem; jest to bardzo wdzięczny materiał muzyczny do wszelakich konstelacji. Jesteśmy otwarci na dialog z organizatorami festiwali. Zapraszam wszystkich do kontaktu przez stronę www.piotrschmidt.eu. Komeda wciąż ma nam wiele do powiedzenia, a my jesteśmy gotowi, by tę opowieść nieść dalej w świat.

– Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Jassmine.

Dziękuję i zapraszam serdecznie!

Rozmawiał: Tomasz Łuczak





  MKIDN stoart       stoart       stoart     psj      ejm