Wytwórnia: Black Label BDV1195

Strangers; Grasshopper; Evensong; Shades of Grey; Pisa Rain; The Treasure Chest; Shy; Sleek; Shades of Grey

Muzycy:
Sam Leak, fortepian;
James Allsopp, saksofon tenorowy, klarnet basowy;
Calum Gourlay, kontrabas;
Joshua Blackmore, perkusja; Rhiannon Bradbury, śpiew (10)


 

Aquarium

  • Ocena - 3.5

Spośród wielu płyt wydanych przez Babel Label, ta najszybciej wpadła mi w ucho. Istotnie, muzyka brytyjskiego zespołu Aquarium ma lekko popowy wydźwięk, ale jest też zlepkiem konwencji, które były świeże kilkanaście lat temu, nie mówiąc o tym, że pewne „zagrania” zostały mocno wyeksploatowane i doprowadzone do wyżyn przez trio Esbjörna Svenssona.

Artyści tworzący Aquarium to młodziutki pianista Sam Leak, basista Calum Gourlay, saksofonista James Allsopp i perkusista Josh Blackmore – dwaj ostatni zostali niedawno uhonorowani  BBC Jazz Award. Wszyscy posiadają znakomity warsztat instrumentalny. Z łatwością wciągają słuchacza tematami melodyjnymi, acz niebanalnymi i bez uciążliwych powtórzeń.

Powtarzalność w ich muzyce ma znamiona transowości, czasami zahacza o minimal na poziomie współpracy kontrabasu z perkusją. Osobne, niemal biegunowe role odgrywają fortepian i saksofon tenorowy, zmiennie z klarnetem basowym. Można odnieść wrażenie, że jest to jednak trio, w którym jedna osoba gra na fortepianie i saksofonie. Instrumenty doskonale harmonizują między sobą, partie solowe są niezwykle wyważone, subtelne i tonalne.

Eklektyzm tej muzyki objawia się na wielu płaszczyznach. Pierwsze utwory rzucają skojarzenie z sekstetem Leszka Możdżera z okresu „Talk To Jesus”, szczególnie motoryka sekcji i sposób aranżacji całości z przejrzystą partią saksofonu i fortepianem wyłaniającym się dopiero na solówki. Wiele z utworów oscyluje wokół harmoniki kwartowej, z ekspresyjnie rozwijanymi solówkami na jednej funkcji (The Treasure Chest). Wpływając do środka Aquarium spotkamy trochę szaleństwa z nurtu free i zabaw rytmicznych (Evensong, Sleek), w których perkusista prezentuje się bardzo wdzięcznie, acz zachowawczo. To, co najmocniej wchodzi w głowę, to melodie z utworów o zabarwieniu balladowym (Shades of Grey, Shy), przy których muzycy ograniczają się do niezbędnego minimum dźwiękowego. Dzięki długim fragmentom ad libitum, występującym co jakiś czas, płyta uzyskuje ciekawy klimat i ową płynność, jak na środowisko wodne przystało. W wieńczącym utworze Shades of Grey śpiewa gościnnie Rhiannon Bradbury.

Autor: Monika Okrój

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm