Izabelle Effenberg
Cystal Silence

1. Crystal Silence I  3:29
2. Primavera  3:51
3. He  4:42
4. Dave Bubek  4:38 
5. Esperanza  5:03
6. Todavia es Temprano  4:29
7. Solitaire  5:16
8. El Suerte  3:08
9. Los Abrazos Rotos  4:46
10. Jugando  5:08
11. Awakening  3:52
12. Volver a Casa  3:21
13. Spanish Ballad  4:33
14. Crystal Silence II  4:04

Muzycy: Izabella Effenberg, Array Mbira, wibrafon, krotale, instr. perkusyjne; Marcin Górny, marimbola, instr. perkusyjne (4, 10)


Crystal Silence

Izabella Effenberg

Wraz z najnowszym numerem prenumeratorzy otrzymują solową płytę mieszkającej w Niemczech polskiej wibrafonistki Izabelli Effenberg „Crystal Silence”. W tym nagraniu głównym instrumentem tej zjawiskowej artystki jest oferująca niezwykłe możliwości brzmieniowe szklana harfa Array Mbira . O swoim świecie dźwięków Izabella opowiada Markowi Romańskiemu.

Izabela Effenberg jest multiinstrumentalistką – gra na instrumentach perkusyjnych, krotalach, wibrafonie, a od kilku lat także na rzadkiej i oferującej niezwykłe możliwości brzmieniowe Array Mbirze. To kobieta o niespokojnej naturze, będąca ciągle w ruchu, poszukująca wciąż nowych wyzwań. Jej najnowszym odkryciem jest szklana harfa, wyglądająca jak stół zastawiony mnóstwem kieliszków o różnej wielkości.

Swoją przystań znalazła w Niemczech, w Norymberdze. Tam organizuje własny festiwal wibrafonowy Vibraphonissimo, tam też mieszka z mężem i małym synkiem. Najnowszy, trzeci już album „Crystal Silence”, który otrzymują nasi prenumeratorzy, stał się pretekstem do rozmowy o jej niesamowitym świecie dźwięków.

Od czasu gdy rozmawialiśmy ostatnio, jesienią 2016 r., dużo się w moim życiu wydarzyło. Urodził się mój syn, Jan, który jest dla mnie ogromną inspiracją, ale też wymaga ciągłego zainteresowania. Miałam wiele koncertów z kobiecym zespołem Sisters in Jazz. Wydałyśmy płytę, którą miał firmować ACT, ale w ostatniej chwili się wycofał. Mamy bardzo dużo zaproszeń, ale celowo postanowiłyśmy ograniczyć ilość koncertów, ponieważ zauważyłyśmy, że wrzucają nas do worka z napisem „kobiecy jazz”. Nam jednak chodzi o coś innego – o granie własnej, interesującej muzyki, która nie ma przecież płci. Zależy nam też na nawiązywaniu kontaktów z instrumentalistkami z różnych krajów.

Grałam również ze szwedzkim pianistą Janem Lundgrenem, którego pianistyka bardzo mi odpowiada. Zaprosiłam go na mój festiwal Vibraphonissimo, dużo czasu spędziliśmy razem w moim domu. Ćwiczyliśmy wspólnie, a mój mąż gotował nam obiady. (śmiech) Współpracowałam też z Yumi Ito – polsko-japońską wokalistką mieszkającą w Szwajcarii.

Ogromnym przeżyciem dla mnie była możliwość wspólnego grania z basistą Larsem Danielssonem i Magnusem Ostromem – byłym perkusistą tria E.S.T. W ubiegłym roku wystąpiliśmy razem na Palm Jazz Festivalu w Gliwicach. Będę chciała z nimi zagrać też na Vibraphonissimo, bo to są niesamowicie inspirujący ludzie. Kiedy z nimi gram, czuję, że muzyka mnie unosi, że się rozwijam, to cudowne uczucie. Wykonywaliśmy zarówno moje utwory, jak i tematy z repertuaru E.S.T. Miałam też wiele innych projektów, m.in. z moim mężem, który gra na saksofonie.

***

Jestem teraz w piwnicy mojego domu w Norymberdze. Ukrywam się w niej, gdy chcę mieć trochę spokoju, tutaj ćwiczę, komponuję, wymyślam moją muzykę. Mam tu stary wibrafon, który kupiłam tylko do ćwiczeń; są moje mbiry, różne inne instrumenty, a od niedawna także szklana harfa, którą uwielbiam i intensywnie uczę się na niej grać. Zakochałam się w niej.

Większość dźwięków na płycie „Crystal Silence” pochodzi z Array Mbiry – niezwykłego instrumentu, który właściwie cały czas odkrywam. To jest rozbudowana wersja kalimby, która ma dość ograniczoną skalę. Różne odmiany kalimby są instrumentami o pochodzeniu etnicznym, biorącymi udział w rytuałach i raczej nie było potrzeby, by grać na nich melodie. Array Mbira ma znacznie większe możliwości wyrazowe, poza tym można ją podłączyć do wzmacniacza, nagłośnić, a także przetwarzać jej dźwięk elektronicznie. Niestety nadal wielu techników nie zna tego instrumentu i nie wie, jak go nagłośnić, żeby dobrze brzmiał. Z drugiej strony – dobry technik kieruje się słuchem i własnym gustem, dzięki czemu potrafi sobie poradzić z każdym instrumentem.

Nadal jest dość rzadka i mało używana przez muzyków, a w świecie jazzu czy muzyki klasycznej chyba nigdy się nie pojawiała. Czasem jest wykorzystywana w muzyce filmowej. Jednym z jej nabywców jest Sting. Wynalazł ją w USA Bill Wesley i do dziś wyrabia z Patrickiem Hadleyem w San Diego. Wesley stworzył też bardzo abstrakcyjną teorię dotyczącą tego instrumentu, której nawet nie usiłuję zrozumieć.

Po raz pierwszy nagrałam na nim dwa utwory na płycie „Iza”, miałam go wtedy dopiero jakieś dwa-trzy miesiące. Ćwiczyłam na nim na siedząco, kiedy byłam już w zaawansowanej ciąży i brzuch przeszkadzał mi w grze na wibrafonie. Jego dźwięk działa relaksująco. Często jest też przez słuchaczy porównywany do Gamelanu i rzeczywiście takie durowe, gamelanowe ostinata najłatwiej na nim zagrać. To jednak tylko niewielka część jego możliwości. Co prawda nie gram muzyki relaksacyjnej, ale brzmienie Array Mbiry i granie na niej uspokajało mnie. Grałam więc na niej bardzo dużo, komponowałam utwory. Urodził się Jan, a ja po roku stwierdziłam, że to najlepszy moment na nagranie płyty.

Album nagrywałam w studiu Splendor & Sława w Poznaniu należącym do Marcina Górnego, mojego kolegi z liceum. To też był zbieg okoliczności – z Marcinem spotkałam się na spotkaniu klasowym, jeszcze przed urodzeniem syna. Odświeżyliśmy znajomość, zaproponował mi nagranie i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę – tym bardziej, że on jest muzykiem, gra na instrumentach perkusyjnych. Słychać go też na „Crystal Silence” w dwóch utworach.

Sam proces nagrania był dla mnie dosyć dziwny, głównie dlatego, że praktycznie cały czas grałam sama. To było niesamowite przeżycie, przedziwny rodzaj samotności, odpowiedzialności za każdy dźwięk, każde brzmienie, którą ponoszę sama. To jest rodzaj presji, który występuje nawet, kiedy nagrywasz w domu, tylko dla siebie. Kiedy masz obok siebie innych muzyków to oni cię w jakiś sposób unoszą, unoszą twoją muzykę. Mimo że jesteś liderem i autorem, to w jakiś sposób też i oni biorą na swoje barki część odpowiedzialności za muzykę. Cieszę się jednak, że zdecydowałam się na to nagranie, bo bez tego nie mogłabym pójść dalej, rozwijać się.

Ponieważ Mbira dominuje na całej płycie powstaje wrażenie jednorodności brzmieniowej. Niektórzy mogą odczuwać monotonię z tego powodu, myślę jednak, że gdyby cały album zagrać np. na wibrafonie czy innym tak charakterystycznym instrumencie, to wrażenie byłoby podobne. Ta muzyka ma uspokajać, najlepiej słuchać jej wieczorem, kiedy można się wyciszyć, odseparować od innych dźwięków i bodźców. Chciałam, żeby stanowiła źródło marzeń, powstałych w wyobraźni scen i obrazów. Ona ma nas ponieść do innego świata, dać nam odrobinę wytchnienia i spokoju.

Z pewnością duży wpływ na charakter tej muzyki miał mój synek. Może nie do końca sobie to uświadamiałam, ale chciałam, żeby Jan otrzymywał ode mnie spokój w pierwszych latach swojego życia. Żeby był spokojnym człowiekiem, kiedy przyjdzie mu się mierzyć z życiowymi problemami. Myślę, że to nastawienie przełożyło się też i na dźwięki.

Oprócz Array Mbiry gram też na wibrafonie, krotalach i perkusjonaliach. Ponieważ mój realizator, Marcin, jest perkusistą to mieliśmy w studiu nieustanną burzę mózgów i cały czas padały różne pomysły, żeby dodawać rozmaite instrumenty. Czasem np. były to klucze domowe i inne rzeczy, które nie są typowymi instrumentami. Bywało też i tak, że wcześniej wyobrażałam sobie brzmienie jakiegoś utworu i później poszukiwaliśmy najlepszych sposobów, by je uzyskać. Tak było np. z kompozycją Dave Bubek – napisaną dla mojego synka. Tytuł to połączenie niemieckiego słowa oznaczającego chłopca z Dave’em Brubeckiem, którego uwielbiam. Chciałam, żeby tam dźwięki krotali połączyły się odpowiednio z wibrafonem.

Często pytano mnie o to, czy ten album nawiązuje jakoś do „Crystal Silence” Chicka Corei i Gary’ego Burtona z 1973 r. Tytuł pasował mi do dźwięku Array Mbiry, początkowo chciałam, by był w wersji hiszpańskiej, ponieważ wcześniej byłam w tym kraju i część utworów nosi nazwy w tym języku. Później stwierdziliśmy, że jednak po angielsku to lepiej brzmi. Jednak skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie chciałam nawiązać do moich korzeni wibrafonowych i do Burtona, którym mocno się inspirowałam.

Płytę otwierają i zamykają dwie wersje tematu tytułowego. Miałam na niego różne pomysły i nie mogłam się zdecydować, którą wersję odrzucić, więc na krążku znalazły się obie – dzięki temu powstał rodzaj klamry spinającej całość materiału. Wyobrażałam sobie, że to jest muzyka wody i tytuł doskonale do niej pasuje. Wrażenie to podkreślałam grą smyczkiem na krotalach i wibrafonie – dzięki temu powstawały jakby świetlne refleksy, jak odbicia światła na falach.

Lubię wszystkie kompozycje, ale do najważniejszych dla mnie zaliczyłabym Esperanzę. Po polsku oznacza to „nadzieja”, a napisałam go jeszcze przed studiami w Niemczech i to był wyraz mojej nadziei, że będę potrafiła komponować, wyrażać siebie poprzez muzykę. Lubię go, bo łączą się z nim moje bardzo intymne wspomnienia, myśli, oczekiwania, marzenia. Bardzo lubię moje solo w tym utworze – proste, oparte na kaskadach dźwięków, ale doskonale pasujące do brzmienia Mbiry.

Los Abrazos Rotos też jest dla mnie ważny – tytuł nawiązuje do filmu Almodovara z Penelope Cruz. Uwielbiam ją i wszystkie filmy z jej udziałem, bardzo lubię też Almodovara. Mój utwór ma charakter balladowy, ale solo jest już odmienne, ma swój rytm i jest oparte na jednym akordzie z podkładem rozstrojonej gitary. Oddaje to dość dramatyczną atmosferę filmu.

Solitaire to kompozycja mojego męża, która zawsze mi się bardzo podobała, opowiada o samotności. He napisałam dla niego i to był jeden z pierwszych prezentów, które mu dałam. Myślałam wtedy intensywnie, co mogę dać komuś, kto ma wszystko i postanowiłam dać mu swoją muzykę. Często go graliśmy razem, a później to był jeden z pierwszych utworów, które przełożyłam na Mbirę – doskonale do niej pasuje.

Zagrałam kilka koncertów solowych z utworami z tej płyty. Chciałabym, żeby podczas występów na ekranie pojawiały się moje ręce i widzowie mogli śledzić to, jak gram na Array Mbirze. Planuję też prezentować tę muzykę w kościołach i innych przestrzeniach, które nie są typowymi salami koncertowymi. Chcę zastosować looper, tak, żeby móc równocześnie grać na wibrafonie, szklanej harfie i innych instrumentach.

Marek Romański


  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm