Wytwórnia: Nonesuch 075597924374 (dystrybucja Warner)


America Undefined
Wide and Far
You Are
Same River
Pathmaker
The Past in Us
Everything Explained
From This Place
Sixty-Six
Love May Take Awhile


Muzycy:
Pat Metheny, gitary, instr. klawiszowe; Gwilym Simcock, fortepian; Linda May Han Oh, bas, śpiew; Antonio Sanchez, perkusja; oraz Meshell Ndegeocello, śpiew; Gregoire Maret, harmonijka ustna; Antonio Conte, instr. perkusyjne; The Hollywood Studio Symphony pod dyr. Joela McNeely’ego


Recenzja opublikowana w Jazz Forum 3/2020


From This Place

Pat Metheny

  • Ocena - 5

Pat Metheny jest obecny na światowych scenach właściwie bez przerwy. Jego kwartet złożony z brytyjskiego pianisty Gwilyma Simcocka, urodzonej w Malezji, wychowanej w Australii, a mieszkającej w Nowym Jorku basistki Lindy May Han Oh oraz meksykańsko-amerykańskiego perkusisty Antonio Sancheza zagrał od 2016 r. niezliczoną ilość koncertów. Repertuar tych występów złożony był jednak z reguły ze starszych utworów, często jeszcze z czasów Pat Metheny Group. Fani Metheny’ego czekali na jego płytę studyjną z nowymi kompozycjami od 2014, kiedy to ukazał się album „Kin (←→)” w zupełnie jeszcze innym składzie, z którego poza liderem ostał się do dziś jedynie perkusista.

Teraz, kiedy możemy już posłuchać nowej płyty amerykańskiego gitarzysty, przestaje dziwić tak długa przerwa w jego autorskiej dyskografii, przy jednoczesnej hiper-aktywności koncertowej kwartetu. Metheny chciał mieć perfekcyjnie zgraną, bezbłędnie reagującą zespołową maszynę. Chciał znać możliwości i predyspozycje swoich muzyków, mieć pewność, że poradzą sobie z każdym jego wyzwaniem. Bo „From This Place” stworzył jako bodaj najambitniejsze swoje dzieło. Dzieło wielopoziomowe, w którym na parterze są poszczególni muzycy, na pierwszym piętrze cały kwartet, na piętrze drugim – kwartet i wielka orkiestra Holly­wood Studio Symphony, a na poddaszu pojawiają się jeszcze zaproszeni goście w roli solistów.

Idea tego albumu narodziła się podczas rozmowy Metheny’ego z Ronem Carterem. To wtedy przyszło mu do głowy zderzenie improwizacji z kompozycją, spontaniczności ze staranną reżyserią, intymnej kameralności z hollywoodzkim rozmachem. Zaprosił swój kwartet do nowojorskiego studia Avatar i dopiero tam, tuż przed nagraniem, pokazał im nowe utwory. Chodziło o uchwycenie świeżości, pierwszej myśli w interpretacji, o muzykę intuicyjną i improwizowaną par excellence. Mając już nagrany w kwartecie materiał Metheny przedstawił go wybitnym aranżerom Alanowi Broadbentowi i Gilowi Goldsteinowi, którzy dopisali partie orkiestry.

Całość rozpoczyna najdłuższy na płycie i chyba najważniejszy utwór America Undefined. To kompozycja o ogromnym rozmachu, wielu kulminacjach i minorowym nastroju. Cała ta muzyczna machineria przechodzi gładko od delikatnie zagranej smyczkiem melodii kontrabasu z fortepianowym akompaniamentem i szemrzącymi perkusjonaliami, aż do symfonicznej nawałnicy bliskiej okładkowej fotografii tornada. Po drodze mamy przepiękne, lekkie jak piórko solo fortepianu Simcocka oraz równie ulotną improwizację lidera zagraną swoim firmowym brzmieniem. Orkiestra przez większość nagrania towarzyszy kwartetowi, jak mgiełka, ale w pewnym momencie przejmuje pałeczkę i w powoli narastającym crescendo buduje iście filmową atmosferę zakończoną potężną kulminacją, kiedy ciarki przechodzą po plecach. To absolutny majstersztyk i nie zdziwię się, jeśli da gitarzyście kolejne Grammy.

Wide and Far pojawia się jakby niezobowiązująca, pełna czaru atmosfera zespołowej gry znanej z płyty „Secret Story”. Gitara przez cały utwór snuje melodyjne, śpiewne wręcz improwizacje. Śpiew pojawia się rzeczywiście w utworze tytułowym, gdzie prostą, hymniczną melodię śpiewa delikatnym głosem Meshell Ndegeocello. Jej słowa mówią o miłości i prawdzie jako jedynych wartościach, które mogą nas prowadzić w czasach upadku nadziei, czasach strachu i niepewności.

Absolutnym klejnotem jest You Are, który rozpoczyna jakby przypadkowymi dźwiękami urzekająca partia fortepianu, w dalszej kolejności wspiera ją w kontrapunkcie gitara, pojawia się cały kwartet, z każdym taktem robi się gęściej, mocniej, dynamika wchodzi na kolejny poziom, wydaje się, że można tak bez końca, ale wreszcie następuje wyciszenie i linia arco Lindy Oh z oddalającymi się dźwiękami fortepianu. W The Past in Us impresyjne, barwne solo zagrał na harmonijce ustnej Gregoire Maret. Same River rozpoczyna basowa introdukcja, a później pojawia się słynny gitarowy syntezator lidera, który daje sygnał do iście hollywoodzkiej burzy orkiestrowych smyczków.

„From This Place” to wielkie, skomplikowane, niesłychanie ambitne dzieło. To jedna z tych płyt, które trzeba słuchać wielokrotnie, bo za każdym razem odsłaniają kolejne warstwy, bogactwo detali, pomysłów melodycznych, rytmicznych, aranżacyjnych. Trudno nie mieć wrażenia, że Pat Metheny dokonał podsumowania całej kariery i w tej potężnej formie zawarł większość wątków swojej twórczości.


Autor: Marek Romański

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm