Wytwórnia: Confiteor 008

Nadzieja smutnego serca; Heroes; Kocham O’Keffe; Kurpie; Jews; I’ll Remember December; CzyścicaMuzycy: Włodzimierz Nahorny, fortepian; Mariusz Bogdanowicz, kontrabas; Piotr Biskupski, perkusja

Recenzję opublikowano w numerze 4-5/2014 Jazz Forum

Hope

Nahorny Trio

  • Ocena - 4

Włodek Nahorny trochę brzmi jak Wawel, bowiem kompozytor, pianista, bandleader, stojący od zawsze na straży artyzmu w muzyce, wpisany jest w naszą muzykę trwale i w sposób niemal pomnikowy. Piękno kompozycji, artyzm interpretacji – to wszystko sprawia, że jego dzieło budziło i budzi szacunek. Ale ta pozycja nie przyszła sama, stoją za nią dekady pracy, poszukiwań muzycznych, eksperymenty z formą i konwencją.

Dzisiaj nikogo nie dziwi, że Mistrz swobodnie porusza się we frazach Szymanowskiego, Karłowicza i Chopina, bezceremonialnie wykonując – kiedy tylko chce – skok do świata jazzu. A czyni to tak wprawnie, że szwów między klasyką a swingiem nie czujemy. I w tym tkwi artyzm muzyki Nahornego.

Ten album to swego rodzaju reminiscencje z rozmaitych artystycznych peregrynacji lidera. Remanentu inspiracji, przeżyć, dokonań. To siedem kompozycji lidera. Tytułowa Nadzieja smutnego serca inspirowana jest pieśnią Jana Kochanowskiego. Heroes oddaje hołd Powstańcom Warszawskim (miał swoją premierę na festiwalu Jazz na Starówce w dniu 1 sierpnia pięć lat temu). W historii korzenie mają również: Jews (powstanie w getcie warszawskim) oraz I’ll Remember December upamiętniający emanację patriotycznych postaw, ale i mrok czasu stanu wojennego.

Z innej bajki są Kurpie, opracowanie trzech melodii ludowych (Macie dziadku grosik, Jakem jechał tyś na ganku stojała, Mamo moja mamo), melanż naszej muzycznej ludowej tradycji z solidnym jazzem, czyli coś tak typowego w muzyce Nahornego jak nastrojowa bossa u Jobima. Po tych frazach czeka nas kolejny zakręt. Kocham O’Keeffe, temat pochodzi ze spektaklu teatralnego w reżyserii Krzysztofa Kolbergera, a klimatem przywodzi skojarzenia z harmonią Claude’a Debussy’ego, zabawami z nutkami-perełkami, podszytymi pięknem romantycznej pianistyki.

To, co zdumiewa u Nahornego, to fakt, że muzyka nigdy nie odchodzi od artystycznego piękna, nie zmierza drogą rewolucyjnych poszukiwań czy kontestacji. Tu wszystko ma swój background, logiczny fundament z emocji i muzycznej elokwencji. Kiedyś nazwałem Nahornego „Chopinem jazzu”, pisząc, że jak nikt inny potrafi pokazać swingującą muzyką nasze mazowieckie wierzby, klucz bocianów. To też wypadkowa kunsztu i muzycznej świadomości, a nade wszystko – wrażliwości.

Ostateczny efekt to również trafny dobór muzyków towarzyszących mu w sekcji, ci zaś to Piotr Biskupski (bębny) i Mariusz Bogdanowicz (kontrabas), bodaj jedna z najbardziej eleganckich i stylowych sekcji rytmicznych, przywodząca skojarzenia z tandemami Eddie Gomez-Steve Gadd czy Jack DeJohnette-Gary Peacock.

Album dopełniają dwie nietypowe dla Nahornego kompozycje – Jews, wirtuozowskie odwołanie do dokonań Juliana Tuwima, pokłosie koncertu w Teatrze Żydowskim (inspiracja poematem „Żydzi polscy”) oraz Czyścica bazująca na rockowym groovie. A wszystko to układa się w piękny album nie tylko dla zdeklarowanych fanów jazzu.

Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm