Wytwórnia: Double Moon DMCHR 71179


Le Tombeau de Couperin: Prelude, Forlane, Toccata
Blues; Bolero
Pavane pour une infante defunte
Mouvement de Menuet
Five O’Clock Foxtrot


Muzycy:
Michael Arbenz, fortepian; Thomas Lahns, kontrabas; Florian Arbenz, perkusja; gościnnie: Andy Sheppard, saksofon tenorowy i sopranowy (5, 7); sekcja dęta (5)


Recenzja opublikowana w Jazz Forum 12/2017


Plays Ravel

Vein

  • Ocena - 4

Szwajcarskie trio Vein zabrało się za kompozycje francuskiego klasyka impresjonizmu. Właściwie nic w tym specjalnie zaskakującego. Choć są jazzmanami z krwi i kości, to w ich muzyce nie brakowało dotąd wpływów muzyki klasycznej, a pianista Michael Arbenz szczególnie chętnie stosował impresjonistyczne skale całotonowe. Wybór Ravela też nie jest przypadkowy – sam deklarował fascynację amerykańskim stylem życia, oszałamiającą dynamiką wielkich miast, perfekcją brzmienia jazzowych orkiestr. W późniejszym okresie wyraźnie inspirował się jazzem, bluesem, czy pieśniami negro spirituals. Ze Szwajcarią łączyły go związki rodzinne – jego ojciec miał korzenie szwajcarskie.

Jaki jest ten Ravel odczytany przez Vein? Przede wszystkim pełen kolorystycznych i rytmicznych fajerwerków. Wszystko tu się skrzy, pulsuje, pomysły gonią pomysły, czujemy się trochę tak, jak sam kompozytor musiał się czuć na środku nowojorskiej ulicy. Szwajcarzy zmierzyli się z absolutnym kanonem, utworami ogranymi na wiele różnych sposobów, w których doprawdy trudno już wymyślić coś nowego. Udało im się jednak wyjść z tarczą z tej niełatwej próby i to – co warto podkreślić – zachowując charakterystyczne cechy interpretowanych utworów.

Preludium suity fortepianowej „Nagrobek Couperina” zaczyna się fortepianem solo – bardzo w stylu Ravela, mieniącym się modalnymi barwami, nieco nostalgicznym – utwór to wszak napisany dla zmarłych towarzyszy broni na polach I Wojny Światowej. Dalej robi się już bardziej pogodnie, wchodzi perkusja up tempo, dialogujący z fortepianem kontrabas, pojawiają się blue notes. Nostalgia wraca w kolejnej części „Nagrobka” Forlane.

Z niepokojem czekałem na słynne Bolero, bo trudno o bardziej zbanalizowany utwór niż ten ulubiony hit filharmonii całego świata. Jednak i tutaj Vein wymyśliło sposób na ominięcie pułapki trywialności – charakterystyczna figura rytmiczna stopniowo ewoluuje w jazzowy akompaniament, wraz z nią linia saksofonowa zaproszonego gościnnie Brytyjczyka Andy’ego Shepparda coraz bardziej oddala się od tematu. W końcu dostajemy rasowe jazzowe solo, z akompaniamentem tria i czteroosobowej sekcji dętej, utwór kończą błyskotliwe zabawy z rytmem i melodią. Świetne, logiczne i konsekwentnie zrealizowane rozwiązanie. Pawana na śmierć infantki zaskakuje etnicznym kolorytem tworzonym przez kalimbę przenikającą się z dźwiękiem fortepianu. Nadal jednak zachowany jest podniosły charakter oryginału, ale temat pojawia się dopiero pod koniec utworu. Płytę kończy przewrotny, pastiszowy, tętniący współczesnym groove’em Five O’Clock Foxtrot.

Vein zaproponowało inteligentną grę z dziełami Ravela, choć nie brakuje tu oryginalnych pomysłów, to są one logicznym rozwinięciem języka muzycznego kompozytora.


Autor: Marek Romański

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm