Wytwórnia: Muzeum Historii Żydów Polskich 001

Gela;
Yankiel’s Lid;
Margolit L.;
Polin;
The Street of Crocodiles

Muzycy: Tomasz Stańko, trąbka; Ravi Coltrane, saksofon; David Virelles, fortepian; Dezron Doug­las, kontrabas; Kush Abadey, perkusja


Polin

Tomasz Stańko

  • Ocena - 5

Zarówno występ kwintetu Stańki we wtorek 28 października w Warszawie na skwerze Willego Brandta przy Muzeum Historii Żydów Polskich, jak i płyta (z nagraniem studyjnym) to wydarzenia niezwykłe i zaskakujące. Stańko – przypomnijmy – jest autorem muzyki do ekspozycji Muzeum Powstania Warszawskiego (album „Wolność w sierpniu” 2005) i ten fakt zapewne nie pozostał bez wpływu na decyzję kierownictwa Muzeum Historii Żydów Polskich, w wyniku której powstała płyta „Polin” (Polin to „Polska” w języku jidysz i hebrajskim, w którym znaczy również „tutaj spocznij”). 

Można sobie wyobrazić dzieło któregoś z kompozytorów współczesnych napisane na tę okazję, z udziałem sporego aparatu wykonawczego, z dzwonami, z odpowiednio dobranym tekstem, nawiązaniami, kontekstami i wyraźnie sugerowaną czy wręcz opowiadaną treścią. Tymczasem ten rodzaj jazzu, jaki uprawia od lat Tomasz Stańko, jest jak najdalszy od jakiejkolwiek celebry, niełatwy gdy podjąć próbę jego interpretacji lub – co gorsza – próbę wytłumaczenia słuchaczom tego, co „autor miał na myśli”.

Jest to muzyka wysoce emocjonalna, ale znów – zapewne nie na zasadzie projektowania odczuć samego twórcy, ale raczej wyzwalania owych uczuć u odbiorcy, albo jeszcze inaczej – tworzenia wyjątkowej przestrzeni, która sprzyja niekiedy bardzo osobistej refleksji. Tak było w wypadku „Litanii”, „Wolności w sierpniu”, spotkań z Szymborską i późniejszego albumu „Wisława”, tak będzie zapewne z muzyką z płyty „Polin”. Mamy tu kwintet (okazjonalny? jednorazowy?) z Ravim Coltrane’em na saksofonie tenorowym i Davidem Virellesem – już znanym ze wspólnych koncertów i nagrań ze Stańką – na fortepianie. W sekcji na kontrabasie 33-letni Dezron Douglas, wychowanek i pupil Jackie’ego McLeana, współpracujący m.in z takimi muzykami, jak Kenny Garrett, Cyrus Chestnut i kwartetem Raviego Coltrane’a. Na perkusji przedstawiciel sceny waszyngtońskiej Kush Abadey.

Tytuł pierwszego utworu to Gela, od imienia Geli Seksztajn, żydowskiej malarki, która w swoim ostatnim liście z warszawskiego getta przewidziała powstanie w Warszawie żydowskiego muzeum, i w pewnym sensie dzięki niej ono istnieje („spełniamy tę ostatnią wolę” – pisze dyrektor Muzeum 

Dariusz Stola). Temat refleksyjny, wolny, prowadzony w unisonie trąbki i saksofonu, zbudowany na bazie interwałów kwinty i sekundy, dojmująco obsesyjny, z solami Coltrane’a i Virellesa. Wyraźne echa poetyki hard bopu, co będzie się przewijać praktycznie przez całą płytę, tym bardziej, że Stańko przyzwyczaił nas przez wiele lat do wyłącznie kwartetowego brzmienia swej formacji. 

Utwór drugi, Yankiel’s Lid, w zdecydowanym tempie, z mocnym wejściem trąbki. Fraza lapidarna, zdawkowa, myśl jak to u Stańki zawarta w kilku dźwiękach zaledwie i rasowy tenor Coltrane’a idący chwilami w kierunku free (przedęcia), co przejmuje najpierw Virelles, uszlachetniając akcję zdumiewającą w swym pięknie harmonią, a potem Stańko charakterystyczną dla niego chrapliwą czy wręcz krzyczącą trąbką. Są chwile w tym utworze, gdy na myśl przychodzi apogeum z Astigmatic Komedy...

I utwór trzeci, Margolit, od imienia 20 miesięcznej Margolit Lichtensztajn, o której w ostatnim liście pisze Gela („Nie proszę o pochwały, lecz tylko o zachowanie pamięci o mnie i o mojej córeczce”). Początek ad libitum, gdzie na tle repetycji fortepianu trąbka i tenor prowadzą długą, wewnętrznie złożoną, zagadkową, pełną niepokoju myśl tematyczną, co stanowi zaledwie wstęp do partii improwizowanych o wyrazistym pulsie swingowym. Doskonałe solo Stańki, potem Coltrane przypominający chwilami energetyczną frazę swego wielkiego ojca, zwarte solo Virellesa i coda, będąca powtórzeniem dramatycznego wstępu. Pięknie pomyślana, zwarta i przejrzysta forma tego utworu, chyba jednego z najlepszych, jakie napisał Stańko w ostatnich latach.

Ale błyskotliwie brzmi także kolejna kompozycja, tytułowa Polin, w szybkiej dynamicznej narracji, której bazę tworzy rozedrgana sekcja Douglas-Abadey. Najpierw Stańko, a potem już bez fortepianu Coltrane, po którym z kolei Virelles w szalonych sekwencjach akordowych zbliża się do jazzu Cecila Taylora. Czytelna, zwięzła coda kończy tę efektowną kompozycję.

I finał, Ulica krokodyli od tytułu jednego z piętnastu opowiadań cyklu „Sklepy cynamonowe” Bruno Schulza, („Gdzie rzeczywistość pokazana jest jako pogranicze jawy i snu..”). I znów na swój sposób pogodny wstęp ad lib (tp + ts), przygotowujący improwizowaną sekwencję tego utworu z kapitalnym kontrapunktem Stańki i Coltrane’a. Zwolniona, powstrzymywana akcja, którą kończy głęboko refleksyjna trąbka solo.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że to nie jest po prostu kolejna płyta Tomasza Stańki, i to nie tylko ze względu na wyjątkowe zadanie, jakiego się podjął. Formacja kwintetu z partnerem formatu Raviego Coltrane’a stworzyła nową jakość i nowe wyzwanie dla Stańki, który działa w takich okolicznościach na najwyższych obrotach. Ciekawe, czy będzie jeszcze szansa posłuchania tego składu muzyków w przyszłości? 

Autor: Tomasz Szachowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm