Wytwórnia: ECM 2198/99

Rio

Keith Jarrett

  • Ocena - 5

CD 1 – Parts  I – VI
CD 2 – Parts VII – XV
Muzycy: Keith Jarrett, fortepian

9 kwietnia br., w Teatrze Municypalnym Rio de Janeiro, Keith Jarrett zagrał na fortepianie recital autorski. To oczywiście nie był jego debiut solistyczny, Jarrett wykonuje solowe koncerty od kilkudziesięciu lat. I nieodmiennie nimi wzrusza. Ale też i zaskakuje. Jego koncepcje stylistyczne, formalne i interpretacyjne są nieprzewidywalne. Kompiluje i rozwija wszelkie możliwe techniki twórcze i wykonawcze. Sięga, z jednej strony, do bluesa, straight piano, gospel i bebopu, ale też, z drugiej, do free i awangardy klasycznej. Jednak zawsze filtruje je i modyfikuje zgodnie ze swoją osobowością. A także w zgodzie z własną, wydaje się nieograniczoną, wyobraźnią. Osiągnął już status jednego z najważniejszych filozofów i kreatorów muzyki improwizowanej. I stale poszerza horyzonty estetyczne.

Teraz zarejestrował kolejne swoje dokonanie – kompozycję złożoną z kilkunastu części, własną quasi suitę zaprezentowaną w piętnastu, zróżnicowanych pod względem stylistycznym i autonomicznych w wyrazie, fragmentach. Utwór ten, firmowany przez wytwórnię ECM i wyedytowany w postaci dwóch krążków, wydaje się być nowym odczytaniem dotychczasowych preferencji i fascynacji artysty. Stanowi swoiste kompendium aktualnych przemyśleń Jarretta.

Prologiem dzieła jest część utrzymana w koncepcji punktualistycznej i kontrapunktycznej. Zagrana z energią w szybkim tempie przywołuje na myśl alegorię muzyki serialnej. Zaraz po niej pojawia się wolna, pełna ekspresji forma nawiązująca klimatem i przesłaniem do koncepcji twórców postromantycznych. Kolejny, stabilny pod względem rytmicznym, fragment w metrum 3/4 zarzuca już klasyczne odwołania, a prezentuje czysto jarrettowskie odczytania pewnych ustaleń w nurtach popowych i soulowych. Część czwarta z kolei, oddaje swoisty hołd  wielkim pianistom jazzowym. Utrzymana w charakterze ballady, łączy cechy stylistyki Oscara Petersona z figuracją typową dla Jarretta.

Następny rozdział kompozycji sięga do koncepcji najsilniej kojarzonych z Keithem. Sięga bowiem do jego własnych sposobów kształtowania linearnych improwizacji w oparciu o repetytywnie budowaną pulsację w głosie basowym. Wszystko to interpretowane jest w perspektywie modyfikowania niektórych rozwiązań rhythm and bluesa i gospel. Pierwszą płytę kończy fragment o jeszcze innych odwołaniach, tym razem etnicznych, bliskowschodnich.

Drugi kompakt otwiera spokojna część utrzymana w nastroju nostalgicznym. Dużą rolę odgrywa w niej przestrzeń i stałe rubato w warstwie agogicznej. Pogodny walczyk następnego fragmentu przełamuje wywołany przed chwilą klimat zamyślenia. W niebanalny sposób łączy barokową ornamentykę z instrumentalną piosenką. Z kolei pasaże części dziewiątej przywołują zarówno idee impresjonistyczne, jak i… dalekowschodnie.

Rozdział dziesiąty prezentuje ogromne możliwości wirtuozowskie Jarretta. Zbudowany z szybkich przebiegów melodycznych w obu rękach stanowi alegorię każdej twórczości awangardowej. Przełamuje  ją archetypiczny blues, źródło estetyczne kolejnego fragmentu. Dwunasta część powraca do klasycznej pianistyki i sięga do zamysłów brahmsowskich. Smutna piosenka, kolejna odsłona kompozycji, w paradoksalny sposób podtrzymuje wyraz fragmentu poprzedniego. Przerywa ów klimat rhythm-and-bluesowa impresja, pełna emocji, ale też dojrzałego spokoju. Całość suity zamyka eteryczna, dość pogodna w wyrazie, forma. Sugeruje niejako postawę pogodzenia się z losem i radości z życia.

Myślę, że nie muszę podkreślać, iż została też wykonana na poziomie dostępnym tylko niewielu wybrańcom improwizującym. Najnowszy album Keitha Jarretta odbieram jako jego zaktualizowany manifest muzyczny. Pochwałę życzliwości, zrozumienia i pogody ducha. Pozycja obowiązkowa w każdej płytotece.
 

Autor: Piotr Kałużny

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm