Wytwórnia: ACT 9881-2 (dystrybucja GiGi)

Spem in alium
O virga ac diadema
Profundis
Concerto for Viola and Orchestra
Bogurodzica
Miserere
Repetition
Longing
Miracle
Jardin

Muzycy: Adam Bałdych, skrzypce, skrzypce renesansowe; Krzysztof Dys, fortepian, preparowane pianino, toy piano; Michał Barański, kontrabas; Dawid Fortuna, perkusja, crotales & gran cassa


Sacrum Profanum

Adam Bałdych Quartet

  • Ocena - 5

Już sam tytuł tej płyty inspiruje, by spojrzeć na historię muzyki globalnie i bez uprzedzeń. Tradycyjny, obowiązujący przez wieki podział muzyki na sakralną i świecką zwolna został zastąpiony przez podział na „poważną” i najogólniej rzecz biorąc „rozrywkową”, gdzie zwyczajowo umieszcza się również jazz. Ale współcześnie już wiemy, że podziału ostrego nie ma, i w części „profanum” mieści się często więcej „prawdy, dobra i piękna” niż w niejednej produkcji z założenia „poważnej”. Temat jest fascynujący sam w sobie i mający ogromne znaczenie dla tych muzyków, którzy działają na pograniczu gatunków. Wydaje się, że ich grono, zwłaszcza w Europie, w tym w Polsce, znacznie się powiększyło, a ich dokonania od lat prezentują głównie dwie wytwórnie niemieckie – ECM i ACT.

Adam Bałdych, po okresie młodzieńczej fascynacji jazz-rockiem, od ładnych kilku lat świadomie działa na owym pograniczu, adaptując dla potrzeb muzyki improwizowanej bądź to wybrane utwory klasyczne, bądź samą stylistykę lub jej elementy, czego świetnym przykładem była nagrana wspólnie z izraelskim pianistą Yaronem Hermanem płyta „New Tradition”. Również jego kompozycje, z założenia przecież „jazzowe”, stanowiące punkt wyjścia do improwizacji, noszą w sobie pewien wyraźny rys europejski, co słychać w prowadzeniu frazy i w harmonii, gdzie zwroty bluesowe czy bopowe pojawiają się śladowo.

W części pierwszej płyty „Sacrum Profanum” umieszczone zostały opracowania utworów (czy ich wybranych fragmentów lub motywów) Thomasa Tallisa, Hildegardy von Bingen, Sofii Gubaiduliny i Gregorio Allegriego, a także prastarej polskiej Bogurodzicy. Część druga, czyli utwory od numeru 7 do 10, plus wkomponowany w przesłanie części pierwszej Profundis to kompozycje Bałdycha.

Już Spem in alium Tallisa demonstruje staranność obu aranżerów (Bałdych i Krzysztof Dys) w dekompozycji oryginału. Niespieszna majestatyczność, najpierw partii fortepianu, potem improwizujących skrzypiec staje się początkiem narracji całej płyty. Co nie znaczy, że całość toczy się wyłącznie w konwencji largo, bo już w utworze drugim (Hildegarda von Bingen) powtarzalna figura z udziałem renesansowych skrzypiec pizzicato wyzwala energię o znacznie wyższym potencjale. Jest timing, jest intensywność i zagęszczenie akcji, jest kulminacja, jest jazz.

Profundis Bałdycha muzycy nie odpuszczają. Najpierw mocne solo fortepianu, potem skrzypiec z silnym wsparciem motorycznej perkusji. Gubaidulina? Doprawdy nie dociekałem, jaki fragment Koncertu altówkowego został tu poddany obróbce, bo punktualistyczne igraszki tworzą z tego opracowania zupełnie nowy utwór! Swoją drogą już w tym momencie można dojść do wniosku, że płyta jednak jest wymagająca i na swój sposób erudycyjna. Jeśli bowiem oczekujemy od jazz-fanów uczęszczających na koncerty znajomości przynajmniej podstawowych standardów, to w wypadku tej płyty powinni znać przynajmniej kanon (a nawet więcej) muzyki klasycznej!

Kolejnym utworem jest Bogurodzica, bodaj najważniejszy motyw w historii muzyki polskiej. Podoba mi się, że nie ma tu celebry, całość idzie w tempie, w ładnym duecie fortepianu z basem i tu warto podkreślić bardzo dobre, zbalansowane solo fortepianu, potem skrzypiec (zanotowałem: „nie ma rozterek, jest pewność decyzyjna”). Ale zniuansowane, refleksyjne klimaty powracają w Miserere Allegriego, utworze prowadzonym w bardzo wolnym tempie, który poprzedza Repetition Bałdycha. Świetna kompozycja, zbudowana na powtarzanej szybkiej figurze, która przygotowuje błyskotliwe sola, najpierw skrzypiec, potem fortepianu. Ale bohaterami tego utworu są także Michał Barański i Dawid Fortuna, których gra tworzy intensywny, rozbiegany, niespokojny, ale jednocześnie absolutnie kontrolowany groove. Energetyka, timing, improwizacje. Znów prawdziwy jazz.

I gdzieś w tym momencie płyty mamy kulminację, potem – poprzez Longing, Miracle of 87 aż do Jardin następuje stopniowe uspokojenie akcji i wyciszenie. W Jardin pozostają tylko skrzypce (renesansowe?) w partiach pizzicato i w grze akordowej.

Dylemat, czy sacrum czy profanum, towarzyszy historii muzyki od samego początku i współcześnie staje się pretekstem do konfrontowania ze sobą najróżniejszych postaw twórczych, czego dowodem jest choćby realizowany od wielu lat w Krakowie festiwal pod taką właśnie nazwą. Gatunki czy przyporządkowania stylistyczne stają się mniej istotne, choć muszą funkcjonować choćby po to, byśmy my, piszący, mogli je jakoś nazywać. Muzycy kierują się erudycją i intuicją, zwłaszcza ci improwizujący, i od trafności ich wyborów zależy powodzenie tych działań. Spoglądając wstecz na dorobek Adama Bałdycha odnoszę wrażenie, że gra w tej chwili z najlepszym zespołem, jaki udało mu się stworzyć w ostatnich latach, a album „Sacrum Profanum” jest jedną z najlepszych płyt jazzowych, jakie ukazały się w ostatnim okresie.

Autor: Tomasz Szachowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm