Wytwórnia: BCD Records

First Flight  5:12
Bye Wood  6:26
Song for My Brother  4:16
Something About  4:55
Away From You  6:20
No More  7:59
Starting Point  6:36
Village Blues  3:48
Taniec Laureńki  4:35
Sylwia  6:38
Mr. Cogito  6:30

Muzycy: Patrycjusz Gruszecki, trąbka, flugelhorn; Kajetan Galas, organy Hammonda; Zbigniew Lewandowski, perkusja


Something About

Patrycjusz Gruszecki

Patrycjusz Gruszecki: Something About

Autorem płyty „Something About”, którą otrzymają nasi prenumeratorzy, jest Patrycjusz Gruszecki. Młody trębacz swój czas dzieli pomiędzy własne projekty (Kwintet, Kwartet, Trio), grę w jazzowo-hip-hopowym zespole Bibobit i… współpracę z byłym wokalistą grupy Genesis, Szkotem Rayem Wilsonem. O nowej płycie, drodze artystycznej i wielu innych sprawach opowiada w telefonicznym wywiadzie.

Trębacz z Lubina

Pochodzę z Lubina na Dolnym Śląsku. Po wielu latach wyjazdów i pomieszkiwania w różnych stronach wróciłem na stare śmieci i tutaj założyłem rodzinę.

W domu było kilka winyli, które odgrzebałem i słuchałem na okrągło. Między nimi znalazłem Orkiestrę Thada Jonesa i Mela Lewisa, zauroczyła mnie bez reszty, kompletnie zwariowałem na punkcie tej muzyki. W naszym regionie jest silna tradycja orkiestr górniczych, jako małe dziecko biegłem do nich i przede wszystkim interesowały mnie trąbki.

Nieco później pokochałem muzykę reggae – Twinkle Brothers czy Daab, te dźwięki mam do dzisiaj w głowie i nadal mnie inspirują. W miarę dorastania poznawałem rozmaitych trębaczy – potrafiłem jako 12-13-latek pojechać stopem do Wrocławia i tam, na ulicy Świdnickiej, kupowałem za uzbierane tygodniówki wszelkie dostępne kasety jazzowe. Brałem w ciemno wszystko, na czym było napisane „jazz”. Los chciał, że w ten sposób trafiały do mnie takie klasyki jak Art Blakey & Jazz Messengers, Benny Golson, Woody Shaw, czy Freddie Hubbard. Mam te kasety do dzisiaj. Moim mistrzem zawsze był, jest i będzie Woody Shaw i jego harmoniczne podejście do gry na trąbce, będące kontynuacją myśli Coltrane’a. Wielką inspiracją jest dla mnie także Kenny Wheeler i niesamowita melodyjność, liryczność wręcz jego frazy.

Szkołę zaczynałem od akordeonu, ale zupełnie mi to nie szło, kompletnie się do tego nie nadawałem. Potem przeszedłem skrócony dwuletni kurs na trąbce i przyjęto mnie do szkoły średniej w Legnicy. Koniecznie chciałem studiować u Piotra Wojtasika, więc na studia wyjechałem do Katowic. Konkurencja była ogromna, zdawałem pięć razy nim w końcu się dostałem.

Miałem okazję pracować z takimi muzykami jak Maciej Sikała, Grzegorz Nagòrski, Piotr Wojtasik, Adam Wendt, Jerzy Głòwczewski, Piotr Baron i wieloma innymi. Miałem też szczęście dorastać wspólnie z całą generacją znakomitych młodych muzyków, dzięki nim także rozwijałem się, dojrzewałem jako artysta. Należą do nich m.in. Paweł Kaczmarczyk, Paweł Tomaszewski, Ania Stępniewska-Gadt, Krzysztof Kiljański.

Orkiestry, orkiestry

Orkiestry były bardzo ważne w moim życiu. Nim jeszcze zacząłem studia, współpracowałem z Jerzym Szymaniukiem i jego Old Friends Orchestra. Dzięki niemu mogłem poznać aranże bigbandowe, również Thada Jonesa. W tym zespole poznałem Zbyszka Lewandowskiego, z którym obecnie gram w trio. Współpracowałem też z Big Bandem Uniwersytetu Zielonogórskiego, z tym zespołem zdobyłem nawet główną nagrodę na Złotej Tarce w 2003 r., a także nagrodę indywidualną na festiwalu big bandów w Nowym Tomyślu.

Grałem na ulicy, na nadmorskich plażach, zbierałem pieniądze do futerału. Kiedyś, dzięki uprzejmości ówczesnego dyrektora Teatru Muzycznego w Gdyni, ćwiczyłem w garderobie i usłyszał mnie tam Leszek Możdżer. Zaprosił mnie do zespołu, z którym realizował przedstawienia musicalowe. Dzięki temu brałem udział w wystawieniu musicalu „Hair”, a później „Snu nocy letniej”. To było cenne doświadczenie pod względem artystycznym, ale też finansowym – dzięki tej pracy mogłem opłacać studia zaoczne.

Na własny rachunek

W 2006 roku, jeszcze podczas studiów, założyłem swój kwintet, w którym grali: Paweł Tomaszewski lub Rafał Stępień na fortepianie, Przemysław Florczak na saksofonie tenorowym, Andrzej Zielak na kontrabasie i Michał Heller lub Krzysztof Gradziuk na perkusji. Z tym zespołem zdobyłem kilka nagród, m.in. „Złotego Krokusa” na Krokus Jazz Festival w Jeleniej Górze i wyróżnienie na Bielskiej Zadymce Jazzowej. Pisałem na ten skład utwory – zresztą komponowałem właściwie od czasu, kiedy w ogóle zacząłem się zajmować muzyką na poważnie. To u mnie naturalny proces – żyję muzyką cały czas, po prostu zbierają się w mojej głowie pomysły, siadam i po 10-15 min. mam napisaną kompozycję. Oczywiście na początku są to tylko tematy i pewne rozwiązania harmoniczne, później dopracowujemy to na próbach.

Wśród nagród, które dostawałem na różnych konkursach, największe znaczenie mają dla mnie te, przyznawane moim autorskim projektom, szczególnie jeśli dotyczą również moich kompozycji. To wielka motywacja, by pisać coraz więcej. Dzięki temu teraz, po nagraniu debiutanckiego albumu, nadal mam w szufladzie materiału na jeszcze co najmniej jeden krążek.

W 2008 powstał mój kwartet, złożony z muzyków z Gorzowa Wielkopolskiego i Szczecina. Impulsem do jego powstania był występ w Gorzowie z pianistą Michałem Wróblewskim. Zaprzyjaźniłem się wtedy z takimi ludźmi jak pianista Mariusz Smoliński, kontrabasista Krzysztof Ciesielski i perkusista Irek Budniak – wszystkich zaprosiłem do zespołu. Wtedy też – przy pomocy jeszcze kilku kolegów – stworzyłem nowe aranżacje utworów Zbyszka Wodeckiego. Zagraliśmy trzy próby ze Zbyszkiem, bardzo podobały mu się te aranże i zdecydował, że będziemy dalej współpracować. Niestety, początkowo trudno mu było znaleźć wolny termin, a później wszystko przerwała jego śmierć.

Gram też w zespole Bibobit, projekcie basisty Bartka Pietscha i wokalisty Daniela Moszczyńskiego. To bardzo interesująca grupa łącząca jazz, rap, hip-hop i kilka innych gatunków muzycznych. Koncerty Bibobitu porywają tłumy.

Współpracuję również z zespołem Raya Wilsona – byłego wokalisty brytyjskiego zespołu Genesis. Do tego zespołu zarekomendował mnie saksofonista Marcin Kajper. Wilson mieszka w Poznaniu już od kilku lat, znalazł tu swoją miłość, Małgosię i zaprasza polskich muzyków do swojej grupy. Czuję się bardzo dobrze w tej muzyce, gramy przecież głównie wielkie światowe hity Genesis, które znałem na pamięć zanim jeszcze zacząłem grać z Rayem.

To świetny, w pełni profesjonalny zespół, musi być taki, bo przecież tworzymy zaplanowany do ostatniego szczegółu show. Kończy się jeden utwór i już nabijamy rytm następnego, wszystko musi być precyzyjnie zagrane, ale emocje też bywają niesamowite.

Something About

Przez całe życie szukałem własnego, indywidualnego brzmienia. Dotyczy to zarówno brzmienia trąbki i flugelhornu, na których gram, jak i soundu zespołowego. Zakochałem się w Hammon­dzie po wysłuchaniu płyty „Unity” Woody’ego Shawa, na tym instrumencie grał tam Larry Young. Później zagrałem koncert z Wojtkiem Karolakiem, który jest wspaniałym hammondzistą. Za perkusją siedział wówczas Zbigniew Lewandowski. To doświadczenie było dla mnie bardzo ważne, bo chciałem założyć zespół, w którym moja trąbka spotka się z Hammondem i bębnami Zbyszka. Trudno mi znaleźć jakiś inny zespół o składzie Hammond/trąbka/perkusja – zazwyczaj dodaje się do niego jeszcze gitarę albo saksofon.

Mój kolega z Kwintetu Paweł Tomaszewski zarekomendował Kajetana Galasa, jako hammondzistę z krwi i kości. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Sesja nagraniowa mojego materiału odbyła się w studiu w Lubrzy, realizatorem był Łukasz Olejarczyk, świetny, bardzo doświadczony fachowiec, który zna też dobrze studio w Lubrzy, realizował również płytę Bibobitu. Nim weszliśmy do studia, spotkaliśmy się w trio na próbie, zagraliśmy kilka koncertów z tym materiałem i dopiero wtedy zaczęliśmy pracę nad płytą.

Nagranie poszło jak z płatka – w studiu spędziliśmy tylko siedem godzin. Poprawek było niewiele, część utworów zaakceptowaliśmy już po pierwszym take’u. Zależało nam na spontaniczności i żywej, jazzowej muzyce. Dlatego z góry założyliśmy, że nie będzie żadnych nakładek i dogrywek.

To bardzo osobista płyta. Te utwory pisałem przez 10 lat. Każdy z nich ma związek z moim życiem codziennym, są też jakby kroniką mojego muzycznego rozwoju. Song for My Brother napisałem dla Billy’ego Harpera. On o tym nie wie, ale jego sposób konstruowania utworów wywarł na mnie ogromny wpływ. Mr. Cogito – często ludzie pytają mnie, czy to jest temat inspirowany „Panem Cogito” Herberta. Recenzenci doszukują się tam jakiejś ideologii, a tymczasem prawda jest zupełnie inna. W Lubinie znajduje się mała knajpka Pan Cogito, spędziłem tam kiedyś piękny wieczór z moją ówczesną narzeczoną, a obecnie żoną. Po powrocie do domu napisałem prosty modalny temat oparty na dwóch funkcjach harmonicznych, który szybko zaczął być grany przez kolegów saksofonistów i trębaczy. Sylwia to temat zadedy­kowany mojej żonie. Taniec Laureńki napisałem dla mojej małej córeczki, która uwielbia tańczyć. Nie gram tam solówki, żeby nie rozpraszać Laureńki w tańcu. Bye Wood – to osobiste pożegnanie z Woodym Shawem.

Tytuł „Something About”, co można przetłumaczyć jako „coś w temacie”, odnosi się między innymi do tego, że choć tematy są dość proste, to wszystkie utwory na płycie mają idiom jazzowy. Zarówno Levandek, jak i Kajetan, to muzycy mocno zakorzenieni w tradycji jazzowej, ja też nie potrafiłbym napisać utworu inaczej niż w idiomie jazzowym. Jest tu też inne przesłanie – w tych utworach jest całe moje życie, rozmaite sytuacje, osoby, które miały na mnie wpływ. Wiem, że moi muzycy również traktują te nagrania bardzo osobiście. W tym sensie to opowieść o wszystkim i takie jest również znaczenie tego tytułu – something about… everything.

Na razie nie planujemy jakiejś dłuższej trasy koncertowej z tym materiałem, ale chcemy dawać po kilka występów w każdym miesiącu. Na żywo dzieją się między nami magiczne rzeczy, ponieważ tematy dają dużo miejsca do indywidualnej ekspresji. Każdy koncert jest zupełnie inny, za każdym razem słychać nowe rzeczy. Mam kilku znajomych, którzy jeżdżą na nasze koncerty, znają doskonale ten materiał, ale czasami mówią, że nie są w stanie rozpoznać utworów. Bywa też tak, że utwór, który na jednym koncercie trwa trzy minuty, na innym trwa minut kilkanaście. Nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Bardzo lubię też momenty, kiedy Levandek i Kajetan zostają sami, bo jest między nimi niesamowita chemia.

Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, bardzo lubimy się spotykać, grać ze sobą. Szykuję już materiał na kolejną płytę z zaproszonymi gościnnie wokalistami. Mam nadzieję, że napisane przeze mnie piosenki pozwolą mojej muzyce dotrzeć do szerszej publiczności.

Taki jest mój plan…

Rozmawiał: Marek Romański

Kup najnowszy numer JAZZ FORUM 9/2017


  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm