Songs Without Words

Jurek Jagoda Trio

Muzycy: Jurek Jagoda, fortepian, keyboard; Marek Ałaszewski, bas; Paweł Gębicki, perkusja

JUREK JAGODA TRIO: Songs Without Words

W naszym środowisku jazzowym „Jagoda” funkcjonuje od lat jako przezwisko pianisty Andrzeja Jagodzińskiego. Ale oto objawił się prawdziwy Jagoda, też pianista i kompozytor – Jurek Jagoda, lider tria, które nagrało niedawno debiutancki album pt. „Songs Without Words”. Zwiastunem tego albumu jest wydany pod takim samym tytułem krążek, który otrzymują teraz  prenumeratorzy JAZZ FORUM.

W redakcji zjawia się trzydziestokilkuletni gość, nie wyglądający wcale na debiutanta...

JAZZ FORUM: Czy to rzeczywiście Pana debiut?

JUREK JAGODA: W pewnym sensie tak. Długo przymierzałem się do tego nagrania. W 2007 roku zrobiłem solowy projekt „Adrenaline”, z rozpaczy, dusiłem w sobie tyle pomysłów, chciałem koniecznie coś zrobić, pokazać na zewnątrz. Wszystko od początku do końca przygotowałem w swoim studiu projektowym, zagrałem trochę na gitarze, trochę na klawiszach. Ale „Songs With­out Words” to moje pierwsze profesjonalne przedsięwzięcie.

Powstaniu tego projektu nie przyświecała chęć zaistnienia na scenie, przebicia się, powstał on raczej z potrzeby wewnętrznej, spełnienia się. Być może jest to początek jakiejś nowej drogi; czas pokaże, czy płyta zacznie żyć własnym życiem.

JF: Jej tytuł  – pieśni bez słów – sugeruje, że jest to muzyka instrumentalna.

JJ: Wszystkie kompozycje są mojego autorstwa, mają wyraźnie zarysowaną linię melodyczną i zwartą formę. Tematy nie są pretekstem do rozwlekłych, przegadanych improwizacji. Chciałbym, żeby ta muzyka przynosiła ludziom przyjemność.

JF: To pierwsza próba własnej twórczości?

JJ: Ten projekt dojrzewał od dłuższego czasu. Muzyka to jest coś, z czym się urodziłem, zawsze miałem łatwość do pisania melodii, tworzenia kompozycji, mam dużo tego. To jedno z moich większych marzeń. Mam plany na kolejne projekty i chciałbym je realizować.

JF: Kiedy powstał zespół?

JJ: Pod koniec 2007 roku, a więc istnieje już ponad dwa lata, od początku w tym samym składzie: fortepian, bas, perkusja.  Generalnie pochodzę z Gdańska, przyjechałem do Warszawy kilka lat temu szukając nowych możliwości.

Nagle pojawiłem się znikąd, nie mam historii, nie jestem nastolatkiem, mam 37 lat. Prowadzę pracownię multimedialną – design, scenografia, projekcje wideo. Miałem już szkic tego projektu muzycznego, poszukiwałem ludzi do grania. Pewnego dnia spotkałem Marka Ałaszewskiego w jakiejś agencji reklamowej. Okazało się, że Marek, który jest ode mnie o rok młodszy, gra na gitarze basowej w zespole swego ojca, legendarnym Klanie. Zaproponowałem mu, żeby przyłączył się do mojego zespołu, ale na kontrabasie.

Potem trafiłem do Opery Narodowej, gdzie pracowałem w dziale scenografii. Poznałem tam perkusistę Pawła Gębickiego. To muzyk wykwalifikowany, skończył Akademię Muzyczną na wydziale perkusji w Warszawie, jest członkiem orkiestry Opery Narodowej, a także muzykiem sesyjnym, współpracuje w różnymi zespołami.

I koło się zamknęło. Powstało to, co jest. Trochę spóźniony był to zapłon, ale można różnymi rzeczami zajmować w każdym etapie życia... Ważna jest energia.

Jeśli zaś chodzi o formalne wykształcenie, to skończyłem tylko podstawową szkołę muzyczną, w Gdańsku. Tak się potoczyło, że przerwałem edukację, uczyłem się potem muzyki na własną rękę, indywidualnie, słuchałem płyt, starałem się wypracować własny język, własną interpretację.

JF: Najważniejsze inspiracje?

JJ: Cała spuścizna. Mam dużo starsze rodzeństwo – wychowałem się na muzyce rockowej, jak Led Zeppelin czy Jimi Hendrix. Ale słuchałem też Billa Evansa, Lalo Schifrina, oczywiście Keitha Jarretta w trio z Garym Peacockiem i Jackiem DeJohnette’em.

JF: A szkoła skandynawska? Esbjörn Svensson, Tord Gustavsen? Fortepian Torda też śpiewa, muzyka jego tria jest bardzo skupiona, ma spokój wewnętrzny, szeroką przestrzeń...

JJ: Na ogół cała muzyka powstaje z ciszy, wyłączenia się, z pewnego stanu medytacji. A to, czego słucham, z czym obcuję, na pewno na mnie oddziaływuje, nie uciekam przed tym, ale też nie analizuję – to się dzieje gdzieś w podświadomości.

JF: W triu fortepianowym to fortepian nadaje ton, decyduje o muzyce, sekcja rytmiczna ma zadanie wspomagające, dopełnia brzmienie, podkreśla harmonię, trzyma rytm.

JJ: W naszym zespole podejście to ewoluuje. To dopiero pierwsza płyta, zbudowaliśmy coś, zaczynamy mieć wspólny język.  Ale z upływem czasu to się zmienia. Nie chcę przesadnie się eksponować, ale to ja byłem tą osobą, która to wymyśliła, miałem pomysł, znalazłem ludzi, którzy zechcieli ze mną to realizować, dołączyli do mnie. I tak zaczęła się nasza wspólna przygoda.

JF: Ile macie już za sobą koncertów?

JJ: Pierwszy koncert daliśmy w 2008 roku w CDQ na ul. Burakowskiej w Warszawie. Dwa miesiące później gościliśmy w Radiu Gdańsk. Ślad tych koncertów jest na płycie dołączonej do JAZZ FORUM. Graliśmy też w Piano Barze przy ul. Chmielnej w Warszawie i dwa razy w Tygmoncie, na górnej i dolnej sali. Ponownie zagramy w Tygmoncie 23 marca, a 14 kwietnia w Blue Note w Poznaniu. Trasa się wydłuża... Nasz album jest w sprzedaży, dystrybucją zajmuje się Fonografika.

JF: Na albumie jest dwanaście utworów, wszystkie mają angielskie tytuły.

JJ: Na pewno opowiadają jakąś historię, tytuły te sugerują pewne obrazy z mego życia. Reszta jest dźwiękiem, emocją, każdy zinterpretuje po swojemu.

JF: Połowa tych utworów znalazła się na krążku dla prenumeratorów.

JJ: To przedsmak tego, co można znaleźć na płycie. Jako bonus dodaliśmy dwa utwory zarejestrowane podczas naszych koncertów na żywo. Z tym że tam muzyka jest elektryczna, gram na electric piano, którego dźwięk został przetworzony przez filtry i przystawki.

JF: Brzmienie zespołu to jednak sound akustyczny. Macie podejście bardzo rockowe, dynamiczne, widzę tu analogie do E.S.T. i The Bad Plus.

JJ: Może dlatego, ze częściowo wychowałem się na muzyce rockowej, a częściowo na jazzie. Na żywo nasze brzmienie jest jeszcze bardziej ekspresyjne.  Na niektórych koncertach, np. w Centrum Łowicka, spotęgowaliśmy ten efekt wprowadzając wizualizacje, projekcje obrazów graficznych na dużym ekranie, dym. Odbieram sygnały, że nasza muzyka się podoba, dostałem wiele maili.

Chciałbym, żeby każdy następny projekt był inny, żeby był nowym wyzwaniem. Mam w zanadrzu wiele jeszcze utworów, na większe składy. Dużo się tego uzbierało. Może jeszcze uda mi się czymś zaskoczyć.

www.jurekjagoda.com

Rozmawiał: Paweł Brodowski

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm