Transformation; I Got Lost in His Arms; Michelle; Magic and Music; Echo; Simply Beautiful; Unconditional Love; Wistful; Crayola; Soul Talk; Mosaic Triad; Insomniac; Show Me a Sign; Sisters on the Rise (A Transformation)

Muzycy: Terri Lyne Carrington, perkusja, instr. perkusyjne, śpiew; Geri Allen, fortepian, syntezatory; Dee Dee Bridgewater, Dianne Reeves, Nona Hendryx, Carmen Lundy, Cassandra Wilson, Shea Rose, Gretchen Parlato, śpiew; Anath Cohen, klarnet, klarnet basowy, saksofon sopranowy; Angela Davis, recytacja; Sheila E., instr. perkusyjne, śpiew; Esperanza Spalding, kontrabas, śpiew; Helen Sung, fortepian, syntezatory; Tineke Postma, saksofony altowy i sopranowy; Patrice Rushen, fortepian, syntezatory; Ingrid Jensen, trąbka, fluegelhorn, efekty dźwiękowe; Mimi Jones, kontrabas; Chia-Yin Carol Ma, skrzypce; Heiley Niswange, flet; Linda Taylor, gitary

The Mosaic Project

Terri Lyne Carrington

  • Ocena - 5

Pisać o płytach jak ta, to wielka radość. Radość tym większa, że łączy mnie z albumem „The Mosaic Project” miłość od pierwszego zasłuchania.  Ale widać, że nie mnie jednego album znakomitej perkusistki i jej nie mniej znakomitych koleżanek, zauroczył. Absolutnie zasłużona nagroda Grammy, jak i entuzjastyczne recenzje, to najlepsze rekomendacje. Wybitne instrumentacje standardów i coverów, ze zjawiskowym beatlesowskim Michelle na czele, ukazują, jak dojrzałą artystycznie wizję przedstawiła nam szefowa tego całego swingującego zamieszania. Ale jak by tego było mało, pięć z czternastu kompozycji to dzieło liderki, muzyka pierwszego sortu. Zdumiewa tutaj jej charakter – przepraszam za określenie – ale jest to bardzo męskie granie, dynamiczne i soczyste, zero uproszczeń.

Sięgając po ten krążek nie wiedziałem, że został nagrany jedynie przez przedstawicielki płci pięknej, więc zaskoczenie już po wysłuchaniu i po wczytaniu się w informacje na okładce było zdwojone. Posłuchajcie choćby Magic and Music z liderką również w roli wokalistki bądź prawdziwą perłę albumu – Echo (znakomita kompozycja Bernice Johnson Reagon, artystki i działaczki na rzecz  praw obywatelskich), aby stwierdzić bez odrobiny przesady, że formacja pani Carrington osiąga pełnię brzmienia najlepszych, balansujących między akustycznym a elektrycznym jazzem, dokonań Wayne’a Shortera czy Herbie’ego Hancocka. I jest to ocena bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej.

Sama Carrington mówiła w jednym z wywiadów, że tworzenie tej płyty było jak malowanie obrazu bądź układanie mozaiki z rozmaitych kolorów i elementów. Każda z zaproszonych artystek jest tak silną twórczą osobowością, że właściwe wyważenie, znalezienie klucza do stworzenia zwartej całości, a nie popisu dwóch dziesiątek artystycznych indywidualności, okazało się największym wyzwaniem dla liderki.

I nie poszła tutaj na spontaniczne wykorzystanie potencjału niespotykanej formacji, ale w sposób wyważony użyła tych barw, by stworzyć formę. Nie wyróżniam tutaj którejkolwiek z dam, bowiem wszystkie pokazały to, co potrafią czynić najlepiej. Może warto tylko odnotować wspaniałą grę na trąbce Ingrid Jensen, wirtuozerię i wszechstronność specjalistki od klarnetów i saksofonów Anat Cohen (prywatnie siostra trębacza Avishai Cohena) oraz rewelacyjnie operującą we wszelkich konwencjach gitarami Lindę Taylor.

Co tu ukrywać, bez zmysłu lidera i wnikliwego producenta samej Carrington album ten nie byłby sensowną układanką ale – być może – zlepkiem pomysłów podpisanym wielkimi nazwiskami. A tak mamy coś, co śmiało mogę określić słowami – dzieło absolutne.

Autor: Piotr Iwicki

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm