Wytwórnia: Studio Realizacji Myśli Twórczych

Poszukiwacze zaginionej frazy; U Michała; Kropelki; Alikot; Z poniedziałku na wtorek; Stompin’ at the Savoy; Cheese Cake; My Love and I (Love Song from „Apache”); J.J. Dixie; I Remember Clifford

Muzycy: Robert Majewski, flugelhorn, trąbka (1-9); Jan Ptaszyn Wróblewski, saksofon tenorowy (6, 7); Henryk Miśkiewicz, saksofon altowy (1, 2, 4); Andrzej Jagodziński (1-7), Wojciech Majewski (8-9), fortepian; Adam Cegielski, kontrabas (1-7); Czesław „Mały” Bartkowski, perkusja (1-7)

Recenzję opublikowano w numerze 1-2/2017 Jazz Forum.


Tribute To Henryk Majewski

Robert Majewski

  • Ocena - 5

Oto jazz piękny i mocny, doskonale zagrany przez znakomitych muzyków, wszelkie myślenie krytyczne nie ma tu racji bytu, a dla mnie najważniejszy jest sam zamysł, intencja i koncepcja tej płyty – hołd Henrykowi Majewskiemu. To mój druh i mentor, „Burmistrz” dla muzyków, którzy z nim grali, „Papa” – nie tylko dla synów Roberta i Wojciecha. Już ponad 10 lat minęło odkąd odszedł Henio Majewski, ale jego duch nadal jest z nami, pozostała też muzyka, a zwłaszcza tak dobrze mi znane jego kompozycje: mainstreamowy swingulans U Michała, poświęcony Ali Majewskiej i jej kotu Alikot, czy wolny blues Z poniedziałku na wtorek, które pamiętam z brawurowych wykonań Swing Session.

Pozostałe utwory na tej płycie także nawiązują do stylu ostatnich zespołów Henryka Majewskiego, szczególnie kompozycje jego starszego syna, również trębacza Roberta: hard-bopowy temat Poszukiwacze zaginionej frazy, urocza, wzruszająco zagranaballada Kropelki. Stompin’ at the Savoy to jeden z jego ulubionych standardów, pochodzący ze wspólnych projektów Henryka Majewskiego i Ptaka Wróblewskiego, podobnie jak Cheese Cake Dextera Gordona. Zachwycił mnie sposób, w jaki młodszy syn Henryka, Wojtek, zaznaczył swoją obecność w tych nagraniach. Love Song fromApache” zaczyna się od niespodziewanej zmiany stylu – klasyczna pianistyka, wyrafinowane harmonie, skriabinowska sonorystyka – po długim solowym preludiowaniu nagle z pomrocznej aury wyłania się quasi-dixielandowy J.J. Dixie, stride piano z „wiosłem” w lewej ręce, dziarska trąbka, robi się jaśniej, weselej, niemalże tanecznie. Na koniec ascetycznie zagrany w duecie (tp + piano) I Remember Clifford. Jeszcze jeden ukłon dla Henryka, a Robert i Wojtek grają tak, że robi się mokro w oczach i ciepło na sercu.

Mam nadzieję, że muzycy tak wspaniale obecni na tych nagraniach wybaczą mi, że nie będę teraz ich oceniał, bo musiałbym zająć się pracowitym dzierganiem superlatyw. Pozwolę sobie na osobiste refleksje, wspomnienie z wielu nocnych biesiad z Heniem Majewskim „przy muzyce o sztuce i życiu”, które dzięki rozmaitym „uzgadniaczom” nigdy nie były bezproduktywne. Jeżeli jazz jest sztuką, to czy wyżyny artyzmu są dostępne wyłącznie dla wykonawców? Czy słuchacz (krytyk muzyczny) może być również artystą? Odpowiadam twierdząco, o ile w trakcie słuchania przyjmiemy postawę… drugiego pilota, czy też nawigatora, albo… rybaka-wędkarza, a nawet poławiacza pereł. W slangu jazzmanów występuje termin „vehicle”, oznaczający modelowe formy tematów (head) – 12 taktów bluesa, 32 takty AABA itp., które pozwalają na „odjazdy” i „odloty” w kolejnych chorusach improwizacji.

Na tych nagraniach mamy właśnie takie ulubione „wehikuły” Henryka Majewskiego – 32 takty formy łukowej U Michała, Alikot, Poszukiwacze zaginionej frazy, Cheese Cake, ballady: Kropelki i I Remember Clifford. Temat Alikota brzmi jak kontrafakt bebopowej matrycy, na początku Stompin’ at the Savoy pojawia się kontrafakt tego tematu, a dopiero potem właściwa melodia. Słuchając improwizacji Roberta Majewskiego nie staram się uchwycić ptaka w locie, ale mogę spróbować im towarzyszyć. Podążam więc za Ptaszynem, który tu leci wysoko, ale nie odlatuje, szybuję obok Henryka Miśkiewicza, przelatuję z Andrzejem Jagodzińskim przez znane i nieznane rejony, swinguję z Adamem Cegielskim i Czesławem Bartkowskim.

A cóż mam powiedzieć jako rybak, który się nieźle obłowił? W sieci same grube ryby, nie jakieś tam szprotki, a na dodatek mnóstwo prawdziwych perełek. Powstrzymam się od dalszych dywagacji i – by na koniec ująć krótko – zapraszam na ucztę mistrzów, do słuchania z odświętną radością. Będę wracał do tych nagrań – to wyjątkowy dar losu, tak jak moje przeszłe peregrynacje z Henrykiem Majewskim i jego muzyką.

Autor: Janusz Szprot

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm