Aktualności
Prof. Zbigniew Religa w Tygmoncie
fot. Jan Rolke



ŻEGNAJ PROFESORZE

Marek Gaszyński



Zmarły w pierwszej dekadzie marca Profesor Zbigniew Religa, był nie tylko wspaniałym człowiekiem, doskonałym lekarzem i mądrym politykiem – był też wielkim sympatykiem dobrej muzyki, a jazzu w szczególności.

Poznaliśmy się w latach  70. na jednym z koncertów polskiej muzyki w wiedeńskim Mariotcie, organizowanym przez tamtejszą polonię. W gwarze polskich piosenek, zagłuszani przez orkiestrę Staszka Fiałkowskiego, pomiędzy piosenkami zespołu Wawele, rozmawialiśmy przy długim, zatłoczonym barze o swingowym jazzie.
Wtedy poznałem jego muzyczne gusta – przede wszystkim Ellington, ale także Basie, Glenn Miller, Ella Fitzgerald i Louis Armstrong, także Frank Sinatra i Bing Crosby. Chcieliśmy nagle, tu i teraz usłyszeć Stompin’ at the Savoy, One O’Clock Jump, czy C-Jam Blues, i przy pomocy tych standardów cofnąć się w lata naszej młodości.

Po roku spotkaliśmy się w tym samym Mariotcie i w tym, samym Wiedniu ponownie. I znów orkiestra Fiałkowskiego, atmosfera cesarstwa, długi hotelowy bar i złota whisky w szklankach. Tym razem mówiliśmy o polskim big-beacie, niezapomnianych latach 6o. Okazało się, że Profesor słucha nie tylko jazzu – także polskich piosenek rock and rollowych, tak bliskich memu big-beatowemu sercu. Z pamięci wymieniał tytuły utworów śpiewanych przez Karin Stanek, Wojtka Kordę, Kasię Sobczyk i Czesława Niemena. W Wiedeńskim Mariotcie zabrakło nam ich, ale mimo to dobiegająca zza szeroko otwartych drzwi muzyka dyskotekowa, która wtedy zdominowała świat, nie zepsuła nam dobrego nastroju.

Mijały lata, z Profesorem spotykaliśmy się przeciętnie raz w roku, i na jakiś oficjalnych bankietach, czy na konferencjach prasowych zawsze znaleźliśmy chwilę czasu na rozmowę o muzyce.

Naturalnie zaprosiłem Profesora na promocję mojej książki o jazzie „Fruwa Twoja Marynara: Lata czterdzieste i pięćdziesiąte – jazz, dancing, rock and roll” pod koniec 2006 roku do Tygmontu. Przyszedł do naszego klubu, siadł przy stoliku w pierwszym rzędzie, bo tacy jak on – najlepsi – powinni siadać właśnie w pierwszych rzędach. I razem z nami słuchał jak Duduś i Tatarak grali nieśmiertelne standardy.

Marek Gaszyński




  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm