Aktualności
fot. Terje Mosnes

Special thanks from Mirosław Carlos Kaczmarczyk to Terje Mosnes for the permission to use his interview with Jan Erik Kongshaug, as well as to Arild Andersen, Arve Sigvaldsen, Jacob Young, and Marcin Wasilewski.





Zmarł Jan Erik Kongshaug

Mirosław Carlos Kaczmarczyk



5 listopada 2019 odszedł po długiej chorobie legendarny inżynier dźwięku, współtwórca brzmienia ECM

Poniżej amieszczamy artykuł o Janie Eriku Kongshaugu opublikowany w listopadowym numerze JAZZ FORUM 10-11/2019. Jego autorem jest Mirosław Carlos Kaczmarczyk, jeden z naszych czołowych gitarzystów, lider polsko-norweskiej formacji Loud Jazz Band, który od ponad 20 lat mieszka w Oslo.

JAN ERIK KONGSHAUG
Czarodziej dźwięku z Rainbow Studio

Mirosław Carlos Kaczmarczyk

Jan Erik Konshaug – norweski muzyk jazzowy, gitarzysta, kompozytor, inżynier dźwięku. Syn gitarzysty Johna Kongshauga, urodził się 4 lipca 1944 roku w Trondheim. Już w dzieciństwie, na początku lat 50., zaczął grać na akordeonie, od 1958 roku na gitarze, a od 1964 również na basie. Studiował na wydziale elektroniki na Politechnice w Trondheim. Od drugiej połowy lat 60. pracował jako inżynier dżwięku w studiach nagraniowych w Oslo: w Arne Bendiksen Studio (1967 - 1974), Talent Studio (1974 - 79), a także w Nowym Jorku. W 1984 założył w Oslo własne Rainbow Studio. Zarejstrowaał ponad 4000 płyt, w tej liczbie ok. 700 wydanych przez ECM.

Wyruszyłem z początkiem września tego roku na poszukiwanie odpowiedzi na pytanie – kto jest twórcą brzmienia ECM? W ogólnej świadomości miłośników jazzu funkcjonują dwie wybitne osobowości: szef niemieckiej firmy, producent Manfred Eicher i norweski reżyser dźwięku Jan Erik Kongshaug. Ich nazwiska figurują na większości okładek płyt działającej od pół wieku wytwórni. Naszym marzeniem było przeprowadzenie wywiadu z Kongshaugiem. Niestety, ze względu na ciężki stan jego zdrowia, takie spotkanie nie mogło dojść do skutku, rozmowa wykluczona.

Kim jest Konshaug, jaka jest jego rola w tworzeniu „najpiękniejszego brzmienia powyżej ciszy”, jakie są jego dokonania i konkretne zasługi? Z tymi pytaniami zwróciłem się do przedstawicieli norweskiej sceny muzycznej. Przyszli z pomocą Arild Andersen – basista z pierwszego składu kwartetu Jana Garbarka, Jacob Young – młody gitarzysta ze stajni ECM, producent muzyczny Arve Sigvaldsen z Talent Studio i dziennikarz muzyczny Terje Mosnes. Swoimi uwagami podzielił się też nasz pianista Marcin Wasilewski.

Kongshaug w różnych wypowiedziach wielokrotnie podkreślał, że ECM sound to przede wszystkim zasługa samych muzyków, którzy pojawiali się na sesjach tej wytwórni. „Nie pomagają żadne pogłosy, ani studia nagraniowe z topowym sprzętem, jeśli nie będzie tego najważniejszego – wybitnych muzyków z ich specyficzną wrażliwością, tego, co nazywamy potocznie talentem.”


Sesja „Solstice” w Bendiksen Studio, grudzień 1974: Jan Garbarek, Eberhard Weber, Manfred Eicher, Jan Erik Kongshaug, Ralph Towner, Jon Christensen, fot. Terje Mosnes

Manfred Eicher i Jan Erik Kongshaug spotkali się po raz pierwszy w 1970 roku podczas sesji Kwartetu Jana Garbarka, której owocem stał się wydany przez ECM album „Afric Pepperbird”. Arild Andersen, który w tej sesji brał udział, wspomina, iż to perkusista Jon Christiensen polecił Jana Erika i studio, w którym pracował. Nagranie płyty zaczęło się właściwie gdzie indziej, w Høvikodden (centrum sztuki współczesnej), ale zbyt duży ambient studia nie satysfakcjonował Eichera. Została umówiona nocna sesja w Arne Bendiksen Studio. I właśnie drugi dzień tej sesji przyniósł materiał wydany na przełomowej płycie ECM. Warunki studia wymusiły w pewnym sensie ustawienie kontrabasu i perkusji blisko siebie. Ale zamiast prób separowania instrumentów Jan Erik i Manfred wyczuli szansę stworzenia „nowego brzmienia”.

Sam Arild Andersen też miał w tym swoją rolę. Jego kreatywny styl grania na kontrabasie pasował do koncepcji równouprawnienia wszystkich instrumentów. A może brzmienie ECM to nie tylko duży pogłos, ale przede wszystkim brak podziału na solistę i sekcję akompaniującą? Wszystkie instrumenty aktywnie uczestniczą w formowaniu muzyki, bez podziałów na role pierwszo- i drugoplanowe.


Arild Andersen i Jan Erik Kongshaug na otwarciu drugiej wersji Rainbow Studio, fot. Espen Kongshaug

W wywiadzie Terje Mosnesa dowiadujemy się, jakie były właściwie początki w położonym na strychu Arne Bendiksen Studio. Sesje nagraniowe były często przerywane ze względu na hałas windy. Zostało zamontowane urządzenie, które zatrzymywało windę, gdy taśma była w ruchu i szło nagranie. Zdarzało się, że mieszkańcy musieli czekać nieraz kilka minut stojąc w windzie. Jan Erik stał się ekspertem cięcia taśmy żyletką i podklejania jej z drugiej strony, gdy zdarzała się potrzeba ratowania take’u.

W 1970 roku zaczęły się zmiany na lepsze. Pojawił się świetnie zadbany fortepian Steinway A, Rupert Neve mikser, ośmiośladowy magnetofon Lyrec i EMT pogłos. W konsekwencji coraz częściej zaczęli się pojawiać słynni pianiści: Keith Jarrett, Chick Corea, Bobo Stenson, Paul Bley i Steve Kuhn, a później i inni wybitni instrumentalisci, jak np. Gary Burton czy Ralph Towner.

Jan Erik i producent płytowy Arve Sigvaldsen zapalają się do pomysłu stworzenia większego studia. W 1974 roku w dawnych zakładach mechanicznych Kampen (dzielnica Oslo) powstaje Talent Studio. Interesujący się nowinkami technicznymi Jan Erik był szczęśliwy z zakupu bardzo zaawansowanego na tamte czasy miksera Helios (24 ślady).

ECM przeniosło swe nagrania do Talent Studio. To właśnie tam powstał album Pata Metheny’ego „Watercolors” (nagrany w składzie: Eberhard Weber, Lyle Mays, Danny Gottlieb). Swoje płyty nagrali tam m.in. Egberto Gismonti i Nana Vasconcelos. Po kilku latach, w 1979 roku, Jan Erik zdecydował się z powodów rodzinnych na powrót do Trondheim, skąd pochodził on i jego żona. Pozycja, którą już sobie zbudował, dała mu możliwość pracy w charakterze freelancera. W okresie do 1985 nagrywał około 15 razy w słynnym nowojorskim studiu Power Station.

Częste podróże spowodowały jednak z czasem chęć poszukiwania stałego miejsca pracy. W 1984 roku wraz z małą grupą zapaleńców zbudował własne Rainbow Studio w dzielnicy Oslo, Grünerløkka. Tam zdefiniowało się już na poważnie tzw. brzmienie Rainbow – ECM sound.

Jakie było wyposażenie tego studia? Najpierw 24-śladowy Soundcraft mikser, później w 1986 roku cyfrowy 32-śladowy magnetofon Mitsubishi. Sony 48-śladowy zajął później jego miejsce w 1990. Następnie przez chwilę był tam angielski mikser DDA, w 1994 pojawił sie Harrison, najbardziej zaawansowany analogowy, cyfrowo kontrolowany mikser. Stoi tam do dziś. Od roku 1998 rRainbow używało Pro Tools.


Mistrz przy konsolecie w Rainbow Studio, 2015, fot. Terje Mosnes

Jak był styl pracy Jana Erika? Dlaczego jest tak wysoko ceniony? Słynny reżyser dżwięku przeznaczał bardzo mało czasu na testowanie pojedynczo instrumentów. Już w momencie ich strojenia i ustawiania, lekkiej rozgrzewki czy przegrywania pierwszych fraz utworów, zwinnie poruszał się między reżyserką i studiem. Przesuwał nieznacznie mikrofon, biegł do reżyserki posłuchać, po chwili wracał, aby coś skorygować. Po kwadranesie, góra pół godziny sesja nagraniowa była już w toku. „Tape is rolling” – te słowa z reżyserki mobilizujące muzyków utkwiły w pamięci Marcina Wasilewskiego. Po wejściu do Rainbow Studio miał już ustawione doskonałe brzmienie fortepianu. Mógł zająć się tylko muzyką. Te komfortowe warunki są znakiem firmowym Jana Erika. Pierwsze przegrywanie utworu szło już przy włączonym nagrywaniu. Pierwsza próba okazywała się bardzo często tym najlepszym podejściem. Czytając wywiad Terje Mosnesa możemy dowiedzieć się także, do jakich płyt czuje Kongshaug największy sentyment, to Keith Jarrett „Personal Mountains”, Keith Jarrett/Gary Peacock/Jack DeJohnette „Standards In Norway”, Yellowjackets „Greenhouse”, Pat Metheny Group „First Circle”, Egberto Gismonti „Infancia”.

Wszyscy moi rozmówcy byli zgodni – Jan Erik Kongshaug to dżentelmen. Jako reżyser dźwięku, muzyk i człowiek. Norweski reżyser dźwięku jest teraz już na emeryturze, swoje Rainbow Studio odsprzedał dwa lata temu. Jest w tej chwili bardzo poważnie chory. Z tego własnie powodu nie mógł odebrać od Króla Norwegii orderu zasługi...

Mirosław „Carlos” Kaczmarczyk

Sprostowanie od redakcji: W artykule Mirosława „Carlosa” Kaczmarczyka opublikowanym w wydaniu papierowym listopadowej edycji JAZZ FORUM 10-11/2019, na stronie 43, przez pomyłkę, zamiast fotografii grającego na gitarze Jana Erika Kongshauga, zamieściliśmy fotografię innego norweskiego gitarzysty – Jacoba Younga.
Przepraszamy!





  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm