Coda
fot. Show the Show

Grzegorz Grzyb

Paweł Brodowsi


Wybitny perkusista zginął w wypadku drogowym na ulicy w Warszawie 23 lipca 2018 roku.

Grzegorz Grzyb potrącony przez samochód podczas porannego treningu kolarskiego na ul. Modlińskiej. Miał 46 lat.

Od najmłodszych lat był miłośnikiem jazzu i kolarstwa. Tym dwóm pasjom oddawał się bez reszty. Kolarstwo wyczynowe było jego hobby, muzyka – i hobby, i zawodem. Poruszał się w dwóch różnych światach, które istniały obok siebie. Kolarze, z którymi się ścigał, przezywali go „Perki” – wiedzieli, że jest perkusistą, ale chyba nie zdawali sobie sprawy, jak wielkim. Był jednym z najwybitniejszych drummerów polskiego jazzu, wirtuozem swojego instrumentu. Grając z wieloma różnymi zespołami, uczestnicząc w niezliczonych jam sessions, Grzegorz Grzyb trzymał rytm i time żelazną ręką, ale też dawał sobie upust w atomowych, dynamicznych solach, którymi porywał publiczność.

Przez prawie 25 lat był członkiem Kwintetu Zbigniewa Namysłowskiego, a lider tego zespołu jest bardzo wymagający, jego kompozycje mają złożoną formę i zaskakujące, skomplikowane podziały metryczne, ale Grzegorz był niezawodny, wywiązywał się ze swojej roli wspaniale. Przez te wszystkie lata zmieniała się obsada zespołu, ale perkusista był wciąż ten sam – niezawodny, niezastąpiony.

Przez ostatnie osiem lat grał również – równolegle – w legendarnej grupie jazz-rockowej Laboratorium, która przy jego udziale przeżywała drugą młodość. Właśnie z „Laborką” zagrał ostatni koncert w życiu, na festiwalu jazzowym w Saulkrasti na Łotwie, 21 lipca, dwa dni przed śmiercią.



fot. Marek Śmietański

Urodził się 2 listopada 1971 w Stargardzie Szczecińskim. Muzyką pasjonował się od najmłodszych lat. Zarówno jego ojciec, jak i starszy brat byli perkusistami. Ojciec był pierwszym nauczycielem, brat wzorem do naśladowania. W domu „leciała” na okrągło muzyka z jazzowych płyt. Przyszły adept bębnów wsłuchiwał się, jak grają dawni mistrzowie: Buddy Rich i Gene Krupa – to od nich przejął skłonność do długich, spektakularnych solówek, w późniejszym okresie jego idolami byli wirtuozi muzyki fusion: Dave Weckl, Vinnie Colaiuta, Dennis Chambers.

Mając 11 lat Grzegorz ćwiczył po kryjomu w podstawowej szkole muzycznej, ale formalnej nauki nie podjął. Grywał w domach kultury, zaczynał od punk rocka. W wieku 15 lat zafascynował się kolarstwem. „Stwierdziłem, że chcę być kolarzem zawodowym i nic innego nie będę robić. Moja matka zmarła, gdy miałem pięć lat, a ojciec 10 lat później. Opiekowała się mną starsza siostra i to ona w końcu zabroniła mi jeździć na rowerze” – mówił przed laty w wywiadzie dla JAZZ FORUM (Monika Brzywczy, 2001).

Muzyka okazała się mimo wszystko silniejsza. Przez trzy lata Grzegorz grał w kolejowej orkiestrze dętej, kolejne trzy w zespole estradowym. Współpracował też z grupą jazzową Young Division, z którą wystąpił na Jazz Juniors. Podczas służby wojskowej grał w orkiestrze dętej w Stargardzie i w zespole reprezentacyjnym 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie.

Na Warsztatach Jazzowych w Chodzieży w 1989 roku poznał takich muzyków jak Piotr „Bocian” Cieślikowski i Bogdan Hołownia, którzy namówili go, by przeniósł się do Warszawy. Tomek Gąssowski, z którym podzielał fascynację Jaco Pastoriusem, wciągnął go do zespołu Set Off. Przez dwa i pół roku Grzegorz grał jeszcze w Szczecinie z zespołem saksofonisty Marka Kazany. „To był jeden z największych odjazdów muzycznych, jakie udało mi się przeżyć. Granie free zainspirowane Erikiem Dolphym i Ornette’em Colemanem. Graliśmy w każdy poniedziałek w klubie Pinokio”. W Warszawie nawiązał kontakt z gitarzystą Brandonem Furmanem. Z Maciejem Strzelczykiem nagrał pierwszą w życiu płytę: „Music For M.” (1995).

Na przełomie roku 1994/95 zajął miejsce Cezarego Konrada w Kwintecie Zbigniewa Namysłowskiego, w którym pozostał przez następne ćwierć wieku, do końca życia, grając niezliczone koncerty, w kraju i za granicą. Płyty nagrane z zespołem Namysłowskiego to najważniejszy dorobek jego kariery: „Dances” (1997), „3 Nights” (1998), „Mozart Goes Jazz” (1999), „Standards” (2003), „Assymetry” (2006), „Nice And Easy” (2008) i tę ostatnią „Polish Jazz! Yes!” (2016). Uczestniczył chyba we wszystkich organizowanych przez Namysłowskiego Jazz Campingach na Kalatówkach. Do Zakopanego przyjeżdżał z Warszawy na rowerze.

Równolegle współpracował  z Arturem Dutkiewiczem (z którym w 2015 r. odbył tournee po Indonezji, Australii i Nowej Zelandii), z Ryszardem Borowskim nagrał albumy „The Nights Of Flutes” i „Mariage”, z zespołem Oxen Grzecha Piotrowskiego („Nexo”), grał w zespole The 3-trio z Mirkiem Wiśniewskim i Darkiem Krupą, wchodził w ko­laborację z muzykami rockowymi, z zespołem Szwagierkolaska („Luksus”, „Kicha”), ze Zbigniewem Hołdysem („Hołdys.com”, 2000), Edytą Górniak („EKG”, 2007), z Filipem Sojką i Krzysztofem Misiakiem utworzył zespół 3 Jazz Soldiers, grał w reaktywowanym Klanie. Ta lista świadczy o jego wszechstronności i otwartości na różne gatunki muzyczne.


fot. Janusz Grzywacz

*

Środowisko jazzowe pożegnało Grzegorza Grzyba na uroczystości żałobnej 6 sierpnia w Kościele Pokamedulskim na Bielanach. Odśpiewano sześć Psalmów Dawida, które przeplatane były utworami instrumentalnymi w wykonaniu różnych konfiguracji muzyków. Grali dla Grzegorza: Krzysztof Woliński, Maciej Strzelczyk, Piotr Rodowicz, Artur Dutkiewicz, Jerzy Małek, Krzysia Górniak, Krzysztof Ścierański, Janusz Grzywacz, Marek Stryszowski i Bernard Maseli. Zestaw perkusyjny Grześka stał przed ołtarzem. Na poduszce przed trumną przyznany pośmiertnie przez Prezydenta RP Złoty Medal Zasługi.

Przemawiali proboszcz Wojciech Drozdowicz, prezes PSJ Piotr Rodowicz, Zbyszek Hołdys oraz Darek Banaszek, były prezes Polskiego Związku Kolarstwa. Na uroczystość przyjechał na rowerach cały peleton kolarzy – kolegów z Rondo Babka Team, z którymi od 20 lat trenował i ścigał się „Perki”. Przed kościołem przejmującym tremolem na werblach żegnali zmarłego przyjaciele perkusiści: Krzysztof Dziedzic, Marcin Jahr, Łukasz Żyta i Grzegorz Poliszak.

Grzegorz Grzyb pochowany został nazajutrz w rodzinnym Stargardzie. Żegnaj, Grzesiu, tam gdzie teraz jesteś, jam session nigdy się nie kończy.

Paweł Brodowski



Zobacz również

Andrzej Mitan – pożegnanie

Awangardowy wokalista, performer i promotor sztuki zmarł 4 listopada 2018 w swoim domu w… Więcej >>>

Tadeusz Federowski

Nestor polskich perkusistów jazzowych zmarł w Warszawie 31 sierpnia 2018 roku.  Więcej >>>

Aretha Franklin

Królowa soulu zmarła na raka trzustki 16 sierpnia br. w Detroit. Miała 76 lat. Więcej >>>

Jacek Mazur

Saksofonista, klarnecista i wokalista Jazz Band Ball Orchestra zmarł 11 lipca 2018. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu