Książki

Jacek Niedziela-Meira „Jam session”, Wydawnictwo Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego, Wrocław 2018. Stron 325, format 21 x 23 cm.

Recenzja opublikowana w JAZZ Forum 4-5/2018


Jam Session

Krystian Brodacki


Najnowsze dzieło kontrabasisty Jacka Niedzieli-Meiry recenzuje Krystian Brodacki.

Jacek Niedziela-Meira, fantastyczny kontrabasista, lubi zaskakiwać: już to jako poeta na swych płytach łączących jazz z wierszami („Jazzowe poetycje”, „Historia roku minionego” i „Zjesienniony”, plus tomik „Zjesienniony”), już to jako historyk i socjolog , autor księgi „Historia jazzu” w stu odsłonach, już to jako pisarz-beletrysta i pedagog (powieść „Modrzewie siwieją na rudo”), wreszcie teraz jako jazzowy analityk, historyk oraz kulturo- i językoznawca w jednej osobie – w książce „Jam session”, której zrecenzowania podjąłem się nieopatrznie.

Najnowsze dzieło profesora Jacka jest w istocie rzeczy zbiorem kilku książek, z których każdą należałoby wydać oddzielnie i oddzielnie omawiać. Mając do dyspozycji niewiele miejsca na łamach JAZZ FORUM, z konieczności ograniczyłem się do tych wątków, które zafrapowały mnie najbardziej, inne tylko wzmiankując.

Jakie tematy porusza Niedziela-Meira pod nieco asekuracyjnym wspólnym tytułem „Jam session”? Na pierwszy ogień idzie szkic o „jazzowym” języku jive. Potem mamy prezentację wyników ankiety, jaką niegdyś przeprowadziła słynna baronowa Nica De Koenigswarter w amerykańskim środowisku jazzowym, prosząc o odpowiedź na tylko jedno pytanie: „Gdybyś mógł podać trzy życzenia, które miałyby się natychmiast spełnić, jakie by one były?”.

Kolejne dwa rozdziały zawierają zestawienie wszystkich dorocznych ankietczytelników publikowanych w opiniotwórczym periodyku „Down Beat” w latach 1936-2013 (oraz od 1953 także ankiet krytyków). Rozdział „oko – ucho” rozważa fundamentalne różnice w podejściu do życia i kultury białych i czarnych Amerykanów, a wcześniej – Europejczyków i Afrykańczyków. Autor stara się wykazać, że w historii i kulturze czarnej społeczności USA jazz odegrał szczególnie ważną rolę.

Rola Luizjany i Kreoli we wczesnym okresie historii jazzu są tematem następnego rozdziału – potencjalnej książki. Rola ogromna! Tę tezę autor buduje na solidnym fundamencie faktograficznym, pozostawiając wszelako nierozstrzygniętą kwestię, czy Kreole byli Murzynami. Kolejna „książka w książce” dotyczy bluesa i zakresu tematycznego tekstów bluesowych, w rozbiciu na rozmaite obszary opisywanej w nich rzeczywistości – jak kłopoty życiowe, samotność, kataklizmy, pokusy, życie za kratami, wędrówki, religia, seks oraz taniec (jest wykaz tańców „bluesowych”) i muzyka. Każdy z tych obszarów ilustruje autor typowymi bluesowymi lyrics; szkoda tylko, że ich nie tłumaczy, a jedynie je omawia: wszak ta książka nie jest chyba przeznaczona tylko dla amerykanistów! Kolejny rozdział-książka – „Muzyka jazzowa w literaturze afroamerykańskich pisarzy XX wieku” jest szczególnie bliski memu sercu, o czym za chwilę.

W rozdziale VIII Niedziela-Meira kreśli sylwetkę Milesa Davisaw okresie jego przejścia – by tak rzec – od akustyki do elektryki; wyjaśnia (kontrowersyjnie!) przyczynę tej jego (re)wolty i opisuje (znakomicie!) cechy nowej muzyki Milesa. Potem jest jeszcze rozdzialik poświęcony „głównym postaciom afroamerykańskiej społeczności” – panorama osobistości ze świata sportu, polityki plastyki, literatury, wokalistyki, filmu, które odegrały znaczącą rolę w walce o równe prawa dla „kolorowych”. Wreszcie na sam koniec autor udowadnia, jak wielką rolę w życiu słynnych jazzmanów odegrały kobiety.

Ta książka jest kopalnią wiedzy o genezie i specyfice jazzu i w ogóle – o kulturze afroamerykańskiej, wszelako jej lektura wymaga pewnego wysiłku, a są miejsca w ogóle trudne do przebrnięcia, zwłaszcza dla czytelnika nieobeznanych z podstawową terminologią jazzową, a co gorsza nie znającego języka angielskiego.

Muszę się bezwstydnie przyznać, że rozdziały z ankietami z „Down Beatu” (134 strony!, niemal połowa objętości „Jam session”!) tylko przekartkowałem: tego po prostu nie da się przeczytać, chyba, że ktoś kocha łamigłówki i statystyki. Ale zgadzam się z autorem, że analiza wyników tych ankiet może dać do myślenia i czegoś nauczyć. To benedyktyńskie opracowanie posłużyło Niedzieli-Meirze do sporządzenia wykazów instrumentów i muzyków cieszących się największym uznaniem. w danym roku, lub w danym okresie czasu.

Bardzo wiele daje lektura wypowiedzi muzyków we wspomnianej ankiecie Niki. Autor przytacza tych wypowiedzi mnóstwo (zajmują bitych 15 stron!); są ciekawe, dają bowiem odpowiedź na pytania: kim jest muzyk jazzowy, jakie ma pragnienia, i te przyziemne, i te wzniosłe. Sprawy bytowo-rodzinne zajmują tu poczesne miejsce, a równocześnie potrzeba grania coraz lepiej i podziw dla największych mistrzów jazzu są często artykułowane. Niektóre mają charakter intymnych zwierzeń, np. Art Blakey marzył, aby ożenić się z Niką… Wartość tego zestawienia ankietowych wypowiedzi nieco obniżają zauważone przeze mnie błędy rzeczowe, i tak: Leo Wright jest trębaczem, a nie „wybitnym wokalistą znanym ze swych „jodłujących” wokaliz”. A jodłował Leon Thomas (zmarł w 1999 r.). I drugi „kwiatek”: to nie pianista Barry Harris skomponował „słynny utwór Freedom Jazz Dance”, lecz saksofonista Eddie Harris.

Świat czarnej społeczności na bazie amerykańskiej odmiany języka angielskiego wykształcił jive, własny język – niezrozumiały dla innych, „podziemny”. Przeniknął on czarne środowiska jazzowe, które zresztą go współtworzyły. Niedziela-Meira daje całą masę przykładów języka (raczej chyba slangu) jive, już to przytaczając różne jego idiomy, już to zestawiając w słownik – cenna to inicjatywa. Autor zwraca uwagę na tych jazzmanów, którzy jive uczynili nieodłącznym elementem swej sztuki wokalnej: Caba Callowaya, Fatsa Wallera, czy Slima Gaillarda. Ten ostatni stworzył własny „język”, nazwany przezeń vout-oruni…

Bezcenne są rozważania autora na temat obecności jazzu w literaturze afroamerykańskiej. Miło mi w tym miejscu odwołać się do cyklu mych 21. artykułów o związkach jazzu z literaturą, opublikowanych w dzienniku „Czas Krakowski” w 1993 r. Cykl ten nosił tytuł „W labiryncie”, w domyśle – „W labiryncie jazzu” , postawiłem bowiem wówczas dość skrajną, ale uzasadnioną tezę, iż pisarze wobec muzyki w ogóle, a jazzu w szczególności, czują się niepewnie, jak w labiryncie, gdyż en masse są niemuzykalni, a wyjątki potwierdzają regułę. Uznałem, że tym pisarzem, który stał najbliżej jazzu i umiał o nim pisać, był James Baldwin. Niedziela-Meira zdaje się myśleć podobnie, wszelako wymienia jeszcze jedno (obok wielu innych) niezwykle ważne nazwisko: Toni Morrison. W książkach czarnej amerykańskiej noblistki jazz jest stale obecny, również wtedy, gdy Morrison nie pisze o nim wprost. Ja niestety nie mogłem w moim cyklu posłużyć się przykładem Toni, bowiem w 1993 r. nic o jej twórczości nie wiedziałem.

Teraz dzięki Internetowi mamy dostęp do oceanu informacji w każdej dziedzinie, toteż autor „Jam session” dysponował nieporównanie większą wiedzą niż ja wtedy. Cieszę się, że ktoś podjął temat wzajemnych relacji jazzu i literatury, i to w sposób tak kompetentny, jak Jacek Niedziela-Meira.

Krystian Brodacki



Zobacz również

Rockowisko Trójmiasta

Ważącą ponad 3 kilogramy księgę Stanisława Danielewicza i Marcina Jacobsona recenzuje Leszek Gnoiński. Więcej >>>

Coltrane według Coltrane’a

Stanisław Danielewicz recenzuje książkę, którą opracował Chris DeVito, a przełożył na polski Filip Łobodziński. Więcej >>>

Lady Day śpiewa bluesa

Autobiografię Billie Holiday recenzuje Stanisław Danielewicz. Więcej >>>

DŽEZAKY

Festiwal Bratislava Jazz Days dla słowackich melomanów jest, jak dla nas Jazz Jamboree. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu