Coda

fot. Marek Karewicz

Steve Grossman

Paweł Brodowski


Amerykański gigant saksofonu zmarł w Nowym Jorku 13 sierpnia 2020. Miał 69 lat.

Wielki, ale niespełniony talent, swoje apogeum osiągnął na samym początku kariery, grając w zespołach Milesa Davisa i Elvina Jonesa.

Steve Grossman urodził się 18 stycznia 1951 roku w Nowym Jorku. Wychowywał się na Long Island. Mając osiem lat zaczął uczyć się gry na saksofonie – początkowo na alcie, od 17 roku życia na tenorze. W zespole Milesa grał głównie na sopranie, w kwartecie Elvina wyrósł na tytana tenoru. Ćwiczył obsesyjnie, przyswajając sobie arkana jazzu od swoich idoli, którymi byli przede wszystkim Charlie Parker i John Coltrane. Ukończył Juilliard School na Manhattanie, ale jego najważniejszą szkołą były lofty na Dolnym Manhattanie.

Mając 18 lat, jesienią 1969 roku dostał angaż do zespołu Milesa Davisa, w którym wszedł na miejsce Wayne’a Shortera. Nagle znalazł się w samym epicentrum jazzowego świata. Davis w tym momencie zmieniał kierunek jazzu, z akustycznego mainstreamu na elektryczny jazz-rock i funk. Album „Bitches Brew” był już nagrany, a gdy się ukazał, Grossman brał udział w trasie promującej ten rewolucyjny album. Grał z Davisem (głównie na sopranie) tylko kilka miesięcy, ale w tym okresie uczestniczył w sesjach nagraniowych, które zostały wydane na płytach „Live-Evil”, „Miles Davis At Fillmore”, „Jack Johnson”, „Black Beauty”, „Big Fun”.

W jednym z wywiadów Grossman wspominał, że w zespole Davisa nie wiedział, co grać, że nie czuł się komfortowo z eksperymentalną sekcją Chick Corea-Dave Holland. Na początku 1971 roku postanowił przejść do Kwartetu Elvina Jonesa, w którym spotkał się z kolegami z loftów: Dave’em Liebmanem i kontrabasistą Gene’em Perlą. Z Liebmanem tworzyli jeden z najwspanialszych tandemów saksofonowych tamtych lat.

W wywiadzie dla Jazz Forum (3/2003) Lieb mówił: „Byliśmy wówczas bardzo blisko. Bez przerwy graliśmy razem. Mam chyba z 50 taśm, niekończące się godziny naszych wspólnych grań – tylko on i ja, totalne free, żadnych tematów, wyłącznie John Coltrane i Pharoah Sanders. Ja byłem Pharoahem, a Steve – Coltrane’em. (śmiech) Byliśmy bez reszty oddani tej muzyce. On i ja graliśmy na wszystkich instrumentach – na fortepianie basie, perkusji. Trzymaliśmy się razem. Steve był trzy czy cztery lata ode mnie młodszy, zaczął bardzo wcześnie. Miał osiem czy dziesięć lat, kiedy potrafił już naprawdę grać. Kiedy miał 16, umiał już wszystko… Kiedy obaj znaleźliśmy się w Kwartecie Elvina, powstał z tego połączenia prawdziwy zespół, Elvin był z nami jak szef gangu. To były wspaniałe czasy”.

Już po śmierci Grossmana tak wspomniał Lieb tamte czasy na Facebooku: „Byliśmy na początku lat 70. saksofonistami, o których się mówiło, pierwszym pokoleniem post-coltrane’owskim. Steve był najbardziej utalentowany z „żydowskiej mafii” (Mike Brecker, Bob Berg, Grossman i ja). Graliśmy ze sobą bez przerwy, nawet nocowaliśmy w jednym pokoju… Album Kwartetu Elvina „Live At The Light­house” pozostaje najlepszym świadectwem tego, co reprezentowaliśmy. Steve to był prawdziwy, surowy talent w każdym calu!” To właśnie ten Kwartet usłyszeliśmy w Warszawie na Jazz Jamboree ’72.

W połowie lat 70. Grossman zaczął nagrywać płyty pod własnym nazwiskiem: „Some Shapes To Come” i „Terra Firma” z Janem Hammerem, basistą Gene’em Perlą i perkusistą Donem Aliasem. Z Perlą i Aliasem utworzył trio Stone Alliance.

W 1981 roku po zakończeniu europejskiej trasy z Orkiestrą Gila Evansa, osiadł w Amsterdamie, a następnie przeniósł się do Włoch. Mieszkał w Mediolanie, Rzymie, Bolonii. W 1984 roku wydał album „Way Out East”, którego tytuł był aluzją do „Way Out West” Sonny’ego Rollinsa (w sekcji grali Juini Booth - b i Joe Chambers - dr). W 1991 roku brał udział w ostatnim przed śmiercią koncercie Milesa Davisa w Paryżu. Z Chickiem Coreą i Dave’em Hollandem zagrał All Blues.

Lata 90. przyniosły serię hardbopowych płyt: „Do It” (Barry Harris - p, Art Taylor - dr), „In New York” z McCoy Tynerem na fortepianie, „A Small Hotel” (Cedar Walton - p, Billy Higgins - dr) oraz „Steve Grossman With Michel Petrucciani” (1998). Coraz częściej koncertował w Nowym Jorku. W 2009 roku miał rezydencję w klubie Jazz Standard, nagrał nawet płytę pt. „Homecoming”, której tytuł sugerował powrót syna marnotrawnego w stylu Dextera Gordona z lat 70. Występował w Stanach i Europie, przez jakiś czas mieszkał w Południowej Ameryce.

Pod koniec życia zniknął z estrady, mieszkał na przedmieściach Long Island, utrzymywał się głównie z prywatnych lekcji. Miał coraz większe kłopoty ze zdrowiem. Przyczyną śmierci wielkiego saksofonisty było zatrzymanie akcji serca. 



Zobacz również

Toshinori Kondo

Japoński trębacz, guru awangardowej muzyki improwizowanej zmarł 17 października 2020 w Kawasaki.  Więcej >>>

Eddie van Halen

Amerykański wirtuoz gitary elektrycznej zmarł 6 października 2020 r. w Santa Monica. Miał 65 lat. Więcej >>>

Juliette Gréco

Legendarna aktorka i piosenkarka, muza paryskich egzystencjalistów i… Milesa Davisa, zmarła 23 września 2020. Więcej >>>

Ira Sullivan

Fenomenalny trębacz i saksofonista zmarł 21 września 2020 w Miami na Florydzie w wieku 89 lat. Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu