Coda
fot. Marek Karewicz

Artykuł opublikowany w Jazz Forum 12/2022

Maciej Kossowski

Janusz Szrom


Legendarny wokalista, jazzowy trębacz zmarł 2 listopada 2022 roku w Nowym Jorku.

Wiadomość o śmierci mieszkającego na stałe w Nowym Jorku Macieja Kossowskiego obiegła sieć internetową. Informację tę przekazał nasz rodak, saksofonista Krzysztof Medyna, który także od kilku dekad przebywa za oceanem: „Redakcja jednego z polonijnych magazynów otrzymała list od amerykańskiego obywatela, nowojorczyka, odnośnie Maćka Kossowskiego, byłego muzyka i wokalisty zespołu Czerwono Czarni”.

„Nazywam się Paul Radelat. Od 30 lat byłem przyjacielem i sąsiadem Macieja Kossowskiego. Piszę, aby poinformować was, że zmarł on w zeszłą niedzielę, 30 października, około godziny 13:00 w New York-Presbyterian/Weill Cornell Medical Center na Wschodniej 68 Ulicy na Manhattanie. Zmarł bez rodziny i przyjaciół. Jedynymi ludźmi, którzy go znali, był szpitalny lekarz i ja. Przez ostatnie 10 lat życia stał się pustelnikiem i przez przypadek odkryłem, że byłem jedyną osobą, z którą miał kontakt towarzyski”.

„Kossowski w pewnym momencie odseparował się od polonijnych artystów – mówi ‘Super Ekspressowi’ Krzysztof Medyna. – Zmienił nazwisko i zniknął nam z pola widzenia – wyznał, lecz nie potrafił podać powodu zachowania muzyka, występującego w Stanach pod pseudonimem Michael Cossi”. 

***
Maciej Kossowski, jazzowy trębacz, wokalista, najbardziej znany jest z takich przebojów, jak Agatko pocałuj, Dwudziestolatki czy Wakacje z blondynką. Ten ostatni utwór opisywałem w Księdze Polskich Standardów dla magazynu JAZZ FORUM (6/2018). Podczas pracy nad tekstem kontaktowałem się z Kossowskim, który po otrzymaniu egzemplarza JF z jego piosenką napisał: „Dziękuję za inicjację artykułu do JAZZ FORUM o utworze Wakacje z blondynką. Jest to wartościowy artykuł, zawierający szczegółową analizę utworu i jednocześnie piękny tribute dla pamięci młodych artystów, którzy wzięli udział w tym nagraniu”.

Maciej Kossowski urodził się 11 lutego 1937 roku w Grudziądzu, skąd po latach przeniósł się na Wybrzeże, gdzie uczył się gry na trąbce w Średniej Szkole Muzycznej w Gdańsku. Grał także (jako aktor) w słynnym teatrze studenckim Bim-Bom oraz w cyrku Tralabomba Jazz Band Jerzego Afanasjewa. Dwukrotnie próbował zdać egzamin do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej.

Studiować przyszło mu na Wydziale Filologii Polskiej UMK w Toruniu i w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku. Gry na trąbce uczył się początkowo w Toruniu, grając w zespole jazzowym Combo 7 pod dyrekcja Andrzeja Mroczyńskiego, a potem kontynuował edukację muzyczną w Szkole Muzycznej II st. w Gdańsku.

W latach 1963 - 1967 był solistą legendarnego zespołu big-beatowego Czerwono-Czarni, ale koncertował także z zespołem Tajfuny (1967). Był bardzo sprawnym kompozytorem. Współpracował także jako producent, aranżer i piosenkarz ze „Studiem Rytm”. Jego piosenki nagrywali wówczas Katarzyna Sobczyk, Halina Frąckowiak, Edward Hulewicz, Henryk Fabian, Jacek Lech, Elżbieta Żakowicz, Ala Eksztajn, Maria Figiel, Fryderyka Elkana, zespół Wiślanie 69, Filipinki, ABC, Heliosi…

Wziął udział w filmie telewizyjnym „Koncert na 707 ulic” (reż. Ryszard Pluciński; prem. 1969), wykonując utwór Kto mi to da, a także w programie telewizyjnym „Wariacje na pięć kamer”.

Na przełomie 1968 i 1969 r. zarejestrował dla Programu III PR kilkanaście klasycznych bluesów, w większości z repertuaru legendarnego Huddie’ego Ledbettera. Przedsięwzięciu patronowali Maciej Zembaty i Janusz Bogacki.

„To, że wspaniale śpiewał to wiedzą wszyscy – wspomina Bogacki. – Nie wszyscy jednak wiedzą, że Maciek był bardzo oczytany i interesował się szeroko pojętą sztuką. Szczególnie malarstwem. Kiedy pracowaliśmy nad tymi naszymi bluesami, to już po pracy zasiadaliśmy wspólnie z Zębatym do rozmowy i żywo rozprawialiśmy na przeróżne tematy. Maciej był bardzo ciekawym rozmówcą, bo miał wiedzę wszechstronną. Podczas tych prób szybko okazało się, że jest niezwykle sprawny. Praca szła dwa razy szybciej także dlatego, że znał nuty. Jego charakterystyczna chrypa nie była udawana. Brzmiał w ten sposób także wtedy, kiedy mówił. Bardzo dobrze swingował. Ten nasz projekt nigdy nie został opublikowany na żadnej płycie, a część nagrań została nawet zniszczona w czasie stanu wojennego. Na szczęście robiłem sobie kopie wszystkiego, nad czym pracowałem”.

„Miałem okazję poznać Maćka, kiedy w roku 1965 grałem z zespołem Czerwono-Czarni – wspomina Tomasz Jaśkiewicz. On już tam rządził od dwóch lat, śpiewając własny repertuar, który tworzył dla niego głównie Józef Krzeczek (Agatko pocałuj, Dwudziestolatki). To były świetne numery. On sam wyglądał doskonale, tak na scenie, jak i poza nią. Był ‘dociągnięty’ niemal w każdym calu. Prawdziwe zwierzę estradowe. W moim rozumieniu posiadał zespół cech fizycznych i osobowościowych, które musiały gwarantować sukces w show-biznesie. Bardzo pewny siebie. Jeśli czegoś sobie nie życzył, potrafił to wyartykułować. Był tak doskonały, że można by było nawet przypuszczać, że jest jakby ‘zrobiony’, czy też spreparowany. Jednak był całkowicie naturalny i to też przekładało się na to, jak był odbierany ze sceny. Jego chrypa była całkiem naturalna i w ogóle nie wyczuwało się w nim żadnej sztuczności. A był przecież tak bardzo inny, w porównaniu do pozostałych wykonawców tamtych ‘parcianych’ czasów…

W utworach, które pisał dla niego Krzeczek, a także w tych, które były ‘podebrane’ z repertuaru innych amerykańskich wykonawców, pulsujących w rytm ostrego jive’a (jumpu), czyli zawsze swingującego i takiego, który ‘idzie do przodu’, był po prostu znakomity. No i na dodatek miał wprost czarujący sposób bycia, przez co miał także nadzwyczajne powodzenie u kobiet. A przy okazji był bardzo mądry. Dużo czytał i interesował się wieloma rzeczami, które go otaczały.

Kiedy koncertowaliśmy razem z Czerowono-Czarnymi po NRD i Czechosłowacji, Maciek na tle tamtejszej ‘elegancji’ wyglądał po prostu zjawiskowo (śmiech). Byłem świadkiem, jak ludzie reagowali na niego na zwykłej ulicy, a co dopiero na scenie, w świetle reflektorów. Kiedy przykładał do ust swoją trąbkę, to wygrywał na niej takie solówki, że na scenie robiło się naprawdę gorąco. Grał rasowe jazzowe frazy i to było naprawdę hot! Także i w tym wypadku nie można było go porównać, do żadnego innego muzyka.

Pod koniec lat 60. jego kariera już tak nie błyszczała, jak za czasów jego największych przebojów. On to widział. Ponieważ doskonale potrafił kierować swoim życiem to podejrzewam, że wszystkie jego życiowe decyzje także były głęboko przemyślane. To, że trzymał się z dala od Polonii, musiało być jego w pełni uzasadnioną decyzją. Uważam, że użalanie się nad nim, że on był w Ameryce całkiem sam, czy też, że tutaj był gwiazdą, a tam zwykłym Amerykaninem, jest nieuzasadnione. Jestem prawie pewien, że wolał być małą rybką w dużym stawie, niż wielką w małym”.

***
„Dla mnie granie na trąbce na scenie było normalną sprawą, ale śpiew przed publicznością – to było nie do pomyślenia. Bałem się. W Aldze, w Sopocie, w czasie mojej krótkiej przygody z zespołem, muzycy zmusili mnie do śpiewu pod groźbą utraty posady. […] W szkole podstawowej i liceum zawsze byłem dobrym uczniem. Oblałem tylko jeden egzamin na półrocze – ze śpiewu. Nigdy nie lubiłem śpiewać” – opowiadał Kossowski w książce Emilii Padoł „Piosenkarze”. Alga to restauracja, w której Kossowski w roku 1963 grywał na trąbce, i gdzie zmuszony przez kolegów z zespołu po raz pierwszy zaczął śpiewać. Usłyszany, przez posilających się w restauracji członków zespołu Czerwono-Czarni, został zaproszony przez nich do współpracy.

Wśród wielu zespołów oraz muzyków jazzowych, zapraszających Kossowskiego do swoich składów wymienić należy takie marki, jak Warszawscy Stompersi (Augustyna, Nie mów o zazdrości, Za co mnie kochasz), Janusz Muniak, Tomasz Stańko czy Zbigniew Namysłowski. Był członkiem zespołów m.in. Flamingo oraz Dixieland Septet. Nagrywał z Orkiestrą Polskiego Radia, dyrygowaną przez Jerzego Dudusia Matuszkiewicza i Piotra Figla.

Nie dziwi więc, że w języku artystycznym Macieja Kossowskiego pobrzmiewają jazzowe frazy. Jego wokalistyka świetnie wpisuje się we wszelkie jazzowe atrybuty, a te z całą pewnością posiada jego ostatni wielki przebój Wakacje z blondynką. Piosenka ze względu na swą budowę formalną, puls, harmonię i dodatkowo wspaniały tekst Jonasza Kofty stała się jednym z najpiękniejszych polskich standardów jazzowych.

„Krótko po nagraniu piosenki wyjechałem na stałe do USA i zapomniałem o tym utworze ucząc się nowych i starych utworów Amerykańskich potrzebnych mi do pracy – pisał w korespondencji do mnie Kossowski. W 1973 lub1974 Kalina Jędrusik wraz z grupą Polskich artystów odwiedziła mnie w klubie Lorelei, w Nowym Jorku, gdzie grałem ze swoim zespołem do tańca. Powiedziała mi, że moje nagrania lecą w radio a szczególnie jedno z nich. - Masz wielki przebój! Grają go bardzo często! –Jaki? – zapytałem, myśląc o kilku innych utworach. – Wakacje z blondynką – odparła. Niebawem wśród Polskich mieszkańców Nowego Jorku rozniosła się wiadomość o moim graniu w Lorelei i Wakacje z blondynką weszły na stałe do mojego repertuaru na szczególne życzenia odwiedzających mnie rodaków”.

Żegnaj Maćku! Na zawsze będziemy pamiętać twój fantastycznie, naturalnie zachrypnięty głos zaklęty w historię polskiej piosenki, w której tak pięknie dzieliłeś każdą ćwierćnutę na trzy!


Janusz Szrom



Zobacz również

Albert „Tootie” Heath

Amerykański mistrz jazzowej perkusji zmarł 3 kwietnia 2024 r. w Santa Fe, w stanie… Więcej >>>

Antoni Krupa

Legendarny radiowiec, muzyk bluesowy i jazzowy, zmarł 17 marca w Krakowie. Miał 79 lat. Więcej >>>

Sylvain Luc

Jeden z najwybitniejszych europejskich gitarzystów jazzowych zmarł nagle na zawał serca 13 marca 2024… Więcej >>>

Jim Beard

Amerykański pianista, keyboardzista, kompozytor i aranżer zmarł 2 marca 2024 roku w Nowym Jorku. Więcej >>>

  MKIDN stoart       stoart       stoart     psj      ejm   
Dokument bez tytułu