Festiwale
Bennie Maupin
fot. Regina Watycha

Wiosna Jazzowa Zakopane 2012

Bogdan Chmura


To była najlepsza edycja Wiosny Jazzowej w całej jej 9-letniej historii; wspaniałe koncerty, doskonała atmosfera, tłumy fanów, wiele wzruszających momentów oraz piękna letnia pogoda na długo zapiszą się w pamięci słuchaczy. Impreza trwała od 28 kwietnia do 2 maja br., niemal wszystkie koncerty odbywały się w eleganckiej sali hotelu Belvedere położonego nieopodal malowniczej Doliny Białego.

JAZZ BAND BALL I GOŚCIE

Wyjątkowy był już pierwszy dzień, podczas którego 50-lecie swojej działalności świętowała Jazz Band Ball Orchestra. Obchody rozpoczęły się w południe od wizyty w Urzędzie Miasta. Podczas specjalnej ceremonii burmistrz Zakopanego Janusz Majcher wręczył liderowi zespołu Janowi Kudykowi jubileuszową statuetkę. Przewodniczący Rady Miasta Jerzy Zacharko odczytał laudację, podkreślając zasługi krakowskiego zespołu, a zwłaszcza Teofila Lisieckiego w zainicjowaniu jazzowych meetingów pod Tatrami. Wszyscy muzycy otrzymali kopie oprawionej w skórę laudacji. Następnie wyruszyła ulicami radosna kawalkada starych samochodów – na specjalnej platformie grał Leliwa Jazz Band z Tarnowa. Połączone siły Jazz Band Ballu i Leliwy dały symboliczny występ na Krupówkach.

Wieczorem w Hotelu Belvedere w pogodny nastrój pierwszego koncertu wprowadziła słuchaczy dixielandowa Leliwa, grająca szlagiery dawnego jazzu, muzyki, od której karierę rozpoczynała także JBBO. Na scenie pojawił się dyrektor Biura Promocji Zakopanego Andrzej Kawecki, który powitał artystów i publiczność, zaś po nim – Paweł Brodowski, od kilku lat dyrektor artystyczny festiwalu i jego stały konferansjer. Redaktor JF opowiedział o historii JBBO i wręczył członkom grupy specjalne dyplomy; muzycy odbierali je w kolejności, w jakiej niegdyś dołączali do zespołu. Pierwszym był oczywiście trębacz Jan Kudyk, współzałożyciel grupy i jedyny członek jej pierwszego składu (w tym roku obchodzi swoje 70-te urodziny). Po Janie Kudyku pojawił się weteran JBBO, basista i menedżer Tolek Lisiecki, a po nim: Marek Michalak, Jacek Mazur, Wojtek Groborz i Wiesław Jamioł. Dwaj ostatni są muzykami, którzy nadali zespołowi nowe brzmienie i rozszerzyli jego stylistykę – dziś JBBO jest grupą grającą syntezę dawnego jazzu, swingu i bopu. Gdy zespół był już w komplecie, popłynęły znane tematy (m.in. C’est si bonJust You, Just Me; Czarny Orfeusz, Caravan) wykonywane, jak zawsze, z niezwykłym zaangażowaniem i na najwyższych obrotach. Jednak były to dopiero „przedbiegi” do tego, co miało wydarzyć się w drugiej części koncertu, kiedy do JBBO dołączyli zaproszeni goście.

Najpierw wystąpił Zbigniew Wodecki, który śpiewał (Mona Lisa, When I Fall in Love, Over the Rainbow), grał na skrzypcach (Donna Lee), trąbce i zabawiał publiczność aneg­dotami. W finale dołączyła szóstka młodych artystów folkowej formacji Skalni. Wspólnie z JBBO wykonali słynną „nutę” Zabucały góry (utwór ten cieszył się niebywałym powodzeniem podczas koncertów JBBO w Stanach, gdzie „funkcjonował” jako Zabu-zabu). Temperatura koncertu sięgnęła zenitu – ognistym solówkom i bisom nie było końca. JBBO, choć stuknęła jej pięćdziesiątka, jest zespołem wciąż młodym, utrzymującym topową formę, jego muzyka ma szlachetność starego wina i potrafi „wstrząsnąć duszą” jak beaujolais nouveau.

GALA JAZZ TOP I

Na jeden dzień impreza przeniosła się do Grandu Nosalowy Dwór, dysponującego większą sceną i salą. Było to rozsądne posuniecie organizatorów, bowiem na koncert ten przybyły tłumy przyciągnięte magią nazwiska bohatera wieczoru. Na pierwszy ogień poszło trio trębacza Macieja Fortuny (w plebiscycie Jazz Top zwyciężył w kategorii Nowa Nadzieja). Jego zespół z Piotrem Lemańczykiem na kontrabasie i Krzysztofem Gradziukiem na perkusjiwykonał utwory z płyty „Solar Ring”.

Ta ascetyczna obsada wygenerowała mu­zykę o niebywałym stopniu intensywności rytmicznej i emocjonalnej. Maciej Fortuna zaprezentował się jako dojrzały, w pełni uformowany artysta. Jego kompozycje, technika instrumentalna, sound, intuicja i świadomość stylistyczna, każą nam wierzyć, że czeka go wspaniała przyszłość. Szczególną rolę w zespole pełnił Lemańczyk. Jego niewyczerpana inwencja, solówki wypełnione dźwiękami szybszymi od myśli, bogactwo brzmieniowe i artykulacyjne (m.in. „gitarowe” traktowanie kontrabasu), utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to artysta ze światowej ligi. Bardzo dobrze spisywał się także Gradziuk, który zajął miejsce grającego na „Solar Ring” perkusisty Franka Parkera.

Po przerwie wystąpił Leszek Możdżer (zwycięzca w trzech kategoriach: Najlepszy Pianista, Muzyk Roku, Album Roku), który wykonał utwory z nagrodzonej płyty „Komeda”. Możdżer był jedynym artystą Wiosny, który postawił twarde warunki fotoreporterom – można było robić zdjęcia tylko przez pięć minut pierwszego utworu. Kiedy jednak rozległa się kanonada aparatów, pianista przerwał występ, i nie był to miły moment dla żadnej ze stron – być może artysta powinien zezwolić na fotografowanie wyłącznie podczas bisów?

Potem koncert przebiegał już bez zakłóceń. Możdżer wykonywał swój program lekko, sprawnie, z elementami dezynwoltury i odrobiną rutyny. Był to Komeda w wersji wirtuozowskiej, w stylu brillante; niesamowite tempa, nagromadzenie ogromnej ilości ozdobników, biegników, kontrasty dynamiczne i efekty brzmieniowe (skutek preparacji fortepianu) przysłoniły ducha muzyki legendarnego artysty. Z utworu na utwór zacząłem się zastanawiać, jaką właściwie rolę pełni „materiał bazowy”, czy nie jest on aby tylko pretekstem do rozwinięcia kolejnych galopad po klawiaturze? Częścią odpowiedzi na to pytanie okazał się dobór i interpretacja bisu – a był nim... Lot trzmiela Rimskiego-Korsakowa. Muzyka, jaką wykonuje obecnie Leszek Możdżer – przyjazna w odbiorze i bardzo efektowna – cieszy się ogromną popularnością; album „Komeda” osiągnął już dawno status „podwójnej platyny”.

ZAKOPIAŃSKI JAZZ

Dzień jazzu zakopiańskiego wpisał się w obchody Międzynarodowego Dnia Jazzu, który od tego roku decyzją UNESCO świętowany jest 30 kwietnia. Bohaterami koncertu byli artyści związani z Zakopanem; od pewnego czasu, jednym z celów Wiosny jest promowanie muzyków pochodzących z tego regionu. Pierwsza wystąpiła grupa Shaggy Vulvas, której trzon tworzą wokalista Michał Knapik i gitarzysta Wojciech Rubis. Tego wieczoru zespół zagrał w rozszerzonym składzie; za bębnami zasiadł Kamil Cudzich, bliski krewny Andrzeja, naszego nieodżałowanego basisty. Shaggy Vulvas wykonał własne kompozycje i kilka standardów, w tym utwór złożony z tematów Corei Spain i Armando’s Rhumba. Udany występ, choć sama muzyka może trochę „nieśmiała”; głos wokalisty na pewno zabrzmiałby lepiej, gdyby utwory zaaranżowano w odrobinę wyższych tonacjach.

Atom String Quartet rozpoczął swój koncert w stylu iście... atomowym. Takiej eksplozji krzyku i owacji, jaką zareagowała sala już po pierwszym utworze (Fugato i Alegrina), chyba nigdy jeszcze nie słyszałem.

Atom String Quartet reprezentował jazz zakopiański w tym sensie, że jednym z członków zespołu jest Dawid Lubowicz, który – podobnie jak jego siostra, wokalistka jazzowa Nika – pochodzi z Zakopanego. Dodajmy, że ich rodzice są także muzykami i cenionymi pedagogami. Podczas koncertu szczególnie wzruszył moment, gdy Dawid dedykował swojemu ojcu – obchodzącemu akurat urodziny – własny utwór Na 7. Także w repertuarze zespołu można było odnaleźć związki z regionem – Zakopane autorstwa Mateusza Smoczyńskiego, muzyka usytuowana gdzieś pomiędzy Szymanowskim, Kilarem, a najczystszą tradycją podhalańską, silnie zadziałała na wyobraźnię; flażolety skrzypiec przywodziły na myśl opadającą mgłę, która stopniowo odsłania tatrzańskie szczyty.

Nika Lubowicz pojawiała się na scenie wielokrotnie, za każdym razem prezentując inne waloru swojego głosu; chyba najbardziej podobała mi się jej interpretacja Giant Steps, z kapitalnymi fragmentami zaśpiewanymi scatem. Apogeum koncertu nastąpiło w chwili, gdy do zespołu dołączył gość niespodziewany –  Adam Sztaba, prezentując własną, dynamicznie wykonaną kom­­­­­­pozycję i wtedy kwartet smyczkowy przeobraził się w kwintet fortepianowy. W finale koncertu doszło do „pojedynku” na smyczki między Dawidem Lubowiczem a Mateuszem Smoczyńskim, który zakończył się...  remisem; jednak sama „walka”, jej tempo i „wymiana ciosów” zapierały dech w piersiach.

Wszystko wskazuje na to, że Mateusz Smoczyński odejdzie od zespołu, zasilając (od września tego roku) słynny Turtle Island Quartet; to wielkie wyróżnienie dla młodego artysty, który obiecał jednak, że nie zerwie kontaktu ani z Atom String, ani z krajem.

Kwartet nie od parady ma w nazwie słowo „atom”, które wszystkim bardziej kojarzy się z siłą rażenia niż np. z budową materii. Fantastyczna muzykalność, zgranie i bajeczna technika pozwalały artystom rozpędzać dźwięki do prędkości cząstek elementarnych w akceleratorze, a świetne aranże i prawdziwe jazzowe solówki, wywoływały wręcz histeryczne reakcje słuchaczy. 

GALA JAZZ TOP II

Koncert wtorkowy rozpoczął duet Andrzeja Jagodzińskiego i gitarzysty Janusza Strobla. Jagodziński, wybitny pianista, aranżer i interpretator dzieł Chopina, wystąpił tym razem w roli akordeonisty (I miejsce w kategorii Instrumenty Różne). Akordeon, zwany pogardliwie „cyją” i kojarzący się z wiejskimi weselami, zabrzmiał pod palcami Jagodzińskiego subtelnie i nastrojowo. Artysta, koncentrując się głównie na melodyce, umiejętnie wykorzystał potencjał kolorystyczny i artykulacyjny instrumentu. Warstwę harmoniczną (nie używał basów) i rytmiczną pozostawił Januszowi Stroblowi; gdy jednak ten grał solo, role odwracały się. W repertuarze znalazły się kompozycje laureata, utwory bossa novy, a całość zakończył znany przebój autorstwa Janusza Strobla W moim magicznym domu.

Drugą część wieczoru wypełnił koncert String Connection, kapeli, która w latach 80. skutecznie leczyła nas z depresji wywołanej schyłkową fazą komunizmu. Krzesimir Dębski postanowił reaktywować swoją formację równo 30 lat od jej powstania; dziś grają w niej: lider, saksofonista Andrzej Olejniczak (od lat mieszka w Hiszpanii), perkusista Krzysztof Przybyłowicz (aktualnie pełni także funkcję prorektora Akademii Muzycznej w Poznaniu) oraz dwaj laureaci Jazz Topu – Krzysztof Ścierański (Najlepszy Gitarzysta Basowy) i Janusz Skowron (I miejsce w kategorii Syntezator).

Koncert rozpoczął się od New Romantic Expectation, bodaj najsłynniejszego i najbardziej urokliwego tematu, jaki kiedykolwiek wyszedł spod pióra Dębskiego, te dźwięki oddziaływały na słuchaczy z taką samą mocą jak trzy dekady temu. Potem pojawiły się utwory z dawnych albumów i z tego najnowszego – „String Connection 2012”; w Istrian Sideway, lider nie tylko grał na skrzypcach, ale też śpiewał i „rapował” po chorwacku. Koncert był także okazją do posłuchania utworu Janusza Skowrona Cicho sza, który, dziwnym trafem, nie znalazł się na żadnym krążku grupy. Na koniec, co stało się już tradycją, zabrzmiał Cantabile in h-moll z płyty „Workoholic”.

Jak się słuchało String Connection po 30 latach? Rewelacyjnie! Muzycy, aktywni przez cały ten okres w różnych formacjach, nie stracili niczego ze swej świeżości, inwencji i drapieżności. Lider – choć jego największą pasją nie jest już dziś ani jazz, ani film, ale klasyczna muzyka współczesna – wciąż pozostaje rewelacyjnym skrzypkiem-improwizatorem o pięknym dźwięku i świetnej technice. Jest też fantastycznym showmanem – przedstawiony przez niego „szybki kurs komponowania przeboju” rozbawił do łez i na pewno przejdzie do historii festiwalu jako jedna z anegdot.

KONCERT SPECJALNY

Tegoroczną „Wiosnę” zakończył występ Kwintetu Bennie’ego Maupina. Ten wybitny amerykański saksofonista i klarnecista basowy współpracował w przeszłości m.in. z Milesem Davisem („Bitches Brew”), zespołami Hancocka (nagrali wspólnie 10 albumów), McCoy Tynerem, Lee Morganem, a w ostatnich latach także z muzykami polskimi – Jarkiem Śmietaną („A Story Of Polish Jazz”) i Darkiem Oleszkiewiczem („Like A Dream”, „Penumbra”). Polska premiera albumu „Penumbra” odbyła się kilka lat temu w Zakopanem; Amerykanów zastąpili polscy artyści: Michał Tokaj, Michał Barański i Łukasz Żyta, którzy współpracują z Maupinem do dziś. Owocem tej współpracy jest nagrany w 2008 album „Early Reflections” – utwory z tej właśnie płyty wypełniły ostatni koncert festiwalu.

Muzyka Kwintetu Maupina – połączenie zaawansowanego jazzu akustycznego inspirowanego awangardą lat 60., dziełami Karola Szymanowskiego i magią Podhala – imponowała witalnością i energią, choć nie zabrakło w niej także momentów lirycznych (m.in. Escondido). Wątek podhalański reprezentowały utwory Atma i Kołysanka, z udziałem fenomenalnej wokalistki Hani Rybki. Kwintet Maupina wrócił niedawno z trasy po Europie, zatem muzyka siedziała artystom mocno w palcach, co było dobrze słychać. Mogli więc swobodnie modelować formę utworów, rozwijać obszerne intra i sola. Chyba największe pole do popisu miał pianista Michał Tokaj, który za każdym razem potrafił idealnie utrafić w zmieniającą się stylistykę kolejnych kompozycji.

O Bennie’m Maupinie najczęściej mówi się jako o klarneciście basowym. I słusznie, bo obok Dolphy’ego jest on najwybitniejszym przedstawicielem tego instrumentu w jazzie. Jednak jego styl wydaje się bardziej wyważony, oszczędny, elegancki. Postawa Maupina zmienia się diametralnie, gdy sięga po tenor lub sopran. W utworach o szybkich tempach, jego gra staje się bardzo ekspresyjna, pełna żarliwości, zbliża się do free, ale zachowuje czysty ton, czytelny rysunek melodyczny i dystansuje się od efektów sonorystycznych.

Przy końcu występu nieoczekiwanie „wystrzelił” Chameleon Hancocka, zaś na bis zespół zagrał nastrojowy standard You Don’t Know What Love Is. Koncert  zakończył się owacją na stojąco. To był niezapomniany wieczór z gigantem jazzu w roli głównej, wspaniałe podsumowanie festiwalu.

Organizatorem Wiosny Jazzowej Zakopane 2012 było Biuro Promocji Zakopanego. Dyrektora Andrzeja Kaweckiego dzielnie wspierały „Aniołki Charlie’ego”: Maria Kubasik, Zofia Sowa i Agata Gąsienica.



Zobacz również

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu