Wywiady

fot. Daniel Adamski

Opublikowano w JAZZ FORUM 10-11/2016

Bogusław Dziekański: ....a w sercu MAJ

Krystian Brodacki


Rozmowa z Bogusławem Dziekańskim, twórcą i dyrektorem Małej Akademii Jazzu w Gorzowie Wielkopolskim miała miejsce 10 czerwca 2016 r. w przerwie między dwoma koncertami, jakie się odbyły w Teatrze im. Juliusza Osterwy z okazji 30-lecia Akademii.


JAZZ FORUM
: Zacznę od gratulacji! Jestem zauroczony pierwszym, porannym koncertem, przeznaczonym dla dzieci. Sala pękała w szwach, a reakcje tych młodych i bardzo młodych jazzfanów były żywiołowe, spontaniczne, gorące i „jazzowe”: widać było, że jest to publiczność obeznana z idiomami jazzu i chętna do czynnego udziału w koncercie, tak na widowni, jak na scenie. To zapewne zasługa MAJ. A jak Ty stałeś się jazzfanem?

BOGUSŁAW DZIEKAŃSKI: „Dotknąłem” jazzu gdzieś w pierwszej połowie lat 70. W owym czasie wielką szkołą dla mnie był Program 3 Polskiego Radia – Trzy Kwadranse Jazzu w poniedziałki, środy i piątki o godz. 20:45. Słuchałem ich z wypiekami na twarzy. Zaczęło się polowanie na miesięcznik „Jazz”, potem na JAZZ FORUM – niełatwo było je wtedy zdobyć. Uczyłem się w Zasadniczej Szkole Elektrycznej, potem w Technikum Elektrycznym. Znalazła się grupa entuzjastów, z którymi w 1977 r. założyliśmy Jazz Club. Nasz klub nie miał żadnej stałej siedziby; działaliśmy w różnych obiektach na terenie Gorzowa. W końcu znaleźliśmy lokum Pod Filarami, w miejscu, którego muzyczne tradycje sięgają roku 1964, kiedy to Związek Młodzieży Socja­listycznej urządził tu, w piwnicy przy ulicy
Jagiełły, klub bigbitowy.

Otwarcie Jazz Clubu Pod Filarami nastąpiło w 1980 r., niedawno obchodziliśmy 35-lecie. Dodam jeszcze, że w latach 1983-1986 studiowałem w Państwowej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze, a temat pracy magisterskiej obejmował ,,Zainteresowanie muzyką jazzową uczestników imprez gorzowskiego klubu jazzowego”.

JF: Jak wieść niesie, Twój klub jest instytucją budżetową miasta Gorzowa. Innymi słowy władze miasta finansują Waszą działalność. A jeśli tak, to mamy tu do czynienia z fenomenem na skalę ogólnopolską.

BD: W chwili, gdy Jazz Club zaczął działać, lokalowo był zależny od ZSMP, etatowo od Wojewódzkiego Domu Kultury oraz programowo od Gorzowskiego Towarzystwa Muzycznego. Ówczesny naczelnik wydziału kultury Janusz Słowik, znakomity gość, gdy przyjrzał się bliżej naszej już 12-letniej, dynamicznej działalności, w 1992 r., podjął decyzję o usamodzielnieniu klubu. Zostaliśmy „wyjęci” z innych podmiotów i decyzją Rady Miasta powstała nowa instytucja kultury o nazwie Jazz Club Pod Filarami – o ile wiem jedyna w Polsce instytucja samorządowa ze słowem „jazz” w nazwie! Dzięki tej decyzji trwamy przez tyle lat.

W mieście wielkości Gorzowa (ok. 125 tys. mieszkańców, w latach 80. i 90. mieście przemysłowym, bez silnego ośrodka akademickiego) jakakolwiek działalność komercyjna tego typu nie przetrwałaby. Jeżeli chcesz stworzyć z klubu jazzowego silny ośrodek muzyczny, z całą otoczką edukacyjną, to z wyszynku nie utrzyma się go. My możemy stawiać na jakość, a działalność baru w klubie nie jest elementem najważniejszym.

Model instytucji kultury zobowiązuje nas do szanowania pewnych standardów w działalności. Stawiam tezę, że gdyby doświadczenia gorzowskie przenieść do innych miast w Polsce, byłoby to korzystne i dla muzyków, i dla słuchaczy oraz samej muzyki.

JF: No, ale taki klub „na budżecie” jest chyba poważnym obciążeniem dla samorządu Gorzowa?

BD: Nie sądzę. Dwa i pół etatu to nie jest dużo. Środki finansowe z budżetu miasta to podstawa naszej działalności i bez nich jazzu w Gorzowie by nie było. Do tego dochodzą wpływy od lokalnych firm, a dodatkowo od kilku lat wspiera nas Lubuski Urząd Marszałkowski, który patronuje imprezom Gorzów Jazz Celebrations. Nie zapominajmy też o fanach, kupujących bilety, to bardzo ważny element naszej strategii finansowej. Wszelkie analizy, dokonane ostatnio w obszarze gorzowskiej kultury, wskazują jednoznacznie, że jesteśmy najbardziej efektywni wśród instytucji kultury w mieście.

Dzięki temu, że mamy stabilność finansową, możemy sobie pozwolić na ambitne programy działalności klubowej i naszych festiwali Jazz Celebrations (do 2004 r. Pomorska Jesień Jazzowa), z udziałem gwiazd jazzu, jak np. Kurt Elling, Kenny Garett, Joshua Redman, Ravi Coltrane. Po raz pierwszy w Polsce wystąpili u nas Lee Ritenour z Dave’em Grusinem. Hiromi też tu była, i Eberhard Weber.

Ale uwaga! Takie koncerty są realizowane tylko wtedy, gdy mamy zabezpieczone środki na bieżącą działalność klubową i na MAJ. Jak to w kulturze, pieniędzy za dużo nie ma. Dodam jeszcze, że decyzja Słowika została pozytywnie dla nas przegłosowana jako uchwała Rady Miasta. Rady wtedy prawicowej. Nie przeszkodziło jej to, że za PRL „Filary” były lokalem ZMS, potem ZSMP…

JF: W czasie koncertu dla dzieci był moment szczególnie wzruszający, gdy zaśpiewały chórem Sto lat dla obecnego na scenie amerykańskiego klarnecisty Brada Terry’ego, wielce zasłużonego dla polskiego jazzu, który dzień wcześniej obchodził swoje 79. urodziny. Popłakał się…

BD: Brad pojawił się w Gorzowie w 1992 r. Przywiózł go Joachim Mencel, który później przez wiele lat występował z nim w duecie. Właśnie tu, w Gorzowie, narodził się pomysł wspólnego nagrania płyty („All About The Spring”, GOWI 1994). Oddanie Brada idei nauczania jazzu młodych Polaków jest godne podziwu. Był kiedyś taki okres, gdy na Małej Akademii Jazzu graliśmy dziewięć audycji pod rząd. Mimo że wówczas był już grubo po sześćdziesiątce, Brad wystąpił we wszystkich. Wytrzymał to!

JF: Czytelników JAZZ FORUM zapewne zainteresuje fakt, że w 2015 r. Terry wydał pod długim tytułem „I Feel More Like I Do Now Than I Did Yesterday” obszerny (389 stron!) tom swych przebogatych wspomnień, w tym – wspomnień z Polski, którą odwiedzał wielokrotnie. Warto by tę książkę przetłumaczyć na język polski.

Obok Brada, w gorzowskiej Małej Akademii Jazzu brali udział Freddie Cole z USA i liczni czołowi muzycy polscy, a wśród nich nieodżałowani Bogdan Styczyński i Tomasz Szukalski. Jak narodziła się MAJ?

BD: W lutym lub marcu 1986 r. z Wackiem Czechem z dawnego Oddziału Północnego PSJ na ręce wspomnianego Janusza Słowika złożyliśmy projekt inicjatywy edukacyjnej pod nazwą Mała Akademia Jazzu. „Nie ma sprawy, wchodzimy w to!” – powiedział. Po trzech miesiącach próbnych, od września 1986 r., weszliśmy na stałe do szkół z programem Małej Akademii. Początkowo my proponowaliśmy dyrekcjom szkół audycje MAJ. Dziś szkoły przychodzą same do nas. Chcą nas. MAJ jest teraz obecna w siedemnastu szkołach w Gorzowie i w dwunastu w okolicach Gorzowa. Są to szkoły podstawowe i gimnazja oraz PWSZ.

JF: Jak dobierałeś i dobierasz kadrę wykładowców?

BD:Gdy na przełomie lat 80. i 90. Oddział Północny PSJ upadł, zostałem z MAJ sam. Zmodyfikowałem program i dokonałem korekty w składzie wykładowców. Skorzystałem z muzyków, których znałem i poznałem ich predyspozycje do edukacyjnej działalności, takich jak Benek Maseli, Zbigniew Jakubek, czy Adam Wendt. Maseli polecił mi później swego studenta Dominika Rosłona, który znakomicie go zastąpił. Z czasem wykładowcami zostali dawni wychowankowie MAJ, jak Adam Bałdych - skrzypce, Marek Konarski - saksofon tenorowy, Grzegorz Turczyński - puzon, wokal i rap. Oczywiście zapraszałem i nadal zapraszam różnych muzyków z polskiej czołówki. Wielu z nich zaszczyciło nasz jubileusz.

JF: Używasz określenia „audycje”…

BD: Audycje to inaczej jednostki lekcyjne. Audycja zwykle wygląda tak, że najpierw ja krótko wprowadzam w temat, a potem prowadzący audycję wykładowca mówi np. o jazzie nowoorleańskim, ilustrując grą na swym instrumencie – to „działka” kornecisty z Dixie Warsaw Jazzmen, Stefana Woźniakowskiego. Leszek Dranicki wprowadza w tajniki bluesowej gitary i śpiewu na wzór Joe’ego Williamsa, na zasadzie call & response. Saksofonista i flecista Marek Kazana na początku roku szkolnego robi wprowadzenie do zajęć, charakteryzując poszczególne style jazzowe. Zbyszek Lewandowski pokazuje, na czym polega perkusja od jazzu do rocka. Piotr Lemański i Krzysztof „Puma” Piasecki demonstrują różne podejścia do gry na gitarze. Dominik Rosłon na kat midi demonstruje możliwości brzmieniowe współczesnej technologii cyfrowej.

Z okazji 30-lecia w różnorodnym programie wystąpiło dwunastu naszych profesorów i siedmiu naszych wychowanków.

JF: …oraz ekspresyjna wokalistka ze Szczecina Kaśka O! czyli Katarzyna Olczykowska w roli damskiego rodzynka. Ilu uczniów uczestniczyło w waszych audycjach w ciągu tych 30 lat?

BD: Z moich analiz wynika, że około 40 tysięcy. Jeśli założyć, że przeciętna rodzina jest czteroosobowa, a po powrocie do domu uczniowie zwykle opowiadają jak było, to dzięki MAJ słowo „jazz” dotarło do ok. 160 tysięcy ludzi! Około pięć lat temu naszą Akademię „odkrył” dr Andrzej Białkowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Naukowiec i jazzfan. „To co tu zobaczyłem, przeszło wszelkie moje oczekiwania” – powiedział po swej pierwszej u nas wizycie. Na drugą przyjechał autokarem pełnym studentów. Według jego oceny takiej i tak długotrwałej praktyki edukacyjnej, jak u nas, nie ma nigdzie w Europie. Edukacji, wpisującej się w strategię kształcenia publiczności.

Dr Białkowski wyprowadził nas z lokalnych opłotków na salony. Dzięki niemu w 2013 r. w Pałacu Prezydenckim jako członek grupy eksperckiej i jedyny przedstawiciel środowiska jazzowego mówiłem o Małej Akademii Jazzu – ja, człowiek można rzec „z pola”, w obecności profesorów i doktorów akademii muzycznych. MAJ wpisuje się w trend nieformalnej edukacji muzycznej. Nie staramy się przekonywać do muzyki jazzowej, tylko na bazie historii jazzu opowiadamy o współczesnej kulturze muzycznej. Mówimy uczniom: „Sami zdecydujecie, co z tej kultury wybierzecie dla siebie. Jeśli wybierzecie jazz, będzie nam bardzo miło”.

JF: Jako konferansjer koncertu jubileuszowego wystąpiłeś w dziekańskiej todze…

BD: Robię tak już od 1996 r. Mała Akademia Jazzu to quasi-uczelnia, więc może mieć quasi-dziekana, prawda? A poza tym – nazywam się Dziekański!

Drugi koncert 30-lecia rozpoczęła uroczystość przekazania Adamowi Bałdychowi Złotego Krzyża Zasługi, nadanego mu przez Prezydenta RP, oraz medalu „Zasłużony dla kultury polskiej” z nadania Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wręczenia dokonał wojewoda lubuski przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego, uroczystość miała więc bardzo podniosły charakter, a Adam nie krył wzruszenia. Ponadto Odznakę Honorową Miasta Gorzowa otrzymali wszyscy wykładowcy MAJ. A potem przez estradę przewinęła się plejada artystów związanych z MAJ, prezentując różne style i nastroje. W wielkim finale wszyscy uczestnicy zagrali Birdland Joe’ego Zawinula. Nieco później odbył się jam session w klubie Pod Filarami, której duszą był Joachim Mencel. Dosiadłem się do stolika Brada Terry’ego, wspominając pierwsze z nim spotkanie w Siedlcach wiele lat temu. Pokazał mi listę utworów, które zna i może w każdej chwili zagrać: jest ich tysiąc… 



Zobacz również

Kuba Więcek: another raindrop

Urodzony w Rybniku 21 października 1994 roku saksofonista i kompozytor Kuba Więcek jest chyba… Więcej >>>

Wacław Zimpel: Wystarczy mi samo free, nie muszę…

Artysta nietuzinkowy o wielu twarzach muzycznych, uwielbia eksperymentować, odkrywać, kreować. Więcej >>>

Joachim Kuhn: ucieczka do wolności

Niemiecki wirtuoz fortepianu jest legendą jazzu europejskiego, jednym z pierwszych muzyków, którzy w tej części świata… Więcej >>>

Piotr Lemańczyk: otwieranie drzwi

Głównym powodem naszego spotkania i rozmowy jest wydanie – i to zarówno w formacie CD, jak i w wersji… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu