Festiwale
Vein Trio
fot. A. Krzyżelewska

Opublikowano w JAZZ FORUM 4-5/2017


Jazz Od Nowa Festival 2017

Andrzej Dorobek


Formuła repertuarowa toruńskiego Jazz Od Nowa Festival, który w tym roku odbył się po raz siedemnasty (22-25 lutego, trzy pierwsze wieczory w sali koncertowej ACKiS Od Nowa, finał w Auli UMK) jest od lat przewidywalna: uprzywilejowanie składów międzynarodowych i regularna obecność artystów w szerokim sensie mainstreamowych naprzeciw muzyków z kręgu avant jazzu/free improv. Nie inaczej było i w tym roku.

Koncert inauguracyjny połączył dwa wspomniane wyżej światy muzyczne: za sprawą dwóch saksofonów i trąbki (bez instrumentu harmonicznego), zgodnie z tradycją bopu dość czytelnie eksponujących tematy, lecz w improwizacjach regularnie zmierzających ku niezbornej na pozór freejazzowej heterofonii. Młodzi polscy muzycy z Vehemence Quartet – alcista Wojciech Lichtański, tenorzysta Mateusz Śliwa, kontrabasista Alan Wykpisz i perkusista Szymon Madej – mają rozległe koneksje jazzowe. Śliwa udziela się także w Wojtek Pulcyn Project „Tribute to Charlie Haden”, a wspólnie z Wykpiszem – w zatrącających o awangardę jazzowo-poważną High Definition Quartet Piotra Orzechowskiego i trio Mateusza Kołakowskiego. Kubański trębacz Jorge Vistel, gościnnie występujący z nimi w Toruniu, podąża w podobnie elitarnym kierunku – jako artysta z kręgu nowojorskiej wytwórni Grega Osby’ego Inner Circle Music. Razem brzmieli dość przekonująco, w repertuarze głównie z debiutanckiej płyty kwartetu zatytułowanej „Anomalia”, choć wspomniane tematy nie zawsze były należycie wyraziste i nośne w sensie melodycznym.

Pod tym ostatnim względem całkiem odmienna okazała się druga część wieczoru inauguracyjnego, wypełniona standardami Gershwina (A Foggy Day in London Town), Strayhorna (Lush Life), czy Monka (Round Midnight).Znaleźliśmy się bowiem w świecie klasyki jazzu nowoczesnego: tu akurat reprezentowanej przez Ellę Fitzgerald, której hołd złożyła Ewa Uryga, wokalistka jazzowo-bluesowa, na udanej płycie „Ballads For Ella” dołączonej do jednego z numerów JAZZ FORUM sprzed prawie dwóch dekad. Teraz przypomniała klasyczne pozycje z repertuaru wielkiej poprzedniczki w aranżacji ograniczonej do akustycznego kwartetu (na wspomnianej płycie wystąpiła też sekcja smyczkowa katowickiej WOSPR) oraz w stylowej i sugestywnej interpretacji. Wokalistkę wspierali kontrabasista Jarosław Michaluk i osiadła w Nowym Jorku perkusistka Dorota Piotrowska, a także Marek Soskin, renomowany pianista amerykański, grywający z Sonnym Rollinsem czy Johnem Abercrombie’m, wyraźnie nawiązujący do Theloniousa Monka.

Na początku wieczoru następnego znaleźliśmy się na antypodach jazzowej klasyki – a może nawet na peryferiach jazzu jako takiego, Mazzoll Bow Trio tworzą bowiem muzycy bliżsi tak zwanej swobodnej improwizacji: Jerzy Mazzoll - klarnet, klarnet basowy, Sławek Janicki - kontrabas i Japończyk Kazuhisa Uchihashi - gitara, daksofon. Pierwsi dwaj to dawni animatorzy rewolty yassowej, stopniowo ewoluujący ku sztuce neoawangardowej w sensie bardziej ogólnym: Mazzoll choćby jako inicjator festiwalu Art Depot, Janicki jako współzałożyciel „polskiego Knitting Factory”, czyli bydgoskiego klubu Mózg oraz twórca i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej i Sztuk Wizualnych „Mózg Festival”. Uchihashi to natomiast dość szczególny wirtuoz gitary elektrycznej i akustycznej, a także daksofonu (eksperymentalny instrument drewniany zaliczany do idiofonów).



Mazzol Bow Trio, fot. A. Krzyżelewska


Razem wykreowali spektakl w stylu postmodernistycznego teatru instrumentalnego, polegającego między innymi na totalnym traktowaniu źródeł dźwięku („granie” na klarnecie basowym smyczkiem albo bez ustnika) i anarchicznym na pozór podejściu do materii dźwiękowej. Zgrzyty, piski i kwiki instrumentów układały się zrazu w trzy osobne monologi przeszkadzające sobie czy wręcz przekrzykujące się nawzajem. Prawdziwe propozycje artystyczne, niezależnie od stopnia awangardowości, mają jednak na ogół własną logikę zgoła innego rzędu – toteż i tu pojawiły się wspólne punkty dojścia, płaszczyzny porozumienia, czy wręcz synergii.

Był to zapewne najbardziej niezwykły, a może i najbardziej frapujący punkt tegorocznego programu – zasadniczo różny od wypełniających resztę wieczoru propozycji zespołu pod nazwą QYAVY. Odnosi się ona między innymi do rodzinnego regionu części muzyków, nazwiska lidera, toruńskiego gitarzysty Mateusza Kurka, oraz imienia współlidera, Yacka Rodziewicza - saksofon barytonowy, znanego jako producent nagrań Republiki czy Kultu. Kurek zdążył już wystąpić na dwóch pierwszych edycjach JONF jako artysta lokalny – teraz jednak przyjechał na czele grupy ubiegającej się o rozgłos ogólnopolski.

Niewiele wcześniej grupa ta wydała album „QYAVY” pod szyldem renomowanej wytwórni Kayax, a do współpracy pozyskała muzyków tak znamienitych, jak Maciej Sikała, tutaj na saksofonie altowym i tenorowym, oraz perkusjonista Jose Torres (reszta składu to grający na instrumentach klawiszowych Bartek Staszkiewicz, dwaj synowie Torresa, czyli basista Filip i perkusista Tomek oraz kolejny perkusjonista Darek „Tico” Rokiciński). Sądząc po dobrze przyjętym występie festiwalowym, album ten, zawierający porcję energicznego, chwilami niemal tanecznego, latynosko podbarwionego jazz-rocka, może chyba liczyć na szersze uznanie. Faktury i aranżacje są jednak dość typowe dla obranego stylu, a wspomnianych w materiałach promocyjnych elementów swobodnej improwizacji raczej trudno się tu doszukać.

Wieczór trzeci rozpoczął śląski gitarzysta Przemysław Strączek z międzynarodowym składem, zgodnie z nazwą zespołu i tytułem nowej płyty – Three Continents – obejmującym muzyków z Azji (Chinka Xu Fengxia, udzielająca się na guzheng i sanxian, tradycyjnych instrumentach swego kraju, oraz jako wokalistka), Ameryki Środkowej (od lat znany w Polsce meksykański perkusjonista Tomas Celis Sanchez) i Europy (oprócz lidera –kontrabasista Michał Kapczuk). W stosunku do występu Strączka na tym festiwalu sprzed dwóch lat zaznaczył się wyraźny postęp – sonorystyka była dość niekonwencjonalna i znacznie bardziej urozmaicona (brak typowego zestawu perkusyjnego, dialogi elektrycznej i akustycznej gitary z chińskimi odpowiednikami harfy i banjo), a wrażenie egzotyki wzmacniał ekspresyjny śpiew Xu w jej ojczystym języku. Znowu jednak narracja muzyczna grzeszyła monotonią, utwory nie zostały bowiem wyraźniej skontrastowane pod względem dynamicznym, agogicznym, czy nawet rytmicznym (nierzadko pojawiały się pulsacje zbliżone do samby, naturalnie a subtelnie artykułowane przez Sancheza).



 Adam Bałdych, fot. A. Krzyżelewska


Drugi koncert wieczoru okazał się zaprzeczeniem jakiejkolwiek monotonii – muzyka norweskiego Helge Lien Trio (Frode Berg - b, Per Oddvar Johansen  dr, lider - p), porównywana czasem do klasycznych propozycji Bill Evans czy Keith Jarrett Trio, objawiła bowiem może nawet większe bogactwo niespodziewanych kulminacji, kontrastów wyrazowych i zawirowań narracyjnych. Partie liryczne naturalnie sąsiadowały tutaj z riffowymi sekwencjami o proweniencji bez mała rockowej, a liryczne legatowe pasaże fortepianu czy kontrabasu – z próbami awangardowej preparacji ich brzmienia. Była to także zasługa naszego renomowanego skrzypka Adam Bałdycha, który wspólnie z Norwegami firmuje album „Bridges” i skomponował większość zamieszczonych tam utworów – na czele z najbardziej znanym, epicko rozwiniętym, a zarazem subtelnie lirycznym Polesiem, danym na początek. Zabrzmiał też utwór premierowy, czyli wdzięczny, nieco klasycyzujący Love, wykonany przez Bałdycha głównie techniką pizzicato ku aplauzowi licznego audytorium.

Po raz pierwszy na tym festiwalu wystąpiło szwajcarskie Vein Trio (pianista Michael Arbenz, jego brat bliźniak Florian na perkusji oraz Thomas Lähns na kontrabasie) legitymujące się 11 albumami i współpracą z wybitnymi jazzmanami amerykańskimi, jak Dave Liebman i Greg Osby. Zespół wychodzi od post-bopu, nierzadko zatrącając o trzeci nurt; perliste, swoiście malarskie pasaże fortepianowe i nierzadkie używanie perkusji w funkcji kolorystycznej kojarzą się bowiem z estetyką muzycznego impresjonizmu (przepyszne transkrypcje kompozycji Ravela Prelude i Pavane – oczywiście dla zmarłej infantki). W obszarze współczesnej sztuki jazzowej względnie blisko sytuowałby się tu obecny kwartet Wayne’a Shortera ze swą pastelową sonorystyką i eterycznymi fakturami – wszelako Szwajcarzy z upodobaniem penetrują także rejony stricte jazzowe łącząc brawurowe walkingi punktowane akordami fortepianu z dosadność McCoy Tynera i finezją Petersona. Na osobną uwagę zasługuje ich niebanalne, iście postmodernistyczne poczucie muzycznego humoru, wyrażające się w przełamywaniu postbopowych narracji krótkimi ustępami w stylu charlestona (na przykład).



Michał Urbaniak, fot. A. Krzyżelewska


Jeśli chodzi o szeroko a inteligentnie skontekstualizowaną sztukę jazzową dnia dzisiejszego, był to szczyt tegorocznego JONF. Michał Urbaniak wkroczył na festiwalową scenę na czele polsko-amerykańskiego zespołu w składzie: Michael Patches Stewart - trąbka, Frank Parker - perkusja, Marcin Pospieszalski - gitara basowa i Marek Pędziwiatr - instr. klawiszowe, chyba go w sumie nie przewyższył – choć przecież zamknął imprezę w godnym stylu. Grając na skrzypcach elektrycznych i saksofonie altowym umiejętnie prowadził słuchaczy od szeroko pojętej jazzowej klasyki (Autumn Leaves) po dynamiczne funky (dany na koniec temat autorski, w zasadzie bez tytułu) – a także, jak ująłby to mistrz Ildefons, od jazzowo-bluesowej liryki (My One and Only Love) po rapową dynamikę (ostro rytmizowane monologi Pędziwiatra). Najciekawszym punktem programu okazał się wszakże powrót lidera do własnej, Komedowej przeszłości, w pomysłowej wersji tematu Kattorna, rozwijającej się odsaksofonowo-trąbkowego duetu w epicką opowieść instrumentalną na podbudowie funkowych rytmów.

Pod względem artystycznym i frekwencyjnym była to jedna z najbardziej udanych edycji festiwalu, który w roku następnym wkroczy w wiek dojrzały – oby w równie atrakcyjnym, jakkolwiek przewidywalnym stylu. 



Zobacz również

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

Jazz Jantar: edycja wiosenna

Skompletowanie „band of dreams” i nagranie z takim zespołem zaproponowanego przez siebie repertuaru –… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu