Festiwale

Legenda Sopockich Festiwali 2016

Stanisław Danielewicz


Jubileusz sześćdziesięciolecia legendarnego Festiwalu Muzyki Jazzowej w Sopocie świętowały w tym roku, odbywające się w tym samym miejscu w odstępie kilku tygodni, dwa różne festiwale – organizowany od 20 lat Sopot Molo Jazz Festival i skrzyknięty po raz pierwszy Jazz Wolności. 

Podwójny jubileusz skłania do refleksji. Sopot Molo Jazz Festival przed dwudziestu laty został powołany do życia jako replika dwóch słynnych sopockich festiwali jazzowych – z lat 1956 i 1957. Jubileusz dwudziestolecia to jednocześnie wspomnienie imprezy sprzed lat sześćdziesięciu, która w ówczesnej Polsce, zwanej PRL-em, była czymś w rodzaju trzęsienia ziemi, ważnym elementem politycznego, kulturowego i obyczajowego przesilenia, jakie wkrótce nastąpiło, uwalniając całą populację z okowów stalinowskiego systemu opresji i sytuując nas wszystkich, którzy owe czasy pamiętamy, w „najweselszym baraku obozu realnego socjalizmu”.

Jazz, który bywał w Polsce grany od zakończenia II Wojny Światowej, został oficjalnie zakazany jako przejaw „burżuazyjnego stylu życia” już pod koniec lat 40. To, jak muzycy radzili sobie z owym formalnym zakazem, było przedmiotem licznych publikacji, które nie wymagają nawet sięgania po opasłe tomy, bo sporo informacji na temat „katakumbowego” okresu polskiego jazzu znaleźć można w Internecie. Jazz wrócił do łask niejako tylnymi drzwiami, w roku 1955. Nie tylko jazz, ale „okołojazzowy” styl życia, większa swoboda w przekazywaniu informacji, dyskursie historycznym, wyrażaniu opinii – choć na powrót wolności musieliśmy czekać najpierw do „festiwalu Solidarności” w latach 1980-81, a potem aż do roku 1989.

W roku 1955 drzwi do wolności uchylił Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów w Warszawie, którego (lewicowi) uczestnicy, przy­byli z całego świata, przywieźli to wszystko, czego opresyjny stalinowski system zakazywał: jazz, taneczną muzykę latynoamerykańską i afrykańskie rytmy. Pękły tamy, rozlała się rzeka, którą płynęły: nowoczesne sztuki plastyczne, zachodnie filmy i literatura, kolorowe stroje młodzieży, blues, boogie-woogie i jazz. Na licznych estradach Warszawy pojawili się również polscy jazzmani, m.in. zespół Andrzeja Kurylewicza.

W roku 1956 wydawało się, że odzyskiwanie przestrzeni wolności zostanie zahamowane. W czerwcu tego roku wybuchło, pod wpływem wprowadzanych podwyżek cen i śrubowania norm pracowniczych, ludowe powstanie w Poznaniu, które zostało krwawo stłumione przez komunistyczną władzę. Są przesłanki, by przyjąć, że władza postanowiła przykryć przygnębienie i oburzenie społeczeństwa, ofiarowując zamiast chleba i godziwych zarobków igrzyska. Projekt jazzowego festiwalu wykluł się co prawda wcześniej, dyskutowali o nim guru powojennego polskiego jazzu Leopold Tyrmand i gdański dziennikarz Franciszek Walicki. Co innego dyskusja, a co innego formalna zgoda.

Powołany do życia na początku roku 1956 miesięcznik „Jazz” (który początkowo zapowiadał się jako jednodniówka) właściwie w ostatniej chwili zdołał zawiadomić czytelników, że w Sopocie w sierpniu 1956 roku odbędzie się I Międzynarodowy Festiwal Jazzowy. Klamka zapadła, organizacją z ramienia państwowej agencji artystycznej zajął się Jerzy Kosiński, zaś w dniach 6-12 sierpnia 1956 roku do Sopotu przyjechało na festiwal kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi z całej Polski, choć pawilon przy sopockim molo, gdzie odbywały się koncerty, mieścił (według różnych źródeł) 200 - 600 osób.

Słowo „międzynarodowy” wpisane było w nazwę imprezy trochę na wyrost, bo w 1956 roku zdołano zaledwie „z łapanki” ściągnąć do Sopotu zespół Kamila Hali z Czechosłowacji, który bawił w Polsce grając w cyrku. Drugim zagranicznym uczestnikiem był dixielandowy zespół Dave’a Burmana, kornecisty z Wielkiej Brytanii, który potraktował wyjazd do Polski jako młodzieńczą przygodę i sposób na spędzenie miodowego miesiąca, choć tajne służby brytyjskie odradzały muzykom podróż do kraju komunistycznego, strasząc, że może to być podróż tylko w jedną stronę.

Dzięki I Festiwalowi w roku 1956, jazz z powrotem stał się własnością „ludu pracującego miast i wsi oraz inteligencji pracującej”. Po roku impreza odbyła się w Sopocie ponownie, tym razem już w naprawdę międzynarodowej obsadzie, z udziałem czołówki ówczesnego jazzu z Zachodnich Niemiec, nowoorleańskiego klarnecisty Alberta Nicholasa i białego bluesmana Billa Ramseya, który nie mógł przez długie lata uwierzyć, że śpiewana przez niego Caldonia otwarła nowy rozdział w Polsce pod nazwą „rock and roll”. W roku 1958 co prawda festiwal w Sopocie się już nie odbył, zaś kulisy przegranej walki o jego utrzymanie mogłyby stać się kanwą niezłej powieści kryminalno-romansowej. Kontynuowano ideę corocznych festiwali w Warszawie, co dało początek corocznym Jazz Jamborees.


Zobacz również

Jazz & Literatura 2017

Trzecia edycja śląskiego festiwalu odbyła się w dn. 6 - 15 października. Więcej >>>

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu