Festiwale
Melody Gardot
Fabrizio Press

Artukuł został opublikowany w numerze 7-8/2013 Jazz Forum.

Siesta Festival 2013

Grażyna Świętochowska


Mimo obaw, że zapraszani muzycy zrealizują tylko kolejny, podobny wariant radiowej Siesty Marcina Kydryńskiego, pierwotnie długoletniej i nadal żywotnej audycji w Programie 3 Polskiego Radia, współuczestniczenie w tegorocznym, organizowanym po raz trzeci Siesta Festival (26-28 kwietnia) chyba każdemu, kto był, widział i słyszał, przyniosło muzyczną satysfakcję z merytorycznie przemyślanego konceptu.

Za wprowadzenie do festiwalowej aury odpowiedzialna była gwiazda piątkowego (26.04) koncertu – Melody Gardot. Jej występ był właściwie próbką tego wszystkiego, co wypełniony po brzegi amfiteatr na gdańskiej Ołowiance miał okazję wysłuchać w ciągu kolejnych „siestowych” dni.

Gardot, reklamowana jako artystka o polskich korzeniach, ma fantastyczne możliwości wokalne i ze swojego polikulturowego i polilingwistycznego repertuaru zaśpiewała utwory takie jak The Rain, Baby I’m a Fool, Who Will Comfort Me z płyty „My One And Only Thrill” (2009) czy Goodbye, Mira, So We Meet Again My Heartache i Iemanja (wszystkie z ostatniej studyjnej płyty „The Absence”, 2012). Do tego świetna stylizacja, parametry estetyczne dobrane w najdrobniejszych szczegółach (jak uzyskany grą świateł fioletowy odcień zasłon tożsamy w pewnej chwili z kreacją młodej artystki) i prywatna historia artystki.

Ale zabrakło tego czegoś, co pozwoliłoby zespolić jej wędrówkę po nurtach, krajach, kulturach. Gardot z dozą autoironii nazwała siebie zresztą „najtańszym agentem biura podróży na świecie”, dotykając w tym jednym zdaniu różnych oblicz ryzyka związanych z dyspozycją muzycznego bycia wszędzie. Ta dominująca wielowątkowość najpełniej wybrzmiała w wyśpiewanym na wielkim luzie Gershwinowskim Summertime z opery „Porgy and Bess”,chwilami przechodzącym w Presleyowskie Fever…

Zaśpiewane jeszcze przez Melody Gardot Sodade, w geście oddania, czci i pamięci zmarłej przed półtora rokiem Cesárii Évory, dobrze znanej i u nas wykonawczyni morny, powróciło na tej samej scenie w niedzielę (28.04), tym razem w wykonaniu świetnej Marii de Lurdes Piny Assunto. Artystki, której długie i piękne nazwisko wyparł nośny sceniczny pseudonim Lura. Choć urodzona w Lizbonie, to rodzinnymi korzeniami powiązana jest i wciąż powraca na Wyspy Zielonego Przylądka, te same, z których swój początek wzięła światowa kariera Evory. Jest to w jakimś stopniu miejsce macierzyste dla Siesty, a Evora wyrosła na patronkę głównego profilu tej imprezy, wszak z nią występował też kolejny gość Siesty, Bonga (71-letni wokalista, niegdyś afrykański biegacz, dysydent polityczny, bojownik o niepodległość Angoli, którego koncert zaprezentowano w klubie Parlament). Ponciana, Moda Bô (piosenka wykonywana niegdyś w duecie z Evorą) i najsłynniejsze Sodade zaśpiewane zostało już wspólnie z publicznością, co dobrze oddaje nie tylko szybki stopień edukacji widzów Siesty, ale i temperament Lury.

Nie do zakwestionowania jest też fakt, że to właśnie ją przed kilkoma laty Evora po raz pierwszy zaprezentowała polskiej publiczności, świadomie wskazując na sukcesorkę oryginalnej muzycznej tradycji. W przypadku Lury chodzi jednak o coś więcej niż gest namaszczenia, kabowerdyjskie korzenie i zdolność przekazania muzyczności języka kreolskiego, co najlepiej oddała scena samotnego, hipnotycznego tańca, któremu w pewnej, zaplanowanej zresztą, chwili oddała się Lura. Ta jednorazowa odsłona tańca przypominająca rytuał haitański obok niepowtarzalnego brzmienia głosu Lury tchnęły siłą, jakiej Siesta naprawdę potrzebowała.


To zdecydowanie najmocniejszy akcent tegorocznej edycji, której drugi dzień wypełnił jeszcze dwukrotny koncert Jehro, gwiazdy od początku chyba obstawianej w funkcji machiny komercyjnego sukcesu. O ile w odniesieniu do repertuaru Lury można się spotkać z określeniem world music, Jehro został zapowiedziany jako światowa sława muzyki plażowej (sic!). Francuz, znany w Polsce przede wszystkim z zamieszczonej na jednym z wydawnictw płytowych radiowej Siesty piosenki Continuando (przekornie zagranej przez artystę dopiero na bis), który na swojej drodze „zaliczył” uliczne granie w Londynie, wykonuje mieszankę reggae, folku i muzyki latynoskiej w języku francuskim, angielskim i hiszpańskim. W sobotni wieczór, podczas którego sala Filharmonii zamieniła się w parkiet sali tanecznej, zabrzmiały utwory takie jak Last Too Long, Rock You Child, Tonight Tonight, Venga, Almost There, All I Want, Along the River, Master Blaster, Why Me, Young Blood, Everything, Salimba, One Word. Multikulturowość zapoczątkowana przez Melody Gardot znalazła tu swoją drugą, taneczną odsłonę.

Siesta to tradycyjnie jeszcze wieczory Fado na barce w Mieście Aniołów. W tym roku dla elitarnego kręgu odbiorców (gdzie elitarność powiązana jest z kameralną, kawiarnianą atmosferą, degustacją wina i adekwatną do nich ceną biletu wstępu) wystąpiła piękna Cuca Roseta. Nic tu nie jest obojętne, zwłaszcza gdy śledzi się podskórny Siestowy splot – Cuca Roseta spotkała się już wcześniej z Lurą na planie filmu Carlosa Saury o fado właśnie: „Fados” (2007). Wizualny aspekt muzyki Siesty jest nie do pominięcia. „Tego” po prostu trzeba wysłuchać i trzeba „to” zobaczyć”.


Zobacz również

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

Jazz Jantar: edycja wiosenna

Skompletowanie „band of dreams” i nagranie z takim zespołem zaproponowanego przez siebie repertuaru –… Więcej >>>

Jazz Od Nowa Festival 2017

Odbył się po raz siedemnasty (22-25 lutego, trzy pierwsze wieczory w sali koncertowej ACKiS… Więcej >>>

Rawa Blues 2016

W Katowicach podczas 36. Edycji festiwalu (29 września - 1 października) było dłużej niż… Więcej >>>

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu