Festiwale

fot. Sławek Przerwa

Opublikowano w JAZZ FORUM 12/2016

Wiatry Jazztopadu 2016

Adam Domagała


Tegoroczna edycja Jazztopadu (17-27 listopada) przypadła na okres, gdy Wrocław sprawuje zaszczytną funkcję Europejskiej Stolicy Kultury, a sam festiwal stał się niejako ukoronowaniem całorocznego, jazzowego programu Narodowego Forum Muzyki – miejsca, w którym regularnie wydarzają się rzeczy ze światowych szczytów sztuki muzycznej. Już podczas pierwszych dni, 17 i 18 listopada, odbyły się premiery dwóch utworów specjalnie napisanych dla festiwalu.


Dzień I

miejski bazar

Kompozycja Wind Jasona Morana ma swoją wrocławską historię. Przyjąwszy zamówienie Jazz­topadu, pianista spędził, incognito, kilka dni w stolicy Dolnego Śląska. Chodził na spacery po mieście, spotykał się z ludźmi, przesiadywał w restauracjach. Natchnienie zaś znalazł na jednym z targowisk pod gołym niebem – miejscem, wiadomo, niespecjalnie eleganckim, za to pulsującym życiem i energią. Urzekły go koronkowe firanki, sprzedawane przez licznych handlarzy w nieograniczonym asortymencie.


Jason Moran, fot. Łukasz Rajchert

Kilkunastoosobowy zespół zasiadł na scenie schowany pod trzema bazarowymi namiotami. Przez godzinę słuchacze mieli przed sobą wyłącznie owe namioty, kunsztownie iluminowane przez reżysera świateł. I zadziałało to znakomicie! Przecież czego oczy nie widzą, to wyobraźnia dopowie, a muzykę napisał Moran idealnie obrazową, w zasadzie poza jazzowym idiomem, pełną efektów oddziałujących na emocje. Właśnie do słuchania, nawet w lekkim półśnie, w stanie zupełnego relaksu, ulotną, ale ważną, bo wzruszającą.

Grał tę piękną suitę regularny kwartet pianisty, z prominentnym udziałem gitarzysty Marvina Sewella, poszerzony o siedmioosobowy Jazztopad Festival Ensemble (tu – choć ciągle jak przez mgłę – najwyraźniej wybrzmiewa mi w pamięci trąbka Piotra Damasiewicza); muzycy pokazali się publiczności dopiero w czasie oklasków, co było ważne, bo, daję słowo, wielu obecnych na sali było przekonanych, że obcowaliśmy z utworem odtwarzanym z aparatury high-end.

Dzień II

big bang

Dzień później na scenie NFM pojawił się (już po raz trzeci w historii Jazztopadu!) sam Wayne Shorter.


Wayne Shorter, fot. Bogusław Beszłej/Arch. NFM

Koncert miał dwie odsłony. W pierwszej zaledwie dwa utwory zagrał kanoniczny Wayne Shorter Quartet (lider - ts, ss; Danilo Pérez - p, John Patitucci - b, Brian Blade - dr). Od kilkunastu lat ten zespół podąża właściwą tyko sobie drogą, proponując muzykę bezkompromisowo improwizowaną, w pobieżnym zarysie określaną tematami „wziętymi z powietrza” lub po prostu wyciąganymi spontanicznie z potężnej skarbnicy Shorterowskich standardów. Nie było to, bynajmniej, nic dla tego zespołu i słuchaczy odkrywczego – właśnie taką, otwartą na intuicyjne zdarzenia muzykę można znaleźć na ostatnich płytach mistrza, taką też – choć może odrobinę bardziej agresywną – prezentował podczas kilku niedawnych wizyt w Polsce. Słuchało się tego cudownie, bo fantazja wszystkich czterech muzyków to poziom niewyobrażalny, więc co takt, to niespodzianka.

Szokiem – jeśli chodzi o zastosowany język i formę – nie był też premierowy utwór The Unfolding, inspirowany teorią Wielkiego Wybuchu. Do kwartetu dołączył LutosAir Quintet, czyli zespół utworzony przez najlepszych dęciaków orkiestry Narodowego Forum Muzyki powiększony o jeszcze pięciu muzyków klasycznych, ale świetnie rozumiejących jazzową formułę. Urywkowe tematy, partie solowe Shortera ograniczone właściwie do lapidarnych podkreśleń, krzykliwe kulminacje całego zespołu, obszerne fragmenty improwizowane między równie obszernymi częściami skomponowanymi. Niespodzianka? Stosunkowo długi wstęp, którego dramaturgiczna siła zbudowana została dzięki napięciu między subtelną, miarową, miotełkową partią Briana Blade’a, a niepokojącą progresją akordów. To był ten moment, gdy muzyki słuchało się dosłownie na krawędzi krzesła, w niepewności, co się wydarzy za chwilę.

Dzień III

podróżnicy

W sobotę koncerty przeniosły się do Sali Czerwonej NFM. Kolumbijski pianista Ricardo Gallo ze swoim kwartetem grał akustyczny jazz głównego nurtu, ale mocno zainfekowany rodzimym folklorem i światową awangardą, czego skutkiem jest albo formalne przeładowanie, albo – przeciwnie – uproszczenie tak daleko idące, że aż nieznośne.


Ricardo Gallo, fot. Sławek Przerwa

Dla wielu nieznośny – ale z zupełnie innych powodów! – okazał się występ francuskiego saksofonisty Thomasa de Pourquery’ego i jego zespołu SuperSonic. Tamteż wszystkiego było za dużo – ciszy i hałasu, kiczowatego nieco liryzmu i dzikiej frywolności; ale było w tym kolorowym, jazzowo-punkowo-poetyckim tyglu więcej żywotnej siły niż w górskim wodospadzie na wiosnę. To jest jeden z tych zespołów, które po ledwie kwadransie albo kocha się na całe życie, albo od których ucieka, gdzie pieprz rośnie.

Od redakcji: O pozostałych koncertach festiwalu Jazztopad w następnym numerze JF.



Zobacz również

Ad Libitum 2016

11. edycja Festiwalu Muzyki Improwizowanej odbyła się w Warszawie w dn. 19… Więcej >>>

Jazzbląg 2016

Trzy dni, od 22 do 24 września, trwał zeszłoroczny festiwal w Elblągu.  Więcej >>>

Jamie Cullum: Finał Zadymki

Finał Zadymki miał miejsce w sali koncertowej NOSPR w Katowicach.  Więcej >>>

Jazz Jantar: edycja wiosenna

Skompletowanie „band of dreams” i nagranie z takim zespołem zaproponowanego przez siebie repertuaru –… Więcej >>>

JAZZ FORUM 12/2017

Aktualnie w sprzedaży
Więcej >>>

Parallax Error

Leszek HeFi Wiśniowsk

Płyta miesiąca

Leszek Możdżer & Holland Baroque

Earth Particles

  • Ocena - 5
Linki
Z galerii

Jan Bebel - portfolio

  MKIDN      stoart       stoart       stoart     psj      ejm
Dokument bez tytułu